Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 kwietnia 2018

ciasto orzechowe babci Uty



Sama się dziwię, dlaczego dopiero teraz to ciasto pojawia się na blogu. Jest pyszne, naprawdę orzechowe i chyba ukochane przez wszystkich członków mojej rodziny. Poza tym świetnie kojarzy się z babcią Utą, której od blisko 10 lat już z nami nie ma, ale gdy piekę to ciasto, od razu wracają wspomnienia.

Jego przygotowanie jest banalnie proste. Tym razem upiekłam je z dodatkiem orzechów włoskich, ale sama zastanawiam się, jak smakowałoby z dodatkiem np. orzechów laskowych. Tak, to następnym razem :)


Składniki (na dużą tortownicę):

ciasto (wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej):
  • 300 g zmielonych orzechów włoskich
  • 300 g niesolonego  masła 
  • 16 łyżek cukru 
  • 10 łyżek mąki 
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
  • 6 białek

polewa:
  • 6 żółtek 
  • 16 łyżek cukru 
  • 2 łyżki cukru waniliowego 
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

do dekoracji:
  • orzechy

Przygotowanie:

1. Masło ucieramy z cukrem na gładką masę. Najlepiej robić to mikserem, żeby się za bardzo nie napracować. 
2. Następnie dodajemy proszek do pieczenia oraz naprzemiennie po łyżce zmielonych orzechów i mąki i mieszamy to razem (tym razem musimy użyć drewnianej łyżki, bo masa jest dość gęsta i mikser może nie dać sobie z tym rady).
3. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę i dodajemy je do masy migdałowej, powoli mieszając.
 
4. Ciasto wykładamy na tortownicę, wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy 40 minut w temp. 190 st. C.
5. Kiedy ciasto jest w piekarniku, możemy przygotować polewę. Żółtka z cukrem ubijamy (mikserem) na gładką, prawie białą masę. Dodajemy cukier waniliowy i mąkę ziemniaczaną i wszystko jeszcze chwilę mieszamy.
6. Polewę rozsmarowujemy na upieczonym cieście, dekorujemy całymi orzechami i wkładamy do piekarnika na jeszcze 10 - 15 minut, by polewa się ścięła, ale nie zbrązowiała. 

Ciasto jest tak pyszne, że znika w moment. Możecie tylko żałować, że upiekliście tylko jedno :)
Smacznego!

wtorek, 27 marca 2018

pâté z kurzych wątróbek



Pâté to nic innego jak francuski pasztet, o bardzo gładkiej konsystencji, najczęściej przygotowywany z wątróbek. Dlaczego nazwałam przepis właśnie "pâté", a nie "pasztet"? Odpowiedź jest prosta. Kiedy przygotowuję pasztety z pieczonych mięs (kilka znajdziecie już na blogu) nigdy nie mielę ich zbyt dokładnie. Lubię, gdy mają konsystencję, z której można wyczuć, że były przyrządzane z pieczonych mięs. Pâté z wątróbki - w porównaniu do moich pasztetów - jest gładkie, bardzo łatwe do rozsmarowywania na świeżym pieczywie, bardziej delikatne.


Pâté z kurzych wątróbek ma bardzo specyficzny smak, który raczej nie podpasuje ludziom, którzy wątróbek nie lubią. Niektórzy moczą wcześniej wątróbki w mleku, co faktycznie lekko łagodzi "wątróbkowy" smak, ale ja akurat go lubię, bo jest charakterystyczny, intensywny i wiem, co jem.

Pâtéz wątróbek można przetrzymywać w lodówce do trzech dni, można go także zamrozić. Przed podaniem warto wyciągnąć go wcześniej z lodówki, by nabrał lżejszej konsystencji. 15 minut w temperaturze pokojowe spokojnie wystarczy. 
Ja swoje pâté podałam tak, jak lubię najbardziej, z kiszonym ogórkiem oraz z domową, piklowaną cebulą. Bardzo łatwy i ekspresowy przepis na piklowaną cebulę znajdziecie tutaj.
 
Składniki:
  • około 400 g oczyszczonych, umytych i dokładnie osuszonych kurzych wątróbek
  • 1 nieduża cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 1/2 dużego jabłka, obranego i startego na tarce o grubych oczkach
  • 150 g masła (3/4 kostki)
  • około 50 - 60 ml brandy, koniaku lub whisky
  • pół łyżeczki suszonego tymianku
  • sól i świeżo mielony pieprz

Przygotowanie: 

1. Masło roztapiamy w głębokiej patelni. Gdy zacznie skwierczeć, wrzucamy cebulę i tymianek i smażymy wszystko na niewielkim ogniu przez około 3 minuty.

2. Do cebuli dodajemy starte jabłko i znowu smażymy kolejne 2 - 3 minuty. Cebula nie powinna zbrązowieć, dlatego wszystko smażymy na naprawdę niewielkim ogniu.

3. Podsmażoną cebulę z jabłkiem lekko odsuwamy na bok patelni, a w ich miejsce wkładamy wątróbki. Smażymy około 3 minuty, obracamy na drugą stronę i smażymy kolejne 3. 

Uwaga! Jeśli wciąż widzicie surowe mięso, smażymy jeszcze chwilę. Podaję przybliżony czas smażenia, ponieważ wszystko zależy od wielkości wątróbek.

4. Do podsmażonych wątróbek z cebulą i jabłkiem wlewamy alkohol. Jeśli jesteście bardziej zaawansowani w kuchni, spróbujcie alkohol podpalić (uwaga! może buchnąć ogniem). Proces taki nazywamy flambirowaniem. Jeśli nie czujecie się zbyt pewni, poczekajcie około 2 minut, aż alkohol wyparuje. Wyłączamy ogień pod patelnią.

Uwaga! Takie pâté spokojnie można podać dzieciom, czy osobom prowadzącym samochód. Podczas gotowania (lub podpalenia) alkohol wyparowuje. Pozostaje tylko smak :)

5. Wciąż gorącą wątróbkę, razem z tłuszczem, cebulą i jabłkiem przekładamy do misy blendera i miksujemy na zupełnie gładką masę. Następnie przecieramy ją przez sito i doprawiamy solą i pieprzem.

Uwaga! Doprawiamy dopiero teraz, ponieważ nie wolno solić wątróbki przed smażeniem! Posolona wątróbka twardnieje i staje się niesmaczna.

6. Przetartą masę przekładamy do miseczek i odstawiamy do lodówki na minimum 3 - 4 godziny, a najlepiej na całą noc.

Gotowe! Smacznego!


poniedziałek, 26 marca 2018

babka cytrynowa




Coś ostatnio słodko na blogu. Wynika to z tego, że zbliża się Wielkanoc, a dla mnie te święto to biała kiełbasa, sałatka jarzynowa i jajka. W mojej rodzinie nie je się żurku ani niczego innego, co większości kojarzy się ze świętami. My mamy kilka ulubionych potraw i tego się trzymamy. Dlatego czasem "szalejemy" ze słodkościami. Wiadomo, jest baba drożdżowa (przepis tutaj), "mazurek" babci Uty, który niewiele ma wspólnego z klasycznym mazurkiem (przepis tutaj), ale pozostałe wypieki zmieniają się co czas jakiś. Tym razem, na blogu, znowu postawiłam na klasykę, na babkę cytrynową, której nie jadłam od lat i która niezmiennie kojarzy mi się z Wielkanocą. 

Długo szukałam dobrego przepisu na babkę cytrynową. Zależało mi na tym, by po pierwsze faktycznie czuć w niej było cytrynę, a po drugie, by była wilgotna, a nie sucha jak wióry i niemożliwa do przełknięcia bez dużego łyku herbaty. Znalazłam przepis na stronie ilovebake.pl, który odrobinę zmodyfikowałam pod moje upodobania.


Potrzebujemy (wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej):
  • sok i skórka z dwóch niedużych cytryn (porządnie sparzonych i wyszorowanych)
  • 340 g mąki pszennej
  • 225 g cukru
  • 4 duże jajka z chowu na wolnym wybiegu
  • 250 g masła + odrobina do wysmarowania formy
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • bułka tarta do wysypania formy (około łyżki)

Przygotowanie:

1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C bez termoobiegu.

2. Masło ucieramy z cukrem na puszystą, prawie białą masę. Ciągle miksując dodajemy stopniowo po jednym jajku. 

3. Mąkę przesiewamy razem z proszkiem do pieczenia i solą i dodajemy do ciasta. Na koniec dodajemy sok i skórkę z cytryn.

4. Formę smarujemy masłem, wysypujemy bułką tartą. Wykładamy ciasto i lekko, za pomocą noża wyrównujemy.

5. Pieczemy 40 - 50 minut do momentu tzw. suchego patyczka. Upieczoną babkę pozostawiamy w wyłączonym piekarniku przez około 30 minut., a następnie wyciągamy i czekamy, aż całkiem wystygnie.

Gotową babkę możemy polać lukrem cytrynowym, ale według mnie jest świetna bez niczego.

Smacznego!



piątek, 23 marca 2018

babka makowa



W mojej rodzinie w Wielkanoc na stole królują biała kiełbasa i sałatka jarzynowa, zwana przez nas "sałatką komuną". Nie jemy na śniadanie żurku ani żadnych wymyślnych potraw z jajek. Ograniczamy ilość potraw do tych, które najbardziej lubimy, tak by nie wyrzucać żywności (zero waste, pamiętacie?). Wśród słodkości też nie ma tradycyjnych świątecznych wypieków, no może poza babą drożdżową. Są za to sernik, ciasto marchewkowe i "czarny" tort Babci Uty (przepis tutaj). 

 

Pomysł na dzisiejszą babkę makową przyszedł mi do głowy niespodziewanie, dość niedawno. Przypomniałam sobie babkę makową pani Zosi, gosposi, która zajmowała się domem mojej cioci, gdy byłam mała. Pani Zosia przywoziła właśnie taką makową babkę, zawiniętą w folię aluminiową, pyszną i delikatną. I choć mak bardziej kojarzy mi się z Bożym Narodzeniem, ta babka makowa przypomina mi wiosnę. Nie wiem, skąd to skojarzenie, ale jestem przekonana, że świetnie sprawdzi się na Wielkanocnym stole.


Składniki:
  • szklanka suchego maku
  • szklanka mąki pszennej + odrobina do wysypania formy
  • szklanka cukru
  • 4 duże jajka z chowu na wolnym wybiegu
  • kostka masła (200 g) + odrobina do wysmarowania formy
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • odrobina pasty waniliowej lub kilka kropel naturalnego aromatu waniliowego
  • szczypta soli
  • cukier puder do posypania babki (około 1-2 łyżki)

Przygotowanie: 

1. Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C bez termoobiegu (góra - dół). Formę, w której będziemy piec babkę smarujemy masłem i wysypujemy odrobiną mąki. Nadmiar wytrzepujemy.

2. Masło roztapiamy. Można to zrobić w rondelku lub jak ja - w mikrofalówce.

3. Żółtka oddzielamy od białek. Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywno.

4. Żółtka ucieramy z cukrem na białą, puszystą masę. Dodajemy mąkę, proszek do pieczenia, pastę waniliową i lekko przestudzone masło. Wszystko dokładnie miksujemy. Na koniec dodajemy mak i jeszcze chwilę miksujemy.

5. Na koniec do ciasta dodajemy partiami pianę z białek i delikatnie mieszamy łyżką. Ciasto przelewamy do formy i pieczemy około 40 minut, do czasu, aż drewniany patyczek wetknięty w ciasto będzie całkiem suchy.

6. Gorącą babkę pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia. Wystudzoną oprószamy cukrem pudrem.

Gotowe, smacznego!



* źródło przepisu: kotlet.tv.

poniedziałek, 12 marca 2018

sernik z mango



Znowu kilka dni mnie tu nie było. Ale czy uwierzycie, że rozpoczęłam remont łazienki, po czym miałam niewielki zabieg chirurgiczny, a potem jeszcze dopadł mnie jakiś podły wirus i zwalił mnie z nóg na kilka dni. Już jest lepiej, dzisiaj ściągają mi szwy, a łazienka wygląda już całkiem przyjemnie. Pozostało jeszcze kilka drobiazgów, ale wygląda na to, że mogę wrócić do normalnego trybu, zarówno do pracy, jak i do bloga.

Przepis na ten sernik znalazłam kilka lat temu, przeglądając książkę "Lubię. Atlas z przepisami" autorstwa Moniki Mądrej - Pawlak i jej męża Jana, właścicieli kultowych, poznańskich lokali - La Ruiny i Raju. Sernik mango w oryginale na wierzchu miał warstwę kwaśnej śmietany z mango, ale ja nie miałam już śmietany, więc postanowiłam wykorzystać tylko resztę pulpy, której nie chciałam wyrzucać (pamiętacie? zero waste!). Dodałam do niej trochę żelatyny i na wierzchu sernika pojawiła się delikatna galaretka :)

Uwaga! Sernik musi "odpocząć" w lodówce przed podaniem kilka godzin, a najlepiej całą noc, więc jeśli chcecie podać go do niedzielnej kawy, przygotujcie go już w sobotę!

Zaczynamy?


Składniki:

spód:
  • 130 g mąki pszennej
  • 75 g masła
  • 56 g cukru
  • 20 g kakao
  • szczypta soli

masa serowa (uwaga! wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej!):
  • 1 kg twarogu dobrej jakości, zmielonego kilkukrotnie lub twarogu z pudełka (ja kupuję "Mój ulubiony" z Wielunia, po prostu dla mnie jest najlepszy!)
  • 4 duże jajka z chowu ekologicznego
  • 35 g mąki ziemniaczanej
  • szczypta soli
  • 200 g kwaśnej śmietany
  • 270 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 550 g pulpy z mango (ja kupiłam dwie puszki po 400 g, więc resztę wykorzystałam do galaretki)

galaretka z mango:
  • 350 g pulpy z mango
  • 4 listki żelatyny (około 3 - 4 łyżeczki żelatyny w proszku)

Przygotowanie:
 

Zaczynamy od przygotowania spodu. 

1. Masło roztapiamy i dodajemy do wymieszanych suchych składników. Mieszamy widelcem do powstania kruszonki i wysypujemy na dno tortownicy o średnicy 26 cm. Ugniatamy i wstawiamy do lodówki do czasu rozgrzania piekarnika do 200 st. C. Pieczemy 10 minut i pozostawiamy do przestygnięcia.

2. Zmniejszamy temperaturę piekarnika do 160 st. C.

Teraz masa serowa!

1. Twaróg przekładamy do miski i miksujemy powoli dodając po jednym jajku. Miksując na wolnych obrotach dodajemy mąkę ziemniaczaną i szczyptę soli, a następnie śmietanę i mleko skondensowane. Na końcu do masy dodajemy pulpę z mango i jeszcze chwilę miksujemy.

2. Gotową masę serową wylewamy na podpieczony spód (uwaga, będzie bardzo rzadka!) i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy około 55 minut (ja piekłam 65). Po upieczeniu piekarnik wyłączamy i pozostawiamy tak sernik na 10 minut. Następnie uchylamy drzwiczki i pozostawiamy sernik do całkowitego wystygnięcia. Dzięki temu sernik prawie nie opada. 

3. Wystudzony sernik wstawiamy do lodówki.


Możemy przygotować galaretkę.

1. Pozostałą pulpę mieszamy z rozpuszczoną w wodzie żelatyną (łyżeczka żelatyny na łyżkę zimnej wody). Jeśli tak jak ja, używacie żelatyny w listkach, najpierw namoczcie je w zimnej wodzie (kilku łyżkach) i gdy całkiem zmięknie podgrzejcie ją, np w mikrofalówce. Nie może się zagotować! 

2. Galaretkę wylewamy na sernik i odstawiamy na całą noc.


Gotowy sernik wyciągamy z lodówki na kilka minut przed podaniem. Jest tak pyszny, że znika w ciągu kilku chwil!

Smacznego!

niedziela, 4 lutego 2018

krem chrzanowy do mięs lub na kanapkę





Ten przepis otrzymałam od mojej przyjaciółki. Podobno jej mama przygotowuje taki krem w każdą Wielkanoc i kto go spróbuje, prosi o przepis. Stanowi on dodatek do pieczonych mięs i pasztetów, chociaż ja spróbowałam go na kawałku chrupiącego chleba z odrobiną świeżego kopru. Okazał się pyszny, gęsty, aromatyczny, choć nie za ostry. Pomyślałam o tym, że faktycznie do świątecznych potraw pasuje jak ulał, ale prawdopodobnie będzie pojawiał się w mojej kuchni częściej niż raz w roku. Na kanapce prezentuje się i smakuj świetnie, ale jestem przekonana, że równie dobrze połączy się z kawałkiem grillowanej ryby. Tak tak, ryby. Połączenie ryby i chrzanu to moje tegoroczne odkrycie.

Przygotowanie tego kremu jest banalnie proste i zajmuje chwilę, ale należy zwrócić uwagę, by podgrzewając cały czas go mieszać. W przeciwnym razie powstaną grudki.


Potrzebujemy:
  • słoiczek chrzanu (zwróćcie uwagę, by kupować chrzan bez pirosiarczanu sodu, który jest szkodliwy)
  • szklanka gęstej, kwaśnej śmietany (18 %)
  • 1 całe jajko
  • 2 żółtka
  • sól, cukier (do smaku)
  • sok z cytryny (do smaku)

Przygotowanie:

Chrzan, śmietanę i jajka miksujemy dokładnie i przelewamy do garnka. Ciągle mieszając doprowadzamy go do wrzenia. Doprawiamy solą, cukrem i ewentualnie odrobiną soku z cytryny.

Gotowe, chociaż musimy jeszcze krem schłodzić. 

Smacznego!


zupa krem z chrzanu



Pewnie w większości polskich rodzin w Wielkanoc na stole, oprócz jajek i białej kiełbasy, króluje żurek. Ale nie u mnie. Zawsze na przekór. W pierwszy dzień Bożego Narodzenia na stół wystawiana jest biała kiełbasa, a w Wielkanoc jajka jemy tylko w sałatce jarzynowej, zwanej przez nas "sałatką komuną" i faszerowane, z przepisu mojego dziadka Jasia.

Stąd przepis na dzisiejszą zupę. Bo jak nie żurek, to co? Co jeszcze kojarzy się jednoznacznie z Wielkanocą? Chrzan. Ponieważ ostatnio nie kupuję tego w słoiczku (konserwowane pirosiarczanem sodu to zło), postawiłam na chrzan świeży. Pyszny, ostry, bardziej aromatyczny i dostępny w warzywniakach w tym okresie.

Zupa chrzanowa to danie proste, ale bardzo smaczne i efektowne. Gładka, aksamitna, bardzo wyrazista. Z dodatkiem wędzonego boczku i zieleniny może stanowić element zarówno obiadu wielkanocnego, jak i każdego innego, w ciągu całego roku.


Potrzebujemy:
  • chrzan (najlepiej świeżo starty, ale jeśli nie uda wam się go kupić, poszukajcie tego "słoiczkowego", ale bez pirosiarczanu sodu)
  • około 2 litry dobrego wywaru warzywnego lub bulionu drobiowego
  • 3 - 4 ziemniaki, średniej wielkości, umyte i pokrojone kostkę
  • 1 duża cebula, pokrojona w kostkę
  • łyżka oleju masła
  • 3 żółtka
  • około 100 ml białego wytrawnego wina
  • chlust śmietanki kremówki (do smaku)
  • kilka kropel soku z cytryny (do smaku)
  • sól, biały pieprz (ewentualnie czarnym, chodzi o kolor zupy)
+ do podania: 
  • podsmażone plasterki białej kiełbasy lub boczku, a w wersji bezmięsnej - kilka grzanek z dobrej jakości chleba 
  • świeży koperek lub natka pietruszki

Przygotowanie:

1.  W dużym garnku rozgrzewamy masło. Wrzucamy cebulę i ziemniaki i podsmażamy do czasu, aż cebula się zeszkli (nie powinna brązowieć, stracimy wtedy piękny kolor zupy). Co jakiś czas mieszamy, bo ziemniaki "lubią" przywierać. Dolewamy bulion i gotujemy pod przykryciem, na małym ogniu do czasu, aż ziemniaki będą całkiem miękkie.

2. Ściągamy garnek z ognia i blendujemy wszystko na zupełnie gładkie puree, ostrożnie, by się nie poparzyć. Wstawiamy garnek z powrotem na gaz, na minimalny ogień.

3. W miseczce mieszamy trzepaczką żółtka z winem i partiami po łyżce "hartujemy" je gorącą zupą. Cały czas mieszamy, żeby jajka się nie ścięły. Dolewamy zupę do czasu, aż mikstura będzie bardzo ciepła. Wtