Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjęcia / imprezy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjęcia / imprezy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 kwietnia 2018

chrupiące frytki z obierek



Frytki z obierek? Tak, wiem, brzmi dziwnie. Pomyślicie, że zwariowałam, że teraz już będę grzebać w śmietnikach i przygotowywać dania z odpadów, że zostałam freeganką. Nie martwcie się, nie oszalałam. Ale skoro ziemniaki, wcześniej dokładnie wyszorowane, gotowane w mundurkach można jeść ze skórką, to dlaczego by nie zjeść samych skórek? Pomyślcie, ile samych skórek wyrzucacie w ciągu tygodnia. Niech podniesie kciuk do góry ten, kto przygotowuje ziemniaki do obiadu przynajmniej 3 - 4 razy w tygodniu albo częściej. A teraz wyobraźcie sobie, że moglibyście te góry odpadów wykorzystać do zrobienia pysznych, chrupiących frytek. Wyobraźcie sobie zaskoczone miny swoich gości, gdy już się przyznacie, że podajecie im frytki z odpadków albo zachwycone miny swoich dzieci, gdy oznajmicie im, że na kolacje będą frytki. Fajnie, nie?

Żeby zrobić frytki z ziemniaków, potrzebujemy skórek (trochę grubiej obranych niż zazwyczaj), przypraw, odrobiny oliwy i około 20 minut w piekarniku. Do tego jakieś fajne sosy i gotowe! Ja podałam dwa - majonezowy z wasabi i jogurtowo - pomidorowy z tabasco. Ale możecie obok talerza frytek postawić po prostu ketchup i też będzie super!

To co? Robimy?!


Składniki (proporcje na obierki z 2 kg ziemniaków):
  • obierki od wyszorowanych wcześniej ziemniaków
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka wędzonej papryki (dodaje naprawdę fajnego, podwędzonego smaku)
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • łyżka oliwy lub oleju
+ opcjonalnie: pół łyżeczki suszonego tymianku albo rozmarynu

 
Przygotowanie:

1. Piekarnik rozgrzewamy do 175 st. C z termoobiegiem (200 bez termoobiegu).

2. Skórki mieszamy w misce z olejem, wędzoną papryką, solą, pieprzem i czosnkiem przeciśniętym przez praskę. Dużą blachę wykładamy papierem do pieczenia i układamy na niej skórki. Obok siebie, jedna przy drugiej. Dzięki temu, że dokładnie je rozłożymy skórki będą równomiernie upieczone i ładnie się zarumienią.

3. Skórki pieczemy około 15 minut. Po tym czasie zwiększamy temperaturę piekarnika do 200 st. C (termoobieg) i 230 (bez). Pieczemy jeszcze kilka minut do momentu, aż zauważycie, że frytki ładnie brązowieją.

4. Gotowe frytki wykładamy na kilkadziesiąt sekund na ręcznik papierowy (by odsączyć nadmiar tłuszczu).

Podajemy od razu, gorące i chrupiące!

Smacznego!


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

sałata Cezar



Dziś prawdziwy klasyk wśród sałatek. Cezar. Jak już kiedyś pisałam, Sałata Cezara, wbrew swej nazwie, nie ma nic wspólnego ze znanym wszystkim z historii Juliuszem Cezarem. Swoją nazwę zawdzięcza pewnemu meksykańskiemu restauratorowi Caesarowi Cardini, który na pomysł przyrządzenia sałaty z chrupiącymi grzankami wpadł całkiem przypadkowo, gdy skończyło się zaopatrzenie. Do perfekcji opanowali przyrządzanie sałaty Cezara francuscy szefowie kuchni, dodając do niej kilka składników, których w pierwowzorze nie było (anchois, parmezan czy sos Worcester). Dzisiaj sałata Cezara to podstawa większości francuskich restauracji. 

Na blogu pojawiła się jakiś czas temu wariacja na temat sałatki Cezara, bardzo popularna wśród polskich restauratorów, wersja z grillowanym kurczakiem. Dziś klasyk - sałata rzymska, chrupiące grzanki, płatki parmezanu i wyjątkowy sos.

Idealny wiosenny lunch!


