Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boczek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lipca 2018

makaron z bobem i boczkiem



Dziś wariacja na temat klasycznej, włoskiej carbonary. Chyba jednego z najpopularniejszych dań z Półwyspu Apenińskiego. Z dodatkiem bobu, moich ukochanych sezonowych strączków. Ciekawa jestem, jak zareagowali by na to danie Włosi, chociaż wiem, że sami przygotowują podobną pastę z bobem i żółtkami (i z dodatkiem kwiatów cukinii ♡ ).

Jego przygotowanie zajmuje właściwie chwilę, ale koniecznie - z resztą jak większość włoskich past - trzeba to robić tuż przed podaniem. Odgrzewana carbonara jest praktycznie niejadalna! Jednak w przypadku dzisiejszego dania, można część składników przygotować wcześniej, a potem, np. po powrocie z pracy, ugotować tylko makaron i "złożyć" danie. Wystarczy wcześniej ugotować bób i podsmażyć boczek, a tuż przed wrzuceniem do makaronu, porządnie go podgrzać. Dodawany do makaronu musi być gorący!


Składniki (na około 4 porcje):
  • ulubiony makaron
  • 250 g bobu (poza sezonem można użyć mrożonego)
  • około 100 g surowego, wędzonego boczku, pokrojonego w kostkę
  • 2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 3 - 4 łyżki świeżo startego parmezanu lub sera grana padano
  • 4 żółtka
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz

Przygotowanie:

1. Bób gotujemy do miękkości w dużej ilości osolonej wody. Ugotowany, jeszcze gorący przelewamy dużą ilością zimnej wody. Dzięki temu po pierwsze - szybciej go schłodzimy, a po drugie - bób zachowa piękny zielony kolor. Ugotowany, przestudzony bób obieramy z łupinek. 

2. Na patelnię wrzucamy boczek i podsmażamy tak długo, aż wytopi się z niego tłuszcz, a sam pięknie się zarumieni. W tym momencie wrzucamy na patelnię czosnek i podsmażamy jeszcze minutę.

3. W międzyczasie gotujemy makaron al dente w dużej ilości osolonej wody.

4. Gdy makaron będzie idealnie ugotowany, odlewamy pół szklanki wody z jego gotowania. To trik włoskich szefów kuchni, by sos był bardziej aksamitny. Woda z gotującego się makaronu ma w sobie skrobię, która dodatkowo zagęści sos. Wystarczy pół szklanki :)

5. Makaron odcedzamy i szybko przerzucamy z powrotem do gorącego garnka. Dodajemy do niego podsmażony boczek z czosnkiem (bez tłuszczu). 

6. Żółtka szybko mieszamy w miseczce i przelewamy do makaronu. Pamiętajcie, by podczas tej operacji cały czas mieszać makaron. Dzięki temu żółtka nie zamienią się w jajecznicę :) Od razu dodajemy wodę z makaronu i parmezan. Szybko mieszamy.

7. Na koniec dodajemy bób i doprawiamy wszystko solą i pieprzem

Uwaga! Punkty 5 - 7 musimy wykonać naprawdę szybko. Tylko tak powstanie pyszny sos i nic się od siebie nie rozdzieli.

8. Makaron jest właściwie gotowy. Możemy posypać go natką pietruszki albo jeszcze odrobiną parmezanu.

Gotowe!

Buon appetito! 

sobota, 23 czerwca 2018

bigos z młodej kapusty



Bigosik z młodej kapusty ma niewiele wspólnego z zimowym, ciężkim bigosem na wędzonych śliwkach. Jest wiosna, jemy lżej. Ale młoda kapusta z odrobiną "mięsiwa" także świetnie smakuje i ja przygotowuję ją dość często. Podaję zazwyczaj z chlebem lub ziemniakami.

Ja do mojej kapusty dodałam wędzony boczek i kiełbasę, ale spokojnie, jeśli macie kawałek wieprzowiny (łopatkę albo np. żeberka), możecie je dodać. Wystarczy je tylko porządnie podsmażyć i wrzucić do garnka.  Ponieważ bigos z młodej kapusty przygotowuje się dość szybko, a sam gotuje się dużo krócej od tego zimowego, nie dodawałabym wołowiny. Bałabym się, że mięso może nie zmięknąć w tak krótkim czasie.


Potrzebujemy (na dość duży garnek):
  • duża główka kapusty, posiekanej
  • 2 duże cebule, pokrojone w półplasterki
  • około 400 g wędzonego boczku, pokrojonego w kostkę
  • 2 - 3 kiełbasy, najlepszej jakości, pokrojone w kostkę 
  • około 4 łyżek koncentratu pomidorowego
  • łyżka oleju rzepakowego lub np. smalcu
  •  sól i świeżo mielony pieprz
  • sok z około 1/2 cytryny
  • pół pęczka świeżego koperku

Przygotowanie:

1. Do garnka wlewamy łyżkę oleju (chyba że macie bardzo tłusty boczek, wtedy smażymy go na suchej patelni - mój prawie nie miał tłuszczu) i, gdy się porządnie rozgrzeje, wrzucamy boczek i kiełbasę. Podsmażamy kilka minut, aż pięknie się zarumienią.

2. Do boczku i kiełbasy wrzucamy cebulę i smażymy jeszcze kilka minut. Na niezbyt dużym ogniu, by zdążyła zmięknąć i się nie spaliła.

3. Gdy cebula zmięknie i ładnie się zarumieni, dodajemy do garnka kapustę. Lekko ją solimy (sól wyciąga z kapusty wodę, dzięki czemu szybciej mięknie), wlewamy około pół szklanki wody, dodajemy koncentrat i dusimy, co jakiś czas mieszając, do czasu aż kapusta zmięknie, a woda odparuje.

Uwaga! Jeśli jest taka potrzeba, bo kapusta ciągle twarda, ale zaczyna przywierać, dolejcie jeszcze trochę wody.

4. Na koniec doprawiamy wszystko solą, pieprzem i - jeśli jest taka potrzeba - sokiem z cytryny. Wrzucamy posiekany koperek, mieszamy i gotowe!

Smacznego!

wtorek, 12 czerwca 2018

łazanki z młodej kapusty z boczkiem


Łazanki. Danie z przeszłości. Choć w moim domu ich nie było, pamiętam je ze szkolnej stołówki i wcale nie kojarzą mi się najlepiej. Nie wiem dlaczego, ale kilkuletnim dzieciom dawali łazanki z kiszonej kapusty z pieczarkami (o nie najprzyjemniejszym kolorze) i "kulkami" twardego mielonego. Nie było to najsmaczniejsze, chociaż w porównaniu do "schabowych" z mortadeli, zjadliwe. Ale pamiętam też pyszne łazanki w domu mojego sąsiada i pewnie dlatego nie jestem do nich zrażona na zawsze (tak jak do smażonej mortadeli).

Dziś rano, weszłam do mojego ulubionego warzywniaka, zobaczyłam główki pięknej młodej kapusty i tak mnie na łazanki naszło. Dodałam do moich łazanek wędzonego boczku, bo lubię, ale możecie ten składnik pominąć albo zastąpić go odrobiną dobrej jakości kiełbasy. Zaczynamy?

Potrzebujemy (na duży garnek łazanek):
  • duża główka kapusty, posiekanej
  • 2 duże cebule, pokrojone w półplasterki
  • około 400 g wędzonego boczku, pokrojonego w kostkę
  • łyżka oleju rzepakowego lub np. smalcu
  •  sól i świeżo mielony pieprz
  • sok z około 1/2 cytryny
  • opakowanie makaronu do łazanek

Przygotowanie:

1. Do garnka wlewamy łyżkę oleju (chyba że macie bardzo tłusty boczek, wtedy smażymy go na suchej patelni - mój prawie nie miał tłuszczu) i, gdy się porządnie rozgrzeje, wrzucamy boczek. Podsmażamy kilka minut, aż pięknie się zarumieni.

2. Do boczku wrzucamy cebulę i smażymy jeszcze kilka minut. Na niezbyt dużym ogniu, by zdążyła zmięknąć i się nie spaliła.

3. Gdy cebula zmięknie i ładnie się zarumieni, dodajemy do garnka kapustę. Lekko ją solimy (sól wyciąga z kapusty wodę, dzięki czemu szybciej mięknie), wlewamy około pół szklanki wody i dusimy, co jakiś czas mieszając, do czasu aż kapusta zmięknie, a woda odparuje.

Uwaga! Jeśli jest taka potrzeba, bo kapusta ciągle twarda, ale zaczyna przywierać, dolejcie jeszcze trochę wody.

4. W międzyczasie gotujemy makaron do łazanek, w dużej ilości osolonej wody, al dente. Ugotowany makaron odcedzamy.

5. Gdy kapusta jest już miękka, a płyny odparowały, doprawiamy ją solą, dużą szczyptą pieprzu i sokiem z cytryny do smaku. 

