Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na ostro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na ostro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 lutego 2018

kurczak w pięciu smakach



Uwielbiam potrawy kuchni azjatyckiej! Japońskie, tajskie, chińskie, indyjskie. Wszystkie! Sushi, curry, wszelkie stir - fry (ekspresowe dania z woka) czy zupy, szczególnie wietnamską Pho. W większości to bardzo wdzięczne dania do przygotowywania w domu, głównie dlatego, że ekspresowe (nie wszystkie, rzecz jasna). Należy jednak zaopatrzyć się w podstawowe azjatyckie składniki. Inne dla kuchni tajskiej, inne dla japońskiej. Ja zazwyczaj robię zakupy w delikatesach orientalnych, gdzie czuję się jak mała dziewczynka w sklepie z zabawkami. Uwielbiam! Zawsze spędzam tam mnóstwo czasu, studiując etykiety i wymyślając, do czego można to wykorzystać. Pamiętam najwspanialszy sklep z produktami kuchni chińskiej, w Berlinie, w pobliżu Hackesher Markt, jaki dotychczas widziałam. Na powierzchni handlowej wielkości przeciętnej biedronki, sprzedawane były tylko chińskie produkty. W dodatku wszystko opisane było po chińsku, kasjerki nie mówiły po niemiecku i trzeba było się tylko zastanawiać, co mamy akurat w dłoniach. Wspaniała przygoda. Jeśli jednak nie macie takich możliwości, jeśli nie macie w pobliżu domu sklepu typu "kuchnie świata" możecie zamówić większość składników w internecie.

Takie dania jak to, to świetny sposób na "wyczyszczenie" lodówki. Składniki warzywne podane poniżej niech stanowią tylko pomysł. Możecie któreś pominąć albo coś dodać. Rozwińcie wyobraźnię i dodajcie do kurczaka i makaronu warzywa, które lubicie albo które akurat należy z lodówki sprzątnąć :)


Składniki:
  • ulubiony azjatycki makaron lub ryż (w moim przypadku gryczane soba)
  • 1 duża pierś z kurczaka, pokrojona  w cienkie paski
  • 1 duża cebula, pokrojona w piórka
  • 1/2 marchewki, drobno posiekanej w słupki
  • 1/2 papryki, pokrojonej w cienkie słupki
  • 1/2 średniej cukinii, pokrojonej w cienkie słupki
  • garść groszku cukrowego
  • kilka kolb mini kukurydzy (pokrojonych na mniejsze kawałki)
  • ostra papryczka (do smaku, jeśli nie lubicie bardzo pikantnych dań, wrzućcie 1/3 albo 1/2 papryczki)
  • sos sojowy do smaku (zamiast soli)
  • olej rzepakowy do smażenia

marynata do mięsa:
  • 2 łyżeczki przyprawy "pięć smaków" (uwaga, przyprawa jest cholernie aromatyczna, łatwo z nią przesadzić!)
  • łyżeczka miodu
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • łyżka oleju rzepakowego

Przygotowanie:

1. Zaczynamy od zamarynowania mięsa. Najlepiej zrobić to 2 - 3 godziny wcześniej, a minimalnie pół godziny przed smażeniem.

Wszystkie składniki marynaty mieszamy z kawałkami mięsa. Przykrywamy folią i odstawiamy.

2. Makaron przygotowujemy według wskazań z opakowania.

3. W woku lub dużej, głębokiej patelni rozgrzewamy olej. Musi być naprawdę gorący, by wszystko się smażyło, a nie zaczęło gotować. Zaczynamy od wrzucenia mięsa. Smażymy 2 minuty, często mieszając.

4. Dalej wrzucamy wszystkie warzywa. Pamiętajmy o dużym ogniu pod wokiem! Smażymy wszystko kilka minut, często mieszając. Warzywa powinny pozostać al dente. Nie ma nic gorszego niż rozgotowane warzywa w daniach kuchni azjatyckiej.

5. Na koniec wrzucamy do woka odcedzony makaron i wszystko jeszcze raz mieszamy. Doprawiamy także sosem sojowym, jeśli jest taka potrzeba.

Podajemy od razu, na gorąco albo zabieramy do pracy/szkoły w pudełku.

Smacznego!

środa, 22 listopada 2017

krewetki z patelni z czosnkiem i chilli



Dokładnie pamiętam ten moment, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam krewetkę na talerzu. Niewiele zabrakło bym zemdlała. Mnie - dziewczynce z małego miasteczka - wychowanej na schabowym i chlebie z cukrem, postawiono przed nosem talerz parujących robali. To był  początek lat 90 - tych, Hiszpania, a ja płakałam jak bóbr, że chcę frytek albo pizzy.

Minęło ponad 20 lat i wiele się zmieniło. Chleba z cukrem już bym chyba nie zjadła, za to za krewetkami przepadam. To obok ośmiornicy i muli moje ukochane owoce morza. Ośmiornica grillowana z odrobiną soku z cytryny, mule w białym winie i właśnie krewetki z patelni z czosnkiem i chilli to moje TOP 3, jeśli chodzi o dania przygotowywane z owoców morza. I może zgrzeszę, ale szczerze powiem, że z chęcią zamieniłabym schabowego właśnie na tę trójkę.


Jednak dziś o tych trzecich. Powiem wam, jakie krewetki kupuję. Tam, gdzie krewetki często występują, traktowane są jako proste pożywienie i są raczej tanie. Jednak im dalej od miejsca połowów, tym stają się bardziej wyrafinowanym składnikiem potraw. To proste, im dalej od miejsca połowu, tym krewetki są droższe. Kolejną podstawą wyznaczającą ich cenę, jest rozmiar krewetek. Rozmiar, a co za tym idzie cenę określa się liczbą krewetek mieszczących się w jednym funcie (ok. 450 g). Stąd też oznaczenia np. 16/21 czy 31/40 (minimalna i maksymalna ilość krewetek na funt). 

Jeśli macie okazję kupić krewetki świeże, to super. Pamiętajcie jednak o jednej podstawowej zasadzie. Świeże docierają do Polski zawsze w czwartki! Jeśli więc chcecie kupić krewetki w środę, dobrze się zastanówcie!

Musicie wiedzieć, że zależnie od gatunku surowe krewetki mogą być kremowe, żółte, niebieskie lub jasnobrązowe. Swój różowy kolor przybierają jednak wszystkie podczas obróbki w wysokiej temperaturze. Mrożone krewetki mogą być już obgotowane, jak i zupełnie surowe. Ja staram się kupować te drugie i zawsze w pancerzach. Oczywiście, im większe tym lepsze. 

Zawsze wychodzę z założenia, że wolę pewne droższe produkty jeść rzadziej, ale jak najlepszej jakości. Im lepsze krewetki kupicie,tym będą smaczniejsze i tym mocniej je pokochacie.

A teraz do rzeczy...


Czego potrzebujemy? Porcja dla 4 mniej głodnych lub 2 bardzo głodnych osób:

  • 1/2 kg dobrej jakości krewetek (jeśli kupujecie mrożone, rozmroźcie je wcześniej - koniecznie w lodówce, do której wkładamy je noc wcześniej. Pamiętajcie, by nie rozmrażać żadnych owoców morza, także ryb w cieple. To może zagrażać waszemu zdrowiu)
  • około 8 ząbków czosnku, posiekanych w drobne plasterki (dużo? uwierzcie mi, nie będziecie mocno zionąć ogniem)
  • 1 świeża papryczka chilli, posiekana drobno (jeśli nie lubicie dań pikantnych, usuńcie pestki - one są najostrzejsze; jeśli lubicie bardzo pikantne - dodajcie więcej)
  • 1/2 pęczka posiekanej natki pietruszki
  • około 5 - 6 łyżek oliwy z oliwek najlepszej jakości
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz
+ do podania - świeża lub zgrillowana bagietka (kawałek bagietki zamoczonej w oliwie, w której smażone były krewetki to prawdziwa poezja!)



Jak je przygotowujemy?

Pamiętajcie, że krewetki przygotowujemy tuż przed podaniem. Odgrzewane już nie smakują!

1. Rozmrożone krewetki lekko osuszamy i skrapiamy kilkoma kroplami oliwy. Dodajemy połowę przygotowanego wcześniej czosnku i ostrej papryczki i mieszamy. Zostawiamy pod przykryciem, do zamarynowania na około 30 minut. Ja swoich krewetek nie obieram z pancerzy, tylko lekko nacinam i ładnie się marynują. Jak chcecie obrać, okej. Mnie odpowiada jedzenie krewetek rękoma i lekkie pobrudzenie się.

2. Po kilkudziesięciu minutach zabieramy się zasmażenie. Na patelnię wlewamy kilka łyżek oliwy. Ważne, by całkiem pokryła dno, może nawet być jej nieco więcej. Gdy będzie bardzo gorąca wrzucamy krewetki. Najlepiej smażyć w dwóch partiach, na dużym ogniu. Krewetki mają się smażyć, nie dusić! Po chwili dodajemy pozostały czosnek i papryczkę. Smażymy po około minutę z jednej strony (w sumie maks. 4 minuty!). Na koniec dodajemy natkę i doprawiamy wszystko solą i pieprzem.

Podajemy natychmiast! Ja zazwyczaj stawiam na środku stołu dużą patelnię z krewetkami, obok kawałki bagietki! Jedzenie ze wspólnej "miski" zbliża :)

Do tego dużo dobrej jakości schłodzonego lekko białego wina i jest idealnie! Cholera, chyba jestem głodna :)

Smacznego!