Składniki:

na sałatę (porcja dla 4 osób):
  • 2  duże główki sałaty rzymskiej (lub 4 małe)
  • garść płatków parmezanu
  • bagietka 
  • łyżka oliwy (do podsmażenia grzanek) 
na sos:
  • 1,5 ząbka czosnku 
  • 1 żółtko 
  • 6 filecików anchois 
  • 1 łyżeczka ostrej musztardy np. dijon
  • 1 łyżka drobno startego parmezanu 
  • sok z 1/2 cytryny 
  • 1/2 łyżeczki sosu Worcester 
  • 100 ml oliwy z oliwek 
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz

Przygotowanie:

1. Zaczynamy od przygotowania sosu. Najlepiej robić to blenderem. Czosnek miksujemy z filecikami sardeli i żółtkiem. Dodajemy łyżeczkę ostrej musztardy, sok z cytryny, sos Worcester, doprawiamy solą i świeżo mielonym czarnym pieprzem. Powoli, małym strumieniem dolewamy do mikstury oliwę i miksujemy tak długo, aż sos zacznie przypominać majonez. Na koniec dodajemy starty parmezan i mieszamy jeszcze chwilę.
 
2.  Grzanki z bagietki podpiekamy na patelni na łyżce oliwy.
 
3. Grubo pokrojoną sałatę rzymską polewamy sosem i dokładnie mieszamy z grzankami.

4. Sałatę wykładamy na talerze i posypujemy płatkami parmezanu. Voilà, gotowe!

Bon appétit!
[Smacznego!]

wtorek, 27 marca 2018

pâté z kurzych wątróbek



Pâté to nic innego jak francuski pasztet, o bardzo gładkiej konsystencji, najczęściej przygotowywany z wątróbek. Dlaczego nazwałam przepis właśnie "pâté", a nie "pasztet"? Odpowiedź jest prosta. Kiedy przygotowuję pasztety z pieczonych mięs (kilka znajdziecie już na blogu) nigdy nie mielę ich zbyt dokładnie. Lubię, gdy mają konsystencję, z której można wyczuć, że były przyrządzane z pieczonych mięs. Pâté z wątróbki - w porównaniu do moich pasztetów - jest gładkie, bardzo łatwe do rozsmarowywania na świeżym pieczywie, bardziej delikatne.


Pâté z kurzych wątróbek ma bardzo specyficzny smak, który raczej nie podpasuje ludziom, którzy wątróbek nie lubią. Niektórzy moczą wcześniej wątróbki w mleku, co faktycznie lekko łagodzi "wątróbkowy" smak, ale ja akurat go lubię, bo jest charakterystyczny, intensywny i wiem, co jem.

Pâtéz wątróbek można przetrzymywać w lodówce do trzech dni, można go także zamrozić. Przed podaniem warto wyciągnąć go wcześniej z lodówki, by nabrał lżejszej konsystencji. 15 minut w temperaturze pokojowe spokojnie wystarczy. 
Ja swoje pâté podałam tak, jak lubię najbardziej, z kiszonym ogórkiem oraz z domową, piklowaną cebulą. Bardzo łatwy i ekspresowy przepis na piklowaną cebulę znajdziecie tutaj.
 
Składniki:
  • około 400 g oczyszczonych, umytych i dokładnie osuszonych kurzych wątróbek
  • 1 nieduża cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 1/2 dużego jabłka, obranego i startego na tarce o grubych oczkach
  • 150 g masła (3/4 kostki)
  • około 50 - 60 ml brandy, koniaku lub whisky
  • pół łyżeczki suszonego tymianku
  • sól i świeżo mielony pieprz

Przygotowanie: 

1. Masło roztapiamy w głębokiej patelni. Gdy zacznie skwierczeć, wrzucamy cebulę i tymianek i smażymy wszystko na niewielkim ogniu przez około 3 minuty.

2. Do cebuli dodajemy starte jabłko i znowu smażymy kolejne 2 - 3 minuty. Cebula nie powinna zbrązowieć, dlatego wszystko smażymy na naprawdę niewielkim ogniu.

3. Podsmażoną cebulę z jabłkiem lekko odsuwamy na bok patelni, a w ich miejsce wkładamy wątróbki. Smażymy około 3 minuty, obracamy na drugą stronę i smażymy kolejne 3. 

Uwaga! Jeśli wciąż widzicie surowe mięso, smażymy jeszcze chwilę. Podaję przybliżony czas smażenia, ponieważ wszystko zależy od wielkości wątróbek.

4. Do podsmażonych wątróbek z cebulą i jabłkiem wlewamy alkohol. Jeśli jesteście bardziej zaawansowani w kuchni, spróbujcie alkohol podpalić (uwaga! może buchnąć ogniem). Proces taki nazywamy flambirowaniem. Jeśli nie czujecie się zbyt pewni, poczekajcie około 2 minut, aż alkohol wyparuje. Wyłączamy ogień pod patelnią.

Uwaga! Takie pâté spokojnie można podać dzieciom, czy osobom prowadzącym samochód. Podczas gotowania (lub podpalenia) alkohol wyparowuje. Pozostaje tylko smak :)

5. Wciąż gorącą wątróbkę, razem z tłuszczem, cebulą i jabłkiem przekładamy do misy blendera i miksujemy na zupełnie gładką masę. Następnie przecieramy ją przez sito i doprawiamy solą i pieprzem.

Uwaga! Doprawiamy dopiero teraz, ponieważ nie wolno solić wątróbki przed smażeniem! Posolona wątróbka twardnieje i staje się niesmaczna.

6. Przetartą masę przekładamy do miseczek i odstawiamy do lodówki na minimum 3 - 4 godziny, a najlepiej na całą noc.

Gotowe! Smacznego!


piątek, 16 lutego 2018

krem cytrynowy z owocami i białą czekoladą

 


Nie wiedziałam o istnieniu orgazmicznego smaku, dopóki nie spróbowałam tego deseru w jednej z moich ulubionych wrocławskich restauracji. Po pierwszej łyżeczce zwala z nóg. Nie chce się niczego więcej. Odkąd go odkryłam, nie zamawiam już nic innego. Ba! Zamawiam go zawsze i proszę obsługę, by przynieśli mi go przed daniem głównym! Nigdy wcześniej ani później nic takiego nie zrobiłam. Tylko dla tego deseru jestem w stanie zrezygnować z klasycznej przystawki. Tylko dla tego deseru jestem w stanie złamać dietę! Nie zapytałam o przepis, bo nie wypada, ale postanowiłam odtworzyć go według mojego - chyba nie najgorszego - smaku. 


Klasycznie deser ten podawany jest z borówkami amerykańskimi, pokruszonymi migdałami i białą czekoladą. Ponieważ nie zawsze mam borówki czy migdały, kombinuję z innymi dodatkami. Ważne, by owoce nie były za słodkie i pięknie kontrastowały z kwaśnym kremem i słodką czekoladą. Popełniłam go już z wydrążonymi z pestek winogronami, z pestkami granatu i pistacjami, a teraz stanęło na dojrzałym mango i kwaskowatej marakui.

W przepisie kwaśną śmietanę można zamienić kremówką (ubić ją na sztywno). Na początku faktycznie tak robiłam, ale raz kupiłam złą śmietanę i nie miałam wyjścia, musiałam do kremu dodać kwaśną. Posmakowało mi bardziej. Krem jest lżejszy, bardziej kwaśny. Ale oczywiście zróbcie tak, jak uważacie :)


Na 4 większe porcje (lub 6 mniejszych) potrzebujemy:
  • 2 cytryny, porządnie wyszorowane i osuszone
  • 3 łyżki cukru
  • 1 - 2 łyżki cukru pudru (do smaku)
  • opakowanie serka mascarpone (około 250 g)
  • kubek kwaśnej śmietany (około 200 ml)
  • garść ulubionych owoców
  • około 50 g posiekanych orzechów lub migdałów
  • około 1/3 tabliczki białej czekolady, posiekanej

Przygotowanie:

1. Jedną z dwóch cytryn obieramy ze skórki ostrym nożykiem, ale tak by nie odkrajać białej (gorzkiej części). Skórkę tę wrzucamy do małego rondelka, dolewamy sok wyciśnięty z dwóch cytryn, dodajemy 3 łyżki cukru, wlewamy około 1/3 szklanki wody i zagotowujemy. Gotujemy na jak najmniejszym ogniu do czasu, aż syrop zgęstnieje i zmniejszy objętość o połowę. Wyciągamy skórki (już nam się nie przydadzą) i zostawiamy syrop do ostygnięcia.

2. W dużej misce ubijamy mikserem kwaśną śmietanę przez około 5 minut. Nie zwiększy objętości tak jak kremówka, ale napowietrzymy ją i będzie bardziej puszysta.

3. Do dużej miski wkładamy mascarpone, wlewamy ostudzony syrop i miksujemy. Dodajemy cukier puder do smaku (w kremie powinniśmy wyczuwać smak kwaśny) i kwaśną śmietanę.

4. Gotowy krem przekładamy do szklaneczek, pucharków lub innych naczyń, dekorujemy owocami, czekoladą i orzechami lub migdałami. Odstawiamy do lodówki na minimum godzinę.

Ważne! Krem powinien zostać w lodówce do czasu podania, ponieważ dość szybko traci swoją kremową i gęstą konsystencję w temperaturze pokojowej.

Smacznego!
 

środa, 10 stycznia 2018

hummus idealny



Dokładnie rok temu, kiedy w Polsce temperatura osiągała -18 st. C, przyleciałam do Tel Avivu. Był piątek po południu, właśnie rozpoczął się szabas. Wszystkie żydowskie sklepy i restauracje pozamykane na trzy kłódki, w oknach pogaszone światła, na ulicach już ciemno i prawie pusto. My głodni, spragnieni, nie znający miasta. Szliśmy kilkanaście minut, w pewnym momencie już naprawdę załamani, do czasu aż zobaczyliśmy światło bijące z małego lokalu na końcu ulicy. 

Bar, jakich w Polsce już chyba nie znajdziemy, trochę obskurny, na stołach obdarte ceraty, za ladą Arab. Głodni, właściwie bez wyboru, zamówiliśmy to, co było. Falafele w picie i hummus. Po około 10 minutach właściciel wszystko przyniósł. Było to chyba jedno z największych zaskoczeń kulinarnych, jakie w życiu przeżyłam i po raz kolejny doświadczenie z cyklu "nie oceniaj książki po okładce". Chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku falafele, przygotowywane ręcznie przez mamę właściciela, która cały czas zerkała przez kotarę, czy wszystko w porządku i czy nam smakuje. Hummus gładki i świetnie doprawiony, chyba najlepszy jaki w życiu jadłam, do tego gorące pity. 

Jedyne, czego nam brakowało, to butelki białego wina, by uczcić przyjazd do tego odległego kulturowo kraju i krótkie wakacje. Gdy zapytaliśmy właściciela, czy nie wie, gdzie możemy napić się o tej porze wina, krótko odpowiedział, że wie. W jednej sekundzie poinstruował w swoim języku mamę, mama wybiegła  w kapciach z kuchni, przeszła na drugą stronę ulicy i coś krzyknęła. Po trzech, może czterech minutach ze sklepu naprzeciwko wybiegł, jak się później okazało, brat naszego gospodarza, z butelką białego izraelskiego wina w jednej ręce i korkociągiem w drugiej. Okazało się, że brat prowadzi po drugiej stronie ulicy sklep z alkoholem! W tym maleńkim barze spędziliśmy cały wieczór, rozmawiając z właścicielem, jego bratem, kilkoma kolegami, którzy się zeszli nie wiadomo skąd, z mamą na migi. Nie wiem, ile wypiliśmy wina i ile hummusu zjedliśmy, ale wiem na pewno, że był to jeden z najciekawszych wieczorów, jakie spędziliśmy w Izraelu. 

Do Muhhamada, jego mamy i brata wracaliśmy jeszcze kilka razy, też dlatego, jak się później okazało, bar położony był zaledwie kilka minut od naszego hotelu, a pierwszego dnia po prostu zrobiliśmy wielkie koło.

Ostatniego dnia Muhhamad zdradził mi, jak robi swój hummus, chociaż jestem przekonana, że nie powiedział mi wszystkiego, bo w domu trochę się nakombinowałam, by zrobić hummus idealny. Jaki powinien być według mnie hummus idealny? Gładki, z wyczuwalnym smakiem tahiny, cytryny i czosnku, ale nie za mocno. Nie powinien być zbyt gęsty, polany odrobiną świetnej jakości oliwy z oliwek, posypany natką pietruszki.

Żeby przygotować hummus idealny używamy suszonej ciecierzycy. Tylko dzięki temu będzie idealnie kremowy. Nie oszukujmy się, czasem nie mamy czasu na moczenie ciecierzycy i późniejsze gotowanie. Zdarza mi się, że znajomi wpadają ot tak i nie mam na to czasu, wtedy właśnie wykorzystuję ciecierzycę z puszki. Trudno, jakoś trzeba sobie radzić. Poniżej zaprezentuję wam przepis na hummus z suchej ciecierzycy, ale jeśli pominiecie proces jej gotowania, i tę z puszki przygotujecie z resztą dodatków, też będzie super!


Potrzebujemy:
  • szklanka suchej ciecierzycy (2 puszki ciecierzycy,  odsączone z zalewy)
  • około 1/4 szklanki pasty tahini (lub więcej, jeśli wolicie bardziej sezamowy hummus)
  • sok z 1/2 cytryny (lub więcej do smaku)
  • 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę (moim zdaniem tyle wystarczy, ale pamiętajcie, że gotujecie dla siebie, więc jeśli macie ochotę dołóżcie więcej)
  • sól
  • posiekana natka pietruszki
  • oliwa z oliwek
  • mielona słodka papryka
  • zimna woda (około 1/2 - 1/3 szklanki)

Przygotowanie:

1. Dzień przed przygotowywaniem hummusu, suchą ciecierzycę zalewamy zimną wodą. Wody powinno być co najmniej dwa razy więcej niż ciecierzycy. Pozostawiamy na noc.

2. Następnego dnia ciecierzycę odsączamy, przekładamy do garnka i zalewamy dużą ilością zimnej wody. Gotujemy do miękkości około godzinę.

3. Odsączoną na sitku i przestudzoną ciecierzycę (albo z puszki) blendujemy z pastą tahini, sokiem z cytryny, czosnkiem i odrobiną soli. 

4. Gdy składniki zaczną się łączyć, dolewamy powoli, partiami zimną wodę. Dzięki temu hummus będzie jeszcze bardziej gładki i o lepszej konsystencji. Ucieramy do czasu, aż składniki zamienią się w aksamitną pastę. 

5. Na koniec doprawiamy jeszcze ewentualnie solą lub sokiem z cytryny.

Gotowy hummus podajemy, najlepiej tak jak wszędzie w Izraelu rozsmarowany na płaskim talerzu, posypany słodką papryką, skropiony dobrą oliwą, z natką pietruszki. 

Świetnie smakuje z chlebem, a jeszcze lepiej z oryginalnymi chlebkami pita, których przygotowanie jest banalnie proste, na które przepis znajdziecie tutaj.

Gotowy hummus można przechowywać szczelnie zamknięty przez kilka dni w lodówce.

Smacznego!

środa, 22 listopada 2017

krewetki z patelni z czosnkiem i chilli



Dokładnie pamiętam ten moment, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam krewetkę na talerzu. Niewiele zabrakło bym zemdlała. Mnie - dziewczynce z małego miasteczka - wychowanej na schabowym i chlebie z cukrem, postawiono przed nosem talerz parujących robali. To był  początek lat 90 - tych, Hiszpania, a ja płakałam jak bóbr, że chcę frytek albo pizzy.

Minęło ponad 20 lat i wiele się zmieniło. Chleba z cukrem już bym chyba nie zjadła, za to za krewetkami przepadam. To obok ośmiornicy i muli moje ukochane owoce morza. Ośmiornica grillowana z odrobiną soku z cytryny, mule w białym winie i właśnie krewetki z patelni z czosnkiem i chilli to moje TOP 3, jeśli chodzi o dania przygotowywane z owoców morza. I może zgrzeszę, ale szczerze powiem, że z chęcią zamieniłabym schabowego właśnie na tę trójkę.


Jednak dziś o tych trzecich. Powiem wam, jakie krewetki kupuję. Tam, gdzie krewetki często występują, traktowane są jako proste pożywienie i są raczej tanie. Jednak im dalej od miejsca połowów, tym stają się bardziej wyrafinowanym składnikiem potraw. To proste, im dalej od miejsca połowu, tym krewetki są droższe. Kolejną podstawą wyznaczającą ich cenę, jest rozmiar krewetek. Rozmiar, a co za tym idzie cenę określa się liczbą krewetek mieszczących się w jednym funcie (ok. 450 g). Stąd też oznaczenia np. 16/21 czy 31/40 (minimalna i maksymalna ilość krewetek na funt). 

Jeśli macie okazję kupić krewetki świeże, to super. Pamiętajcie jednak o jednej podstawowej zasadzie. Świeże docierają do Polski zawsze w czwartki! Jeśli więc chcecie kupić krewetki w środę, dobrze się zastanówcie!

Musicie wiedzieć, że zależnie od gatunku surowe krewetki mogą być kremowe, żółte, niebieskie lub jasnobrązowe. Swój różowy kolor przybierają jednak wszystkie podczas obróbki w wysokiej temperaturze. Mrożone krewetki mogą być już obgotowane, jak i zupełnie surowe. Ja staram się kupować te drugie i zawsze w pancerzach. Oczywiście, im większe tym lepsze. 

Zawsze wychodzę z założenia, że wolę pewne droższe produkty jeść rzadziej, ale jak najlepszej jakości. Im lepsze krewetki kupicie,tym będą smaczniejsze i tym mocniej je pokochacie.

A teraz do rzeczy...


Czego potrzebujemy? Porcja dla 4 mniej głodnych lub 2 bardzo głodnych osób:

  • 1/2 kg dobrej jakości krewetek (jeśli kupujecie mrożone, rozmroźcie je wcześniej - koniecznie w lodówce, do której wkładamy je noc wcześniej. Pamiętajcie, by nie rozmrażać żadnych owoców morza, także ryb w cieple. To może zagrażać waszemu zdrowiu)
  • około 8 ząbków czosnku, posiekanych w drobne plasterki (dużo? uwierzcie mi, nie będziecie mocno zionąć ogniem)
  • 1 świeża papryczka chilli, posiekana drobno (jeśli nie lubicie dań pikantnych, usuńcie pestki - one są najostrzejsze; jeśli lubicie bardzo pikantne - dodajcie więcej)
  • 1/2 pęczka posiekanej natki pietruszki
  • około 5 - 6 łyżek oliwy z oliwek najlepszej jakości
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz
+ do podania - świeża lub zgrillowana bagietka (kawałek bagietki zamoczonej w oliwie, w której smażone były krewetki to prawdziwa poezja!)



Jak je przygotowujemy?

Pamiętajcie, że krewetki przygotowujemy tuż przed podaniem. Odgrzewane już nie smakują!

1. Rozmrożone krewetki lekko osuszamy i skrapiamy kilkoma kroplami oliwy. Dodajemy połowę przygotowanego wcześniej czosnku i ostrej papryczki i mieszamy. Zostawiamy pod przykryciem, do zamarynowania na około 30 minut. Ja swoich krewetek nie obieram z pancerzy, tylko lekko nacinam i ładnie się marynują. Jak chcecie obrać, okej. Mnie odpowiada jedzenie krewetek rękoma i lekkie pobrudzenie się.

2. Po kilkudziesięciu minutach zabieramy się zasmażenie. Na patelnię wlewamy kilka łyżek oliwy. Ważne, by całkiem pokryła dno, może nawet być jej nieco więcej. Gdy będzie bardzo gorąca wrzucamy krewetki. Najlepiej smażyć w dwóch partiach, na dużym ogniu. Krewetki mają się smażyć, nie dusić! Po chwili dodajemy pozostały czosnek i papryczkę. Smażymy po około minutę z jednej strony (w sumie maks. 4 minuty!). Na koniec dodajemy natkę i doprawiamy wszystko solą i pieprzem.

Podajemy natychmiast! Ja zazwyczaj stawiam na środku stołu dużą patelnię z krewetkami, obok kawałki bagietki! Jedzenie ze wspólnej "miski" zbliża :)

Do tego dużo dobrej jakości schłodzonego lekko białego wina i jest idealnie! Cholera, chyba jestem głodna :)

Smacznego!

wtorek, 29 sierpnia 2017

pstrąg pieczony z musztardą francuską i cytryną



Nie wiem, co powinnam napisać o tym daniu. Że jest pyszne? Że jest lekkie i bardzo zdrowe? Że znika z talerza w kilka sekund? Że jest po prostu piękne? Chyba żadne słowa nie oddadzą tego, jakie to jest dobre. Skoro nie wiem, jak to opisać, powiem tylko jedno- przygotowanie ryby w ten sposób zajmuje maksymalnie 15 minut!


Potrzebujemy (dla dwóch osób):
  • 2 filety rybne ze skórą, oczyszczone z ości (ja wykorzystałam filety z pstrąga, ale możecie użyć innej ryby - ważne, by nie były zbyt grube, max 1,5 cm)
  • 3 łyżeczki musztardy francuskiej (ziarnistej)
  • sok z 1/2 cytryny + 2 plastry do podania
  • garść świeżego koperku
  • sól i świeżo mielony pieprz  


Przygotowanie:

Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C bez termoobiegu.

Kawałki ryb układamy skórą do dołu w naczyniu żaroodpornym.

Musztardę mieszamy z sokiem z cytryny. Taką miksturę wylewamy równomiernie na dwóch płatach ryby. Doprawiamy solą i pieprzem.

Pieczemy 10 - 12 minut (w zależności od grubości filetów).

Podajemy rybę gorącą, posypaną dużą garścią świeżego koperku.

Smacznego!


piątek, 25 sierpnia 2017

kulki rybne



Przyzwyczaiłam swoich przyjaciół i znajomych do tego, że podczas organizowanych przeze mnie imprez, na pewno zjedzą coś smacznego! Jako, że ambitna ze mnie bestia, za każdym razem staram się przygotowywać coś innego. Tarty, sałatki, pieczone mięsa... Czasem po prostu kończą mi się pomysły.



Kulki rybne to świetne danie na letnie spotkanie ze znajomymi. Są lekkie, pyszne i idealne z kieliszkiem białego wina lub zimnego piwa. Można podać je na ciepło lub przestudzone, ze świetnym cytrynowo - koperkowym dipem. Oczywiście kulki świetnie sprawdzą się także na codzienny obiad, żeby nie było, że tylko na imprezę...


Składniki:

  • 350 - 400 g filetów rybnych bez skóry (u mnie dorsz, ale możecie użyć innych ryb morskich)
  • 1/2 dużej cebuli, posiekanej w bardzo drobną kostkę
  • 2 łyżki bułki tartej
  • 1 jajko
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • olej rzepakowy do smażenia


dip cytrynowo - koperkowy (mieszamy wszystkie składniki i gotowe):


  • jogurt grecki
  • sok z cytryny
  • świeży koperek
  • sól i świeżo mielony pieprz

Przygotowanie:

1. Cebulę podsmażamy na małym ogniu, do miękkości na odrobinie oleju. Odstawiamy do przestygnięcia.

2. Filety rybne siekamy w malakserze na niezbyt gładką masę. Dodajemy przestudzoną cebulę, jajko i mieszamy. Na koniec wsypujemy bułkę tartą, doprawiamy wszystko solą i pieprzem, ponownie mieszamy i odstawiamy na kilka minut, by masa zgęstniała.

3. Z masy rybnej formujemy nieduże kulki i obsmażamy je na rozgrzanym oleju rzepakowym z każdej strony na złoto - brązowy kolor.


4. Gotowe kulki rybne wykładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, by odsączyć je z nadmiaru tłuszczu.

5. Podajemy na ciepło z dipem cytrynowo - koperkowym.

Smacznego!

czwartek, 3 sierpnia 2017

tort Charlotte jagodowy z białą czekoladą




Jeden tort Charlotte już znajdziecie na blogu (tutaj). Jednak ten jest wyjątkowy. Pewnie dlatego, że przygotowałam go dla małej księżniczki na jej czwarte urodziny. Tort wyszedł piękny i zrobił ogromne wrażenie, również na pozostałych gościach. 

Przygotowanie akurat tego tortu wymaga odrobiny umiejętności i przede wszystkim wiele cierpliwości. Ale warto, naprawdę.

PS. Ten tort jest jagodowy, ale możecie wykorzystać inne owoce, truskawki, maliny, jeżyny... Możliwości jest wiele, wystarczy trochę wyobraźni.


Składniki:
  • podłużne biszkopty, tzw. lady fingers

biszkopt:
  • 7 jaj w temperaturze pokojowej
  •  200 g cukru
  • 145 g mąki pszennej
  • 50 g mąki ziemniaczanej

krem mascarpone z białą czekoladą:
  • 300 g sera mascarpone
  • 200 ml śmietanki kremówki 
  • 2 tabliczki białej czekolady

+ słoik dżemu jagodowego
+ sok z 1 cytryny
+ około 400 g borówek amerykańskich


Przygotowanie:

biszkopt:

1. Dno formy o średnicy ok. 25-26 cm wykładamy papierem do pieczenia, boków niczym nie smarujemy. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C (góra i dół bez termoobiegu).
2. Białka ubijamy na sztywno, a następnie ciągle ubijając stopniowo dodajemy po łyżce cukru. Ubijamy jeszcze około 10 minut, aż masa będzie bardzo gęsta i puszysta.
3. W trzech partiach dodajemy przesianą mąkę pszenną razem z mąką ziemniaczaną, za każdym razem miksując krótko na małych obrotach miksera tylko do połączenia się składników.
4. Masę przekładamy do formy i pieczemy 30 minut.
5. Gotowy biszkopt zostawiamy do ostudzenia w tortownicy naokoło 30 minut. Po tym czasie obkrajamy go przy obręczy i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia. Potem kroimy biszkopt na 3 krążki.


krem:

1. Białą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
2. Śmietankę kremówkę ubijamy na sztywno.
3. Czekoladę miksujemy z mascarpone na gładko. Dodajemy partiami kremówkę i mieszamy, już nie mikserem!
4. Krem odstawiamy na chwilę do lodówki.


składanie tortu: 

1. Dno tortownicy o średnicy 26 cm wykładamy papierem do pieczenia. 
2. Formę przy bokach wykładamy podłużnymi biszkoptami, jeden przy drugim, tak by stworzyły charakterystyczny dla tortu charlotte "płotek".
3. Krążki biszkoptu przycinamy, by zmieściły się w tortownicy i pierwszy wkładamy między "płotek".
4. Dżem malinowy (odkładamy 2 łyżki dżemu do dekoracji wierzchu tortu) mieszamy z sokiem z cytryny i 1/3 ilości nasączamy pierwszy biszkopt.
5. 1/3 ilości kremu wykładamy na nasączony biszkopt i wysypujemy na niego połowę borówek.
6. Układamy kolejny biszkopt i powtarzamy czynność z nasączeniem, kremem i borówkami.
7. Na wierzchu układamy ostatni krążek, nasączamy do i wykładamy kremem. Na krem wykładamy 2 łyżki dżemu i robimy wzorki/maziaki za pomocą wykałaczki.

Tak przygotowany tort odstawiamy na 2 - 3 godziny do lodówki, a najlepiej na całą noc. Wyjmujemy z lodówki około 15 minut przed podaniem, ostrożnie wyjmujemy go z formy i przewiązujemy wstążeczką.


Smacznego ☺

szyszkin-ciągle-pichci 


przepis na biszkopt pochodzi ze strony kwestiasmaku.com




czwartek, 12 stycznia 2017

hot chilli burrito



Witajcie w nowym roku. Znów trochę mnie tu nie było, ale święta, sylwester... Sami rozumiecie. Postanowiłam odpocząć. Na początku stycznia wyjechałam też na wakacje, z których foto relację zobaczycie wkrótce. Teraz wróciłam. Do domu. Do pracy. Do bloga. No i do zimowego krajobrazu. I to boli. Boli w sensie dosłownym, bo gdzieś zgubiłam rękawiczki :(((

Dzisiaj na obiad szybkie i naprawdę pikantne burrito. Rozgrzeje i doda energii.

Lubię dania kuchni tex - mex. Ostatnio, podczas krótkich wakacji w Atenach, jadłam rewelacyjne burrito w barze Taqueria Maya. We wnętrzu tego burrito oprócz chilli con carne była też salsa z pomidorów i kolendry, ryż, a nawet puree z batatów. Pycha! Kiedyś spróbuję powtórzyć je w domu. Teraz jednak na blogu przedstawiam wam przepis na "moje" burrito, w wersji mega hot. Jest pyszne i daje niesamowitego kopa.

Spróbujcie koniecznie!


Składniki:
  • 5 - 6 placków tortilli, kukurydzianych lub pszennych
farsz:
  • 400 g mielonej wołowiny
  • 1 puszka pomidorów pelati
  • 1/2 szklanki wody
  • 2 puszki czarnej lub czerwonej fasoli, odsączone z zalewy 
  • 1 puszka kukurydzy, odsączona z zalewy
  • 1 czerwona cebula, pokrojona w bardzo drobną kostkę
  • 2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 1/2 pęczka świeżej kolendry, drobno posiekanej
  • 1/2 pęczka świeżej mięty, drobno posiekanej
  • świeża ostra papryczka (polecam piri piri lub habanero, dają ostrego kopa)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka czerwonej słodkiej papryki
  • 1/2 mielonych nasion kolendry
  • 1/2 mielonego kminu rzymskiego
  • 2 łyżki soku z limonki
  • sól i świeżo mielony pieprz

Przygotowanie:

1. Na patelnię wlewamy 2 łyżki oliwy i delikatnie rozgrzewamy. Dodajemy mięso i podsmażamy, aż lekko się zarumieni. Podsmażone mięso odkładamy na talerz.
2. Na tę samą patelnię wrzucamy cebulę i czosnek oraz przyprawy: nasiona kolendry, kminu rzymskiego, słodką paprykę. Podsmażamy wszystko około 3 minut, by cebula zmiękła, ale się nie zarumieniła. Podsmażanie przypraw sprawia, że stają się jeszcze bardziej aromatyczne, więc nie warto omijać tego etapu i dodawać ich na końcu.
3. Do cebuli dodajemy mięso, wlewamy pomidory i wodę i dusimy wszystko na małym ogniu, co jakiś czas mieszając, aż sos stanie się bardzo gęsty. Może to potrwać nawet 30 minut, ale naprawdę warto.
4. Na koniec dodajemy odsączoną fasolę i kukurydzę oraz posiekaną ostrą papryczkę (tyle, ile chcecie). Doprawiamy sos solą i pieprzem. Dodajemy garść posiekanej kolendry i mięty.
5. Placki tortilli podgrzewamy na suchej patelni po około 20 sekund z każdej strony, aż placki staną się miękkie i elastyczne.
6. Ciepłe tortille zawijamy z farszem i od razu podajemy lub ewentualnie podgrzewamy w opiekaczu lub na patelni grillowej. 
7. Gotowe buritto podajemy z sosem śmietanowym (śmietanę mieszamy z sokiem z limonki i mielonym kminem rzymskim), pikantną salsą pomidorową lub klasycznym guacamole

Smacznego ☺

szyszkin-ciągle-pichci
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...