6. Kapustę mieszamy z makaronem i gotowe!

Smacznego!

piątek, 18 maja 2018

sałatka ziemniaczana z boczkiem



Majówka za nami, więc sezon grillowy w pełni. Co podać do mięsa? Jakie sałatki? Na blogu znajdziecie już kilka przepisów na dania na grilla (tutaj), m.in. moją ulubioną, prostą sałatkę z ogórków Lucindy (przepis znajdziecie tutaj). Dzisiaj nadszedł czas na pyszną sałatkę ziemniaczaną i sama się zastanawiam, dlaczego tak późno pojawia się na blogu.

Przygotowuję tę sałatkę zawsze na oko. Ilość wszystkich składników uzależniam od ilości ziemniaków. Szczególnie jeśli chodzi o ogórki, zawsze dodaję je na końcu, kiedy już wiem, ile "kwasu" potrzeba mojej sałatce. Dodaję część, mieszam i jeśli jest taka potrzeba, dodaję więcej. Solą i pieprzem także doprawiam na końcu. Boczek i ogórki są słone, więc szczególnie z solą należy uważać.

Zaczynamy?


Potrzebujemy:
  • około 2 kg ziemniaków sałatkowych dobrej jakości (typu A, np. Ditta, Denar, Vineta)
  • około 300 g boczku wędzonego, pokrojonego w drobną kostkę
  • około 10 - 12 ogórków kiszonych (nie podaję konkretnej ilości, bo wszystko zależy od ich wielkości i poziomu kwasowości)
  • pęczek szczypiorku lub cebulki dymki
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • łyżka oleju rzepakowego (jeśli boczek jest bardzo tłusty, nie ma potrzeby dodawać oleju)

Przygotowanie: 

1. Zaczynamy od ugotowania ziemniaków w mundurkach. Ugotowane pozostawiamy do lekkiego przestygnięcia (nie warto parzyć sobie dłoni), a następnie obieramy i kroimy w dość dużą kostkę.

2. Gdy ziemniaki stygną, podsmażamy boczek na chrupiąco (jeśli ma niewiele tłuszczu, dodajemy łyżkę oleju), a ogórki i dymkę kroimy (niezbyt drobno).

3. Do pokrojonych ziemniaków dodajemy podsmażony boczek i część wytopionego tłuszczyku. 

To on razem z sokiem z ogórków stworzy nasz dressing. Warto dodać jeszcze gorący boczek do jeszcze lekko ciepłych ziemniaków. Dzięki temu, ziemniaki wchłoną trochę tłuszczu i będą jeszcze smaczniejsze.

4. Do ziemniaków i boczku dodajemy ogórki i dymkę (ogórków tyle, by zrównoważyć smak słonego boczku).

5. Doprawiamy wszystko dużą szczyptą pieprzu, mieszamy i - jeśli jest taka potrzeba - dodajemy jeszcze trochę soli.

Smacznego!

środa, 7 lutego 2018

makaron z pomidorami i boczkiem



Gotowanie jest moją pasją, a prowadzenie bloga sprawia mi zazwyczaj mnóstwo radości. Jednak ponieważ jestem aktywna zawodowo, a moja działalność wiąże się z wieloma obowiązkami, zazwyczaj w tygodniu mam niewiele czasu na przygotowywanie "czasochłonnych" obiadów. Stąd na blogu zakładka ekspresowo, z błyskawicznymi śniadaniami, obiadami, a nawet deserami. 

Prawda jest taka, że jeśli myślę o szybkim obiedzie, zazwyczaj stawiam na makaron. Właśnie dlatego zawsze mam w spiżarni kilka paczek włoskiego makaronu i puszki pomidorów najlepszej jakości, a w lodówce parmezan. Na parapecie zawsze rosną zioła, właśnie po to, by były pod ręką, gdy tylko ich potrzebuję. Z resztą makaron można przygotować właściwie z każdym dodatkiem, więc przy okazji przygotowywania takiego obiadu, można "wyczyścić" lodówkę.

Dzisiejszy przepis jest właśnie tego efektem. W lodówce stała otwarta butelka białego wina, a w szufladzie zalegał boczek, niebezpiecznie zbliżający się do maksymalnego terminu przydatności do spożycia. Gotowanie to improwizacja, zawsze! Więc jeśli akurat w lodówce zalegają oliwki albo kapary, dodajcie je do sosu, zmniejszając ilość soli. Będzie pycha!