środa, 20 września 2017

żółte curry z indykiem i warzywami



Jeśli myślicie, że łatwo znaleźć definicję curry i jego pochodzenie, to jesteście w wielkim błędzie. Jeśli myślicie, że curry to głównie danie z Indii i Tajlandii, to także się mylicie. Oprócz curry indyjskiego czy tajskiego, znajdziemy na kulinarnej mapie świata także curry z Pakistanu, Sri Lanki, Malezji, Filipin, Kambodży i Wietnamu, a nawet z Afryki czy Japonii. Ciężko więc sklasyfikować curry jako danie uniwersalne, bo na całym świecie bardzo się różni. Za przykład podam wam to, że zupełnie inne curry zjecie na północy i na południu Indii.


Jakiś czas temu kupiłam wspaniałą książkę pt. "Curry. Fragrant dishes from India, Thailand, Vietnam and Indonesia", która od samej okładki zachęca mnie do gotowania i tym bardziej jedzenia. Stamtąd czerpię wiedzę i pomysły, choć niektóre są dość skomplikowane i wymagają przypraw i składników u nas ciężko dostępnych, lub wcale. 


Składniki:
  • około pół kilograma piersi z indyka, pokrojonej w dużą kostkę (około 1,5 x 1,5 cm) - możecie wykorzystać także filet z kurczaka
  • 1 cebula, pokrojona w kostkę
  • 1 ząbek czosnku, pokrojony w cienkie plasterki
  • 2 marchewki, pokrojone w plasterki o grubości około 1/2 cm
  • garść fasolki szparagowej, pokrojonej na mniejsze kawałki
  • różyczki brokuła (ja wykorzystałam około połowy niewielkiego brokuła)
  • puszka mleka kokosowego
  • oleju rzepakowy
  • 3 - 4 łyżki żółtej pasty curry (ilość pasty zależy od was i od ostrości samej pasty)
  • sos sojowy
+ do podania - ryż jaśminowy


Przygotowanie:

Kilka godzin wcześniej (najlepiej całą noc). Łyżkę pasty curry mieszamy z łyżeczką oleju rzepakowego i łyżeczką sosu sojowego. Taką pastą "nacieramy" mięso, przykrywamy i odstawiamy do lodówki, by się ładnie zamarynowało. 

Uwaga! Jeśli nie macie kilku godzin, bo np. chcecie przygotować ekspresowy obiad, możecie zamarynować mięso i odstawić je na 15 - 20 minut, ale nie do lodówki!

Mięso zamarynowane, możemy zaczynać! Wyciągamy mięso z lodówki. W woku lub w głębokiej patelni rozgrzewamy olej (1 - 2 łyżki). Dodajemy 2 łyżki pasty curry (później dodamy więcej, ważne by nie przesadzić z ostrością na początku). Podsmażamy minutę, dzięki czemu aromaty będą jeszcze bardziej wyraziste. 

Dodajemy cebulę i czosnek i podsmażamy jeszcze 2 - 3 minuty, mieszając od czasu do czasu.

Do garnka/patelni wlewamy mleko kokosowe i doprowadzamy do wrzenia. Gdy zacznie bulgotać, dodajemy indyka i warzywa.

Całość dusimy do momentu, gdy warzywa zmiękną, ale pozostaną "al dente", nie chcemy rozgotowanej papki.

Na sam koniec wszystko jeszcze doprawiamy. Jeśli uważacie, że curry jest zbyt mało wyraziste lub zbyt mało pikantne, dodajemy jeszcze trochę pasty curry. Niestety nie podam wam konkretnych ilości pasty, bo każda pasta jest inna, a poza tym wasze upodobania smakowe mogą się różnić od moich. Na koniec jeszcze odrobina sosu sojowego i gotowe!

Smacznego!

poniedziałek, 18 września 2017

papryki faszerowane w meksykańskim klimacie



Jesień jakby nadeszła i nic nie wskazuje na to, by lato miało jeszcze wrócić. Z szaf powyciągałam grube swetry i skarpety, co nieubłaganie wskazuje koniec lata. Gdy nadchodzą chłodne dni, pojawia się u mnie ochota na ostrzejsze i bardziej aromatyczne dania. Właśnie takie rozgrzewają nas od środka i dodają nam energii. Przepis na moje ukochane i chyba najbardziej rozgrzewające danie, jakie znam, czyli chilli con carne znajdziecie już na blogu (tutaj), a dziś dołączają do niego papryki faszerowane, w meksykańskim klimacie. Pikantne i pyszne!


Składniki:
  • 4 duże papryki (wybierając papryki, zwróćcie uwagę, by były one mniej więcej jednakowej wielkości) 

farsz:

  • 500 g mielonego mięsa wołowego (można użyć innego np. wieprzowego bądź mieszanego) 
  • 1 duża cebula, pokrojona w drobną kostkę 
  • 2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • puszka czerwonej fasoli, odsączonej z zalewy
  • łyżeczka kakao (tak, tak - kakao)
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1/4 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • 1/4 łyżeczki mielonej kolendry
  • szczypta suszonego chilli lub innej ostrej papryczki
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz 
  • olej rzepakowy (około 2 łyżek)

+ opcjonalnie - kilka łyżek tartego sera (np. mozzarelli) - oczywiście, jeśli macie ochotę "przykryć" swoje papryki serem




Przygotowanie:

Zaczynamy od przygotowania farszu do papryk. W dużym garnku rozgrzewamy olej. Wsypujemy kolendrę, kmin i suszone chilli i chwilę prażymy. Dzięki wysokiej temperaturze przyprawy wydają więcej aromatu. 

Po kilkunastu sekundach dodajemy cebulę z czosnkiem i podsmażamy, aż się zeszklą. Po kilku minutach możemy dodać mięso. Zwiększamy temperaturę i smażymy kilka minut.

Gdy mięso już lekko się zarumieni dodajemy do garnka pomidory, koncentrat i kakao. Dusimy bez przykrycia (chcemy, żeby sos odparował i stał się gęsty) przez kilkanaście minut, na dużym ogniu, co jakiś czas mieszając. Teraz możemy dodać fasolę (ja używam fasoli z puszki, więc nie muszę jej długo gotować, powinna tylko połączyć się z mięsem i sosem).

Na koniec doprawiamy wszystką solą i pieprzem, a jeśli jest taka potrzeba jeszcze odrobiną chilli. 

Teraz możemy faszerować papryki i rozgrzać piekarnik do 180 st. C bez termoobiegu. Papryki przekrajamy na pół i oczyszczamy z gniazd nasiennych, płuczemy. Farsz nakładamy łyżką, wierzch posypując serem.

Papryki układamy w naczyniu żaroodpornym, jedną obok drugiej. 

Pieczemy pod przykryciem około 40 minut, a następnie jeszcze 20 już bez przykrycia.

Podajemy na gorąco! Świetnym dodatkiem do papryk jest ugotowany na sypko ryż.

Smacznego!

poniedziałek, 11 września 2017

burrito w wersji wege



Dobrego burrito nie trzeba zachwalać. Na blogu znajdziecie już przepis na burrito z gęstym mięsnymi przyjemnie pikantnym sosem, teraz nadszedł czas na wersję wegetariańską. 

Zazwyczaj robię burrito jesienią i zimą, gdy potrzebuję rozgrzania. Niby wciąż jeszcze lato, ale gdy spoglądam za okno, ciężko to dojrzeć. Jest szaro, buro i właśnie zaczyna padać. Idealny czas na moje burrito.

Z resztą często przyrządzam burrito na spotkania ze znajomymi, do tego czysta tequila albo Margarita i już robi się gorąco!


Składniki:

  • 5 - 6 razowych placków tortilli

na farsz:
  • 1 puszka pomidorów pelati
  • 1/2 szklanki wody 
  • 1 puszka czarnej lub czerwonej fasoli, odsączona z zalewy 
  • 1/2 puszki kukurydzy, odsączonej z zalewy
  • 1 czerwona cebuli, pokrojona w bardzo drobną kostkę
  • 2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 1/2 pęczka świeżej kolendry, drobno posiekanej
  • 2 łyżki oliwy z oliwek 
  • 1 łyżeczka czerwonej słodkiej papryki
  • 1/2 mielonych nasion kolendry
  • 1/2 mielonego kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka suszonych płatków chilli
  • 1/2 łyżeczki gorzkiego kakao (tak, tak, kakao!)
  • sól i świeżo mielony pieprz

+ do podania:
w opcji wegetariańskiej - gęsta śmietana albo jogurt naturalny wymieszane z odrobiną soku z limonki
w opcji wegańskiej - guacamole, na które przepis znajdziecie tutaj: guacamole


Przygotowanie:

1. Na patelnię wlewamy 2 łyżki oliwy i delikatnie rozgrzewamy. Dodajemy cebulę i czosnek oraz przyprawy: nasiona kolendry, kminu rzymskiego, słodką paprykę oraz płatki chilli. Podsmażamy wszystko około 3 minut, by cebula zmiękła, ale się nie zarumieniła. Podsmażanie przypraw sprawia, że stają się jeszcze bardziej aromatyczne, więc nie warto omijać tego etapu i dodawać ich na końcu.
2. Do cebuli z przyprawami wlewamy pomidory i wodę, dodajemy kakao i dusimy wszystko na małym ogniu, co jakiś czas mieszając, aż sos stanie się bardzo gęsty. Może to potrwać nawet 20 minut, ale naprawdę warto.
3. Na koniec dodajemy odsączoną fasolę i kukurydzę i doprawiamy sos solą i pieprzem, ewentualnie jeszcze szczyptą chilli. Dodajemy garść posiekanej kolendry.
4. Placki tortilli podgrzewamy na suchej patelni po około 20 sekund z każdej strony, aż placki staną się miękkie i elastyczne.
5. Ciepłe tortille zawijamy z farszem i od razu podajemy lub ewentualnie podgrzewamy w opiekaczu lub na patelni grillowej. 
6. Gotowe buritto podajemy z sosem śmietanowym albo pikantną salsą pomidorową lub klasycznym sosem guacamole, na które przepisy znajdziecie na blogu.

Najlepiej smakuje na gorąco!

Smacznego! 


 fot. https://www.facebook.com/magda.danaj

czwartek, 12 stycznia 2017

hot chilli burrito



Witajcie w nowym roku. Znów trochę mnie tu nie było, ale święta, sylwester... Sami rozumiecie. Postanowiłam odpocząć. Na początku stycznia wyjechałam też na wakacje, z których foto relację zobaczycie wkrótce. Teraz wróciłam. Do domu. Do pracy. Do bloga. No i do zimowego krajobrazu. I to boli. Boli w sensie dosłownym, bo gdzieś zgubiłam rękawiczki :(((

Dzisiaj na obiad szybkie i naprawdę pikantne burrito. Rozgrzeje i doda energii.

Lubię dania kuchni tex - mex. Ostatnio, podczas krótkich wakacji w Atenach, jadłam rewelacyjne burrito w barze Taqueria Maya. We wnętrzu tego burrito oprócz chilli con carne była też salsa z pomidorów i kolendry, ryż, a nawet puree z batatów. Pycha! Kiedyś spróbuję powtórzyć je w domu. Teraz jednak na blogu przedstawiam wam przepis na "moje" burrito, w wersji mega hot. Jest pyszne i daje niesamowitego kopa.

Spróbujcie koniecznie!


Składniki:
  • 5 - 6 placków tortilli, kukurydzianych lub pszennych
farsz:
  • 400 g mielonej wołowiny
  • 1 puszka pomidorów pelati
  • 1/2 szklanki wody
  • 2 puszki czarnej lub czerwonej fasoli, odsączone z zalewy 
  • 1 puszka kukurydzy, odsączona z zalewy
  • 1 czerwona cebula, pokrojona w bardzo drobną kostkę
  • 2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 1/2 pęczka świeżej kolendry, drobno posiekanej
  • 1/2 pęczka świeżej mięty, drobno posiekanej
  • świeża ostra papryczka (polecam piri piri lub habanero, dają ostrego kopa)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka czerwonej słodkiej papryki
  • 1/2 mielonych nasion kolendry
  • 1/2 mielonego kminu rzymskiego
  • 2 łyżki soku z limonki
  • sól i świeżo mielony pieprz

Przygotowanie:

1. Na patelnię wlewamy 2 łyżki oliwy i delikatnie rozgrzewamy. Dodajemy mięso i podsmażamy, aż lekko się zarumieni. Podsmażone mięso odkładamy na talerz.
2. Na tę samą patelnię wrzucamy cebulę i czosnek oraz przyprawy: nasiona kolendry, kminu rzymskiego, słodką paprykę. Podsmażamy wszystko około 3 minut, by cebula zmiękła, ale się nie zarumieniła. Podsmażanie przypraw sprawia, że stają się jeszcze bardziej aromatyczne, więc nie warto omijać tego etapu i dodawać ich na końcu.
3. Do cebuli dodajemy mięso, wlewamy pomidory i wodę i dusimy wszystko na małym ogniu, co jakiś czas mieszając, aż sos stanie się bardzo gęsty. Może to potrwać nawet 30 minut, ale naprawdę warto.
4. Na koniec dodajemy odsączoną fasolę i kukurydzę oraz posiekaną ostrą papryczkę (tyle, ile chcecie). Doprawiamy sos solą i pieprzem. Dodajemy garść posiekanej kolendry i mięty.
5. Placki tortilli podgrzewamy na suchej patelni po około 20 sekund z każdej strony, aż placki staną się miękkie i elastyczne.
6. Ciepłe tortille zawijamy z farszem i od razu podajemy lub ewentualnie podgrzewamy w opiekaczu lub na patelni grillowej. 
7. Gotowe buritto podajemy z sosem śmietanowym (śmietanę mieszamy z sokiem z limonki i mielonym kminem rzymskim), pikantną salsą pomidorową lub klasycznym guacamole

Smacznego ☺

szyszkin-ciągle-pichci

wtorek, 6 grudnia 2016

makaron z romanesco, parmezanem i chilli



Makaron z sosem na bazie surowych żółtek i parmezanu należy do moich ulubionych. W końcu właśnie w taki sposób robi się przepyszną carbonarę. W tym przypadku, w przypadku makaronu z kalafiorem romanesco dodałam do sosu odrobinę śmietanki, tylko po to, by sos był jeszcze bardziej kremowy. Zamiast romanesco, który w smaku przypomina hybrydę klasycznego kalafiora z brokułem, możecie do tego dania wykorzystać właśnie kalafior albo brokuły. Będzie równie pysznie! Ważne tylko, by nie pomijać w przepisie ostrej papryczki, daje porządnego kopa i powoduje, że to danie nie jest nieprzyjemnie mdłe i nijakie.

Uwaga! Tak przygotowywany makaron trzeba przygotowywać tuż przed podaniem. Nie można ugotować makaronu ani kalafiora wcześniej. Tylko dzięki wysokiej temperaturze żółtka się ścinają i nie zagrażają naszemu życiu (nie powinniśmy przecieź jeść surowych jajek).


Składniki (na 4 porcje):
  • ulubiony makaron, około 70 g na osobę (ja wykorzystałam linguini)
  • różyczki z 1 kalafiora romanesco
  • świeża papryczka chilli (ilość dobierzcie do swoich upodobań dotyczących ostrości)
  • 4 żółtka
  • 100 ml śmietanki kremówki
  • 80 g świeżo startego parmezanu
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz

Przygotowanie:

1. Różyczki romanesco gotujemy al dente w osolonym wrzątku. W drugim garnku gotujemy makaron. Ważne, by pozostał al dente!
2. Śmietankę mieszamy z żółtkami, dodajemy parmezan. Wszystko doprawiamy solą (uwaga, parmezan jest słony) i świeżo mielonym pieprzem. 
3. Ostrą papryczkę drobno siekamy i dodajemy do żółtek.
4. Ugotowany makaron odcedzamy i przekładamy z powrotem do garnka, w którym się gotował. Dodajemy ugotowane gorące romanesco. Wlewamy żółtka ze śmietaną i błyskawicznie mieszamy. Dzięki wysokiej temperaturze żółtka i śmietanka się podgrzeją i powstanie pyszny kremowy sos.

Podajemy od razu!

Smacznego!

szyszkin-ciągle-pichci ☺


środa, 27 kwietnia 2016

pikantny kurczak w pomidorach



Ostatnio na blogu pojawił się przepis na kurczaka piri piri według Jamiego Olivera. Ponieważ to danie było bardzo smaczne i wyjątkowo ekspresowe, w czasie, kiedy mam niewiele czasu na gotowanie, postanowiłam przepis zmodyfikować i zabawić się w eksperymenty. Tym razem (bo nie zawsze tak jest) eksperyment okazał się naprawdę udany. Pomidory nadały kurczakowi lekko wyczuwalnej słodkości i świetnie zrównoważyły się z ostrą papryczką i cytryną.

Uwaga! Takie danie wciąga, już mam pomysły na kolejne modyfikacje i wkrótce podejmę kolejne wyzwanie :)


Składniki:
  • 8 podudzi z kurczaka (oczywiście ze skórką!)
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • około 1 łyżka oleju rzepakowego

sos:
  • ostre papryczki (ja wykorzystałam kawałek piri piri, kawałek habanero i kawałek chilli - najpierw wrzućcie do blendera mniej, zawsze możecie dodać, odjąć ostrości trudniej)
  • 1 duży pomidor
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 duża czerwona cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • skórka z 1 cytryny
  • sok z 1 cytryny
  • kilka kropel sosu worcester
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • 1 gałązka świeżego rozmarynu (same listki)
  • listki świeżego tymianku

Przygotowanie:

1. Patelnię grillową mocno rozgrzewamy. Podudzia z kurczaka (umyte i dokładnie osuszone) kładziemy na desce skórą do dołu i nacinamy ostrym nożem bardzo porządnie. Dzięki temu kurczak usmaży się szybciej i bardziej równomiernie. Doprawiamy solą i pieprzem.
2. Na gorącą patelnię wlewamy olej rzepakowy i układamy kurczaka skórą do dołu. Smażymy na średnim ogniu tak długo, aż pięknie się zarumieni, a nawet zbrązowieje, a co?! Szalejemy! Kurczaka obracamy dopiero, gdy skóra będzie złoto-brązowa i wytopiona. Smażymy znowu tak długo, aż wszystko się zarumieni.
3. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C i przygotowujemy sos. 
4. Do misy blendera wrzucamy ostre papryczki (może najpierw połowę przygotowanej ilości), pokrojonego na mniejsze kawałki pomidora, koncentrat lekko przesiekaną cebulę i ząbki czosnku, skórkę z cytryny, listki świeżego rozmarynu, oliwę z oliwek i sos worcester. Blendujemy na gładko. Teraz próbujemy i doprawiamy. Jeśli sos jest za delikatny, dodajcie więcej papryczek albo soku z cytryny, ewentualnie jeszcze trochę koncentratu pomidorowego, spróbujcie znaleźć balans. Do tego szczypta soli i pieprzu. Blendujemy ponownie. Znowu smakujemy, jeśli jest okej, wlewamy do sosu około pół szklanki wody (odparuje podczas pieczenia, nie martwcie się, że sos będzie zbyt rzadki).
5. Sos wylewamy na dno naczynia żaroodpornego i układamy na nim kawałki kurczaka, skórą do góry.
6. Kawałki kurczaka pieczemy około 20 minut.

Po upieczeniu posypujemy świeżym tymiankiem i podajemy!


Aaaa, ponieważ już za chwilę majówka, życzę wam udanego weekendu i przede wszystkim jak najlepszej pogody!

I jeszcze jedno.

"Chciałem jedynie zobaczyć jak się kąpiesz w purpurowym deszczu". Żegnaj Prince.


 

wtorek, 19 kwietnia 2016

chrupiący kurczak piri piri Jamiego Olivera




Słuchajcie, jak zrobić kurczaka, którego skórka będzie idealnie chrupiąca, będzie soczysty, a na dodatek czas przygotowania zajmie nam nie więcej niż 30 minut? Zaraz wam opowiem.

W niedzielne popołudnie włączyłam program Jamiego Olivera, mojego kulinarnego guru, "30 minut Jamiego". Obejrzałam kilka odcinków i szczerze zwątpiłam, czy rzeczywiście można te wszystkie smakowitości przygotować w 30 minut. Podjęłam wyzwanie i postanowiłam spróbować. I tak, gdybym chciała zrobić cały obiad - nie ma szans! Chyba że miałabym 4 ręce i mogłabym jednocześnie trzeć ziemniaki, mieszać sos i kroić cebulę. Ale mniejsza z tym. Kurczaka zrobić zdążyłam, zajęło mi to nie całe 30 minut. 

Powiem wam więcej, według mnie był to jeden z najlepszych kurczaków, jakie w życiu jadłam! Nie pamiętam kiedy ostatni raz zjadłam skórkę z kurczaka, zazwyczaj bywa zbyt tłusta, niewytopiona i mało chrupiąca, w tym przypadku była fantastyczna!

Wystarczyło kilka trików, o których zaraz wam opowiem. Najpierw składniki, których będziecie potrzebować. Uwaga, trochę improwizowałam, bo nie chciało mi się oglądać programu jeszcze raz, więc jeśli mój przepis odbiega od oryginału, to sorry - kurczak i tak był zajebisty!


Składniki:
  • 8 podudzi z kurczaka (oczywiście ze skórką!)
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • około 1 łyżka oleju rzepakowego

sos:
  • ostre papryczki (ja wykorzystałam kawałek piri piri, kawałek habanero i kawałek chilli - najpierw wrzućcie do blendera mniej, zawsze możecie dodać, odjąć ostrości trudniej)
  • 1 duża czerwona cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • skórka z 1 cytryny
  • sok z 1 cytryny
  • kilka kropel sosu worcester
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • listki świeżego tymianku

Przygotowanie:

1. Patelnię grillową mocno rozgrzewamy. Podudzia z kurczaka (umyte i dokładnie osuszone) kładziemy na desce skórą do dołu i nacinamy ostrym nożem bardzo porządnie. Dzięki temu kurczak usmaży się szybciej i bardziej równomiernie. Doprawiamy solą i pieprzem.
2. Na gorącą patelnię wlewamy olej rzepakowy i układamy kurczaka skórą do dołu. Smażymy na średnim ogniu tak długo, aż pięknie się zarumieni, a nawet zbrązowieje, a co?! Szalejemy! Kurczaka obracamy dopiero, gdy skóra będzie złoto-brązowa i wytopiona. Smażymy znowu tak długo, aż wszystko się zarumieni.
3. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C i przygotowujemy sos. 
4. Do misy blendera wrzucamy ostre papryczki (może najpierw połowę przygotowanej ilości), lekko przesiekaną cebulę i ząbki czosnku, skórkę z cytryny, oliwę z oliwek i sos worcester. Blendujemy na gładko. Teraz próbujemy i doprawiamy. Jeśli sos jest za delikatny, dodajcie więcej papryczek albo soku z cytryny, spróbujcie znaleźć balans. Do tego szczypta soli i pieprzu. Blendujemy ponownie. Znowu smakujemy, jeśli jest okej, wlewamy do sosu około pół szklanki wody (odparuje podczas pieczenia, nie martwcie się, że sos będzie zbyt rzadki).
5. Sos wylewamy na dno naczynia żaroodpornego i układamy na nim kawałki kurczaka, skórą do góry.
6. Kawałki kurczaka pieczemy około 15 minut.

Po upieczeniu posypujemy świeżym tymiankiem i podajemy!

Uwaga, smak wyrywa z butów!


czwartek, 24 marca 2016

szybkie curry na przedświąteczny obiad



Tak samo jak nie lubię Bożego Narodzenia, nie lubię Świąt Wielkanocnych. Mimo, że pogoda nastraja pozytywnie, ma być coraz cieplej i bardziej słonecznie, na co czekam z z niecierpliwością gdzieś od września. Ale może właśnie dlatego nie rozumiem, jak po ciężkiej zimie, pełnej tłustego, pożywnego jedzenia, możemy zachwycać się białą kiełbasą i żurkiem. Nie mój klimat. Białej nie tykam, a żurek spełnia u mnie rolę lekarstwa na gigantycznego kaca raz do roku albo rzadziej. Dlatego w tym roku protestuję i "nie załączam" trybu WIELKANOCNE SZALEŃSTWO. Zamiast tego jem szybkie curry, robię pudding chia i spokojnie czekam, aż będzie "po świętach". Wam także życzę przedświątecznego luzu i wyrozumiałości dla tych, którzy jednak zjedzą kilogram białej kiełbasy. W końcu zbliżają się święta i powinniśmy się radować. 


Składniki:
  • około pół kilograma piersi z indyka, pokrojonej w dużą kostkę (około 1,5 x 1,5 cm)
  • 1 cebula, pokrojona w kostkę
  • 1 ząbek czosnku, pokrojony w cienkie plasterki
  • 1 nieduża cukinia, wydrążona z gniazda nasiennego i pokrojona w półplasterki o grubości około 1 cm
  • 1 czerwona papryka, bez nasion, pokrojona w kawałki wielkości podobnych do cukinii
  • 2 marchewki, pokrojone w plasterki o grubości około 1/2 cm
  • puszka mleka kokosowego
  • 1 łyżka oleju kokosowego lub rzepakowego
  • 3 - 4 łyżki żółtej pasty curry (ilość pasty zależy od was i od ostrości samej pasty)
  • sos sojowy
+ do podania - ryż jaśminowy


Przygotowanie:

1. W garnku lub głębokiej patelni rozgrzewamy olej kokosowy. Dodajemy 3 łyżki pasty curry (później dodamy więcej, ważne by nie przesadzić z ostrością na początku). Podsmażamy minutę, dzięki czemu aromaty będą jeszcze bardziej wyraziste. Dodajemy cebulę i czosnek i podsmażamy jeszcze 2 - 3 minuty, mieszając od czasu do czasu.
2. Do garnka/patelni wlewamy mleko kokosowe i doprowadzamy do wrzenia. Gdy zacznie bulgotać, dodajemy indyka.  
3. Po około 10 minutach dodajemy warzywa. Zaczynamy od marchewki jako warzywa najtwardszego. Po chwili dodajemy cukinię i paprykę. 
4. Całość dusimy do momentu, gdy marchewka zmięknie, ale pozostanie "al dente", nie chcemy rozgotowanej papki.
5. Na sam koniec wszystko jeszcze doprawiamy. Jeśli uważacie, że curry jest zbyt mało wyraziste lub zbyt mało pikantne, dodajemy jeszcze trochę pasty curry. Niestety nie podam wam konkretnych ilości pasty, bo każda pasta jest inna, a poza tym wasze upodobania smakowe mogą się różnić od moich. Na koniec jeszcze odrobina sosu sojowego i gotowe!

Smacznego!

wtorek, 21 lipca 2015

indyk w pięciu smakach z grzybami portobello i sezamem



Na początku tygodnia potrzebuję obiadu dosłownie "w pięć minut". Mam mnóstwo roboty i nie mam specjalnie ani czasu ani ochoty na stanie przy garnkach dłużej niż przysłowiową chwilę, szczególnie, że na dworze znowu tropiki. Na szczęście indyka zamarynowałam wczoraj wieczorem. Wam też proponuję zamarynować mięso wcześniej, będzie bardziej aromatyczne i smaczniejsze.

PS. Jeśli macie problem, by kupić czarny sezam, wykorzystajcie jasny. Ale to w ostateczności. Czarny ma przyjemny orzechowy smak i jest dużo bardziej aromatyczny od swojego jasnego "brata".


Składniki (dla 4 osób):
  • około 350 - 400 g fileta z indyka, pokrojonego w grubą kostkę
  • 4 grzyby portobello, pokrojone w grube plastry
  • 1 cebula, pokrojona w kostkę
  • 1 duży ząbek czosnku, pokrojony w bardzo cienkie plasterki
  • garść różyczek brokuła, podzielonych na mniejsze kawałki
  • 1 czubata łyżeczka przyprawy "pięć smaków"
  • sos sojowy (do smaku)
  • szczypta suszonego chilli
  • świeżo mielony czarny pieprz
  • 1 łyżka oleju rzepakowego + 1 łyżeczka oleju do marynaty
  • czarny sezam (około 1/2 łyżeczki na porcję)

Przygotowanie:

1. Przyprawę "pięć smaków" mieszamy z olejem (wystarczy 1 łyżeczka) i taką pastą nacieramy kawałki indyka. Pozostawiamy na minimum pół godziny, by indyk zdążył się zamarynować.
2. Brokuły blanszujemy w porządnie osolonym wrzątku. Ważne, by pozostały al dente.
3. W dużej patelni lub woku rozgrzewamy łyżkę oleju. Wrzucamy cebulę i czosnek i lekko podsmażamy. Dodajemy indyka i smażymy przez około 5 minut, aż się ładnie zezłoci.
4. Do indyka dodajemy grzyby i smażymy na dość dużym ogniu często mieszając.
5. Gdy indyk nie będzie już surowy, a grzyby ładnie się zarumienią doprawiamy wszystko sosem sojowym (ustalcie swoją granicę słonego smaku), pieprzem i chilli. Na koniec dodajemy różyczki brokuła i wszystko mieszamy.

Podajemy z odrobiną czarnego sezamu. Smacznego!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...