Składniki (na 4 osób):
  • 400 g suchego makaronu 
  • 2 puszki pomidorów
  • 150 g boczku wędzonego, pokrojonego w cienkie plasterki lub kostkę
  • duża cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 2 ząbki czosnku, drobno posiekane lub przeciśnięte przez praskę
  • około 100 ml białego wytrawnego wina (można pominąć, ale po co?)
  • szczypta suszonego chilli (ja lubię suszone płatki ostrej papryczki)
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • łyżka oliwy
  • garść posiekanej świeżej bazylii
  • parmezan 

Przygotowanie:

1. Makaron gotujemy w dużej ilości osolonej wody, aż będzie al dente. Pamiętajcie, by makaronu nie przegotowywać! To prawdziwa zbrodnia! :)
2. W czasie, gdy makaron się gotuje, przygotowujemy sos. W głębszej patelni rozgrzewamy oliwę, gdy jest gorąca wrzucamy boczek. Smażymy go tak długo, aż tłuszcz ładnie się wytopi, a boczek zarumieni. Gdy tak się stanie, łyżką cedzakową wyciągamy boczek na talerz wyścielony ręcznikiem kuchennym.
3. Na wytopionym z boczku tłuszczu podsmażamy cebulę z czosnkiem, aż zmięknie, ale się nie zarumieni. Zarumieniony czosnek staje się gorzki! W tym momencie możemy także dodać wino. 
4. Czekamy aż wino prawie całkiem wyparuje i dodajemy pomidory. Co jakiś czas mieszając czekamy, aż sos zgęstnieje. Gdy już jest całkiem gęsty dodajemy podsmażony wcześniej boczek i dopiero w tym momencie doprawiamy wszystko solą, świeżo mielonym czarnym pieprzem i chilli. Dlaczego dopiero teraz? Boczek zazwyczaj jest intensywnie słony i warto dosalać, gdy już będzie w sosie, by nie przesadzić.
5. Ugotowany makaron odcedzamy i dodajemy do sosu. Szybko mieszamy i wykładamy na talerze.

Podajemy natychmiast z odrobiną starego parmezanu i posiekaną bazylią!

Buon appetito!
[Smacznego!]

wtorek, 2 stycznia 2018

żurek grzybowy z boczkiem



Jest 2 stycznia, a na dworze "wczesna wiosna". Wczoraj we Wrocławiu było 9 stopni! Mimo to, że całkiem mi to odpowiada, bo zimna nie lubię, to mój organizm już przestawił się na tryb zimowy. Na czym to polega? Muszę jeść ciepłe obiady. Żadne sałatki nie wchodzą w grę, choć latem jem je bardzo chętnie. Teraz wszystko ma być ciepłe, a nawet gorące, bo - jak mówią moi znajomi - mam azbestową buzię i ciężko mi się poparzyć. Wszystko popijam herbatą, której w okresie letnim nie tykam. A najchętniej jem zupy. I ciągle szukam i kombinuję, bo niektóre już mi się przejadły. Tak właśnie powstała ta zupa. 


Składniki:
  • zakwas na żur
  • garść świeżych lub mrożonych grzybów (u mnie mrożone gąski zielonki), pokrojonych na mniejsze kawałki
  • 150 g boczku wędzonego, pokrojonego w drobną kostkę
  • 3 duże ziemniaki, obrane, umyte i pokrojone w kostkę
  • 2 duże ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 1/2 cebuli, posiekanej w bardzo drobną kostkę
  • 1,5 litra wywaru warzywnego lub bulionu drobiowego
  • 1 liść laurowy
  • 2 – 3 ziarenka ziela angielskiego
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz
  • posiekana natka pietruszki


Przygotowanie:

1. Boczek podsmażamy na suchej patelni na niewielkim ogniu przez kilka minut, by wytopiło się z niego jak najwięcej tłuszczu. Gdy już się lekko zarumieni, dodajemy cebulę i czosnek i chwilę smażymy.
2. W międzyczasie podgrzewamy bulion, dodajemy liście laurowe i ziele angielskie i gdy zacznie wrzeć dodajemy ziemniaki i grzyby.
3. Jak już cebula z czosnkiem i boczkiem ładnie się zarumienią, przekładamy wszystko do gotującego się bulionu z grzybami.

4. Wszystko gotujemy kilka minut, aż ziemniaki zmiękną. 
5. Na koniec doprawiamy zupę zakwasem, do smaku, wlewając go do garnka stopniowo. Jeśli wolicie zupę bardziej kwaśną, dodajcie więcej.
6. Wszystko doprawiamy jeszcze solą i świeżo mielonym pieprzem oraz ewentualnie odrobiną posiekanej natki pietruszki.

Smacznego!

czwartek, 23 listopada 2017

makaron z pomidorami, ricottą i boczkiem



Są takie produkty, które zazwyczaj staram się mieć w lodówce i w spiżarni. W lodówce - jajka, parmezan, trochę wędzonego boczku (zapakowanego próżniowo) i nutellę (ale to nie na temat :)). W spiżarni mam zawsze kilka rodzajów makaronu, pomidory w puszce i najlepszą oliwę z oliwek. To podstawa dla wielu dań z makaronów, szczególnie mi bliskich, gdy potrzebuję przygotować ekspresowy obiad, max w 20 minut. Taki jest dzisiejszy przepis. Ricottę kupiłam niedawno i tak czekała w lodówce na swój czas. Wreszcie nadszedł...


Składniki (dla 4 osób):
  • ulubiony makaron (po około 70 g suchego makaronu na osobę)
  • 1 puszka pomidorów
  • 400 ml passaty pomidorowej
  • około 200 g wędzonego boczku, pokrojonego w drobną kostkę
  • 150 g ricotty
  • garść świeżo startego parmezanu
  • 1 mała cebula, posiekana w drobną kostkę
  • 2 ząbki czosnku czosnku, drobno posiekany lub przeciśnięty przez praskę
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz
  • listki świeżej bazylii
  • oliwa z oliwek

Przygotowanie:

1. Na łyżce rozgrzanej oliwy podsmażamy boczek. Smażymy do czasu, aż będzie chrupiący i dodajemy cebulę razem z czosnkiem. Smażymy wszystko przez kilka minut (cebula ma się tylko zeszklić), często mieszając. Dodajemy pomidory i passatę i dusimy na wolnym ogniu, aż sos zmniejszy swoją objętość i zgęstnieje.

2. W międzyczasie gotujemy makaron al dente w dużej ilości osolonej wody.

3. Do sosu pomidorowego, gdy już zgęstnieje, dodajemy ricottę, mieszamy i wszystko doprawiamy solą i pieprzem do smaku. 

Uwaga! Pamiętajcie, że ricotta ma raczej mdły smak, więc próbujcie sosu i znajdźcie odpowiednie proporcje soli i pieprzu!

4. Ugotowany makaron odcedzamy i bardzo gorący wrzucamy do sosu. Dodajemy starty parmezan, szybko mieszamy i podajemy z listkami świeżej bazylii.

Jak każdy makaron, tak i ten podajemy od razu po przygotowaniu. Odgrzewany jest po prostu niesmaczny!

Buon appetito!
[Smacznego!]

sobota, 4 listopada 2017

jajka po benedyktyńsku (eggs Benedict)




Dość współczesna legenda mówi, że pomysł na to danie pochodzi sprzed lat z hotelu Waldorf - Astoria w Nowym Jorku. Pewnego razu wpadł do hotelowej restauracji skacowany broker i zażyczył sobie właśnie takiego śniadania. Pomysł spodobał się tamtejszemu maître d’hôtel, eggs Benedict zostało włączone do menu, a po ponad stu latach wciąż jest cholernie popularne. 


Dzisiaj jajka po benedyktyńsku składają się z kawałka pieczywa (w oryginale angielski muffin - uwaga! nie ma nic wspólnego z muffinami, które znamy, bardziej do tych, podawanych na śniadanie w McDonald's), trochę zielenimy, podsmażonych plastrów wędzonej szynki lub boczku, jajka w koszulce i sosu holenderskiego na wierzchu. Nie brzmi lekko, prawda?

Chociaż jajka po benedyktyńsku należą do dań klasycznych, to nie jest to prosta sprawa. I chociaż ugotowanie jajka w koszulce wymaga po prostu wprawy i kilkunastu czy kilkudziesięciu zepsutych jajek, to już z sosem holenderskim jest inaczej. Czasem wychodzi, a czasem nie. Czasem zależy to od żółtek, czasem od masła i tak to jest, że nigdy nie wiadomo do końca, czy "holender" się nie zważy. Dlatego nie wolno się poddawać, bo nawet szefom kuchni czasem się nie udaje.

Pomysł na sos holenderski wykorzystany w tym przepisie pochodzi od Jamiego Olivera, który do klasyka dodał odrobinę ostrej musztardy. Mi to bardzo odpowiada, zaostrza smak i diabelnie pasuje do jajka i boczku.


Potrzebujemy (na 4 osoby):

  • 4 jajka
  • 4 kromki dobrej jakości chleba lub innego rodzaju pieczywa
  • garść liści sałaty lub szpinaku
  • 8 plastrów wędzonego boczku lub szynki
  • łyżka octu (klasycznego 10 %)

sos:

  • 2 żółtka jajek
  • 1 łyżeczka ostrej musztardy
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 100 g masła
  • sól i świeżo mielony pieprz


Przygotowanie:


przygotowanie sosu:

W małym rondelku rozpuszczamy masło na małym ogniu, tak by nie zaczęło się przypalać. Można to zrobić w mikrofalówce.

W małym rondelku zagotowujemy wodę. Będziemy przygotowywać sos w kąpieli wodnej.

Do metalowej miski wbijamy żółtka. Dodajemy sok z cytryny i musztardę. Miskę ustawiamy na garnku z wrzątkiem i ubijamy trzepaczką, aż wszystko zacznie gęstnieć. Nie wolno przestawać mieszać!

Gdy sos zaczyna gęstnieć, powoli stopniowo wlewamy masło. Ciągle mieszamy!!! Będziecie widzieć, gdy sos jest gotowy. Jest gęsty i jasnożółty. Jeśli wam się zważy, możecie spróbować przełożyć miskę z sosem do większej, wypełnionej lodem i ubijać. Może się uda go uratować. A może nie... :)

Na koniec sos doprawiamy szczyptą soli i pieprzu.


przygotowanie jajek w koszulce:

W rondelku zagotowujemy wodę (około 1 litra), wlewamy łyżkę octu. 

Jajka pojedynczo wbijamy do małego kubeczka. W gotującej wodzie robimy łyżką wir, wlewamy delikatnie jajko z kubeczka, z jak najmniejszej wysokości do "wirującej" wody. Po chwili jajko owinie się wokół siebie i będzie idealnie okrągłe. Jeśli macie kilka jajek, spuszczajcie je jedno po drugim tak, by kolejne goniły te wcześniejsze, gdy płyną z prądem wokół garnka. 

Jajka gotujemy około 3 minut. Testujcie dotykiem w czasie gotowania (ostrożnie wyciągamy łyżką cedzakową, uwaga! są bardzo delikatne), mają odbijać pod palcem. 

Po wyjęciu z wody, jajka delikatnie osuszamy czystą ściereczką lub ręcznikiem papierowym


przygotowanie jajek po benedyktyńsku:

Plastry chleba podpiekamy w tosterze.

Boczek lub szynkę układamy na patelni i podsmażamy, aż się pięknie zarumienią. Gotowe odkładamy na chwilę na papierowy ręcznik, by odsączyć nadmiar tłuszczu.

Teraz możemy wszystko ułożyć na talerzu. Na spód idzie chleb. Możecie posmarować go masłem, ale ja uważam, że sos i rozlewające się żółtko wystarczająco go nasączają. Na chleb układamy trochę zieleniny, a na to dwa plastry boczku. Na wierzchu kładziemy jajko i polewamy go łyżką lub dwiema sosu. Jeszcze tylko szczypta świeżo mielonego pieprzu i gotowe!

Jemy od razu, na gorąco!

Smacznego!

sobota, 19 września 2015

tarta z cukinią i boczkiem



Zazwyczaj, gdy zapraszam gości i planuję ich smacznie ugościć, przygotowuję słone tarty, tzw. quiche. Są ekspresowe w przygotowaniu, a w farszu można wykorzystać właściwie większość składników. Można upiec tarty z mięsem i bezmięsne, na cieście kruchym bądź francuskim. Wolna amerykanka, wystarczy odrobinę uruchomić wyobraźnię.

Ta tarta, na którą przepis znajdziecie poniżej, to tak naprawdę wariacja na temat francuskiej klasyki - tarty lotaryńskiej. Ponieważ już ją przygotowywałam (przepisu szukajcie na blogu) postanowiłam zaszaleć. Upiekłam ją na imprezę u znajomych (przecież nie przychodzi się z pustymi rękoma), a ponieważ świetnie smakuje także w temperaturze pokojowej, nie było problemu, by upiec ją wcześniej.


Składniki:

spód:
  • opakowanie ciasta francuskiego 

nadzienie:
  • 200 g boczku, pokrojonego w grubą kostkę 
  • 2 duże jaja 
  • 2 żółtka z dużych jaj 
  • szklanka (250 ml) śmietanki kremówki 
  • szczypta soli 
  • 1/2 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu 
  • 1/2 dużej cebuli, pokrojonej w drobną kostkę
  • 1 ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę
  •  2 średniej wielkości cukinie (wydrążone z gniazd nasiennych i pokrojone w cienkie półplasterki)


Przygotowanie:

1. Rozgrzewamy piekarnik do temp. 190 st C. 
2. Ciasto francuskie wykładamy na blachę. Możecie wykorzystać prostokątną lub okrągłą, jak wolicie. Ciasto w formie wkładamy jeszcze na chwilę do lodówki.
3. Na dużej patelni podsmażamy (bez tłuszczu) boczek przez około 5 minut. Musi być chrupiący i dość mocno zarumieniony. Podsmażony boczek wyjmujemy z patelni łyżką cedzakową i osuszamy na papierowym ręczniku. Na tłuszczu wytopionym z boczku podsmażamy cebule z czosnkiem przez około 1 minutę, a następnie dodajemy cukinię. Smażymy na niewielkim ogniu do czasu aż cukinia zmięknie.
4. W misce mieszamy jaja, żółtka, śmietanę, sól (uwaga, nie przesadzajmy z solą - boczek jest słony) i pieprz na gładka masę.
5. Na spód  z ciasta francuskiego wykładamy równomiernie boczek i cukinię, a to wszystko zalewamy masą jajeczno - śmietanową.
6. Pieczemy całość około 40 minut - masa powinna się ściąć i ładnie zarumienić. 
7. Podajemy quiche na gorąco lub schłodzony do temperatury pokojowej.

Smacznego!

czwartek, 16 października 2014

jesienna kartoflanka ze świeżymi podgrzybkami



Taką zupę przygotowywała babcia Uta, jak tylko nadchodziła jesień i dziadek wracał z leśnych wypraw. Nie wyobrażam sobie, by w szyszkinowej kuchni mogło jej zabraknąć. Wprawdzie babcia dodawała do niej zielonki, ale ja nie potrafię ich zbierać, a kupić je trudno. Dlatego w mojej zupie znalazły się podgrzybki. I mimo że to już nie to samo, zupa smakuje świetnie, szczególnie w chłodniejsze dni.


Składniki:
  • 3 duże ziemniaki, obrane, umyte i pokrojone w cienkie słupki
  • garść świeżych podgrzybków, oczyszczonych z piasku i pokrojonych w plasterki
  • 150 g boczku wędzonego, pokrojonego w drobną kostkę
  • duży ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę
  • 1/2 cebuli, posiekanej w bardzo drobną kostkę
  • 1,5 litra bulionu drobiowego
  • 1 liść laurowy
  • 2 – 3 ziarenka ziela angielskiego
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz


Przygotowanie:

Boczek podsmażamy na suchej patelni na niewielkim ogniu przez kilka minut, by wytopiło się z niego jak najwięcej tłuszczu. Gdy już się lekko zarumieni, dodajemy cebulę i czosnek i chwilę smażymy.
W międzyczasie podgrzewamy bulion, dodajemy liście laurowe i ziele angielskie i gdy zacznie wrzeć dodajemy ziemniaki i grzyby.
Jak już cebula z czosnkiem i boczkiem ładnie się zarumienią, przekładamy wszystko do gotującego się bulionu.
Wszystko gotujemy kilka minut, aż ziemniaki zmiękną. Na koniec doprawiamy zupę solą i świeżo mielonym pieprzem oraz ewentualnie odrobiną posiekanej natki pietruszki.


Smacznego!

wtorek, 22 lipca 2014

żurek z jajkiem i białą kiełbasą



Wiele lat potrzebowałam, by przekonać się do żurku. Próbowałam, ale jakoś nie mogłam. Widocznie, jak do szparagów czy szpinaku, do żurku także musiałam dorosnąć. Lubię, gdy żurek jest naprawdę kwaśny, ale wiem, że nie każdy taki lubi. Dlatego nie podaję dokadnej ilości zakwasu, jakiej powinniście użyć. Dodajcie do waszego żurku tyle, ile uważacie.


Składniki:
  • 2 litry wywaru warzywnego
  • 300 - 600 ml zakwasu (w zależności od tego, jak kwaśny lubicie żurek)
  • 200 g boczku wędzonego, pokrojonego w kostkę
  • 3 - 4 białe surowe kiełbasy, najlepszej jakości
  • 2 - 3 ząbki czosnku
  • 1 duża cebula
  • 1 - 2 łyżeczki tartego chrzanu
  • duża szczypta majeranku
  • sól i świeżo mielony pieprz
+ jaja ugotowane na twardo


Przygotowanie:

1. Bulion podgrzewamy i wkładamy do niego kiełbasy. Gotujemy je chwilę, właściwie tylko parzymy. Dzięki temu kiełbasa pozostanie soczysta. Sparzone kiełbasy wyciągamy z garnka.
2. Na patelni przesmażamy pokrojony boczek, tak żeby wytopił się z niego tłuszcz. Odsączony podsmażony boczek przekładamy do garnka z gotującą się zupą, a na wytopionym tłuszczu podsmażamy cebulę, którą także dodajemy do zupy.
3. Teraz czas na dodanie kiełbasy, którą kroimy w plasterki.
4. Na koniec wlewamy do zupy zakwas, stopniowo szukając odpowiedniego dla was poziomu kwasowości zupy. Dodajemy także czosnek, chrzan, majeranek i doprawiamy solą i pieprzem.

Gorącą zupę podajemy z jajkiem.

Smacznego!

piątek, 18 lipca 2014

bucatini all' amatriciana



Bucatini all' amatriciana to klasyczne danie kuchni Rzymu (sławnej CUCINA ROMANA). Nie ma chyba w Rzymie tratorii, która nie podawałaby tego pysznego dania! Od mojej wizyty w Wiecznym Mieście minęło już trochę czasu, ale wciąż pamiętam ten smak intensywnie pomidorowego sosu z podsmażoną pancettą (w moim przepisie użyłam boczku, bo o pancettę we Wrocławiu trudno).

Nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego do tego sosu Włosi wybierają makaron bucatini. Choć to "grube spaghetti" z charakterystyczną dziurką pasuje doskonale, tak naprawdę możecie wykorzystać makaron, na jaki akurat macie ochotę lub jaki w tej chwili macie pod ręką.




Składniki (na 4 - 5 osób):
  • 500 g suchego makaronu bucatini
  • 150 g pancetty lub boczku wędzonego, pokrojonego w cienkie plasterki
  • duża cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 2 ząbki czosnku, drobno posiekane lub przeciśnięte przez praskę
  • 600 ml passaty pomidorowej
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • posiekana natka pietruszki
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • ser pecorino romano do posypania (pecorino romano pochodzi z okręgu Lazio, dlatego w Rzymie do bucatini all' amatriciana podają właśnie ten ser, lecz jeśli macie akurat parmezan lub grana padano, nie ma problemu)
+ opcjonalnie: 50 - 60 ml białego wytrawnego wina (w oryginalnym,m włoskim przepisie wina nie ma, ale ja lubię go dodawać, gdyż podkręca ono smak sosu)


Przygotowanie:

1. Makaron gotujemy w dużej ilości osolonej wody, aż będzie al dente. Pamiętajcie, by makaronu nie przegotowywać! To prawdziwa zbrodnia! :)
2. W czasie, gdy makaron się gotuje, przygotowujemy sos. W głębszej patelni rozgrzewamy oliwę, gdy jest gorąca wrzucamy boczek. Smażymy go tak długo, aż tłuszcz ładnie się wytopi, a boczek zarumieni. Gdy tak się stanie, łyżką cedzakową wyciągamy boczek na talerz wyścielony ręcznikiem kuchennym.
3. Na wytopionym z boczku tłuszczu podsmażamy cebulę z czosnkiem, aż zmięknie, ale się nie zarumieni. Zarumieniony czosnek staje się gorzki! W tym momencie możemy także dodać wino. 
4. Czekamy aż wino prawie całkiem wyparuje i dodajemy passatę. Co jakiś czas mieszając czekamy, aż sos zgęstnieje. Gdy już jest całkiem gęsty dodajemy podsmażony wcześniej boczek i dopiero w tym momencie doprawiamy wszystko solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem. Dlaczego dopiero teraz? Boczek zazwyczaj jest intensywnie słony i warto dosalać, gdy już będzie w sosie, by nie przesadzić.
5. Ugotowany makaron odcedzamy i dodajemy do sosu. Szybko mieszamy i wykładamy na talerze.

Podajemy natychmiast z odrobiną pecorino romano i posiekaną natką pietruszki!

Buon appetito!
[Smacznego!]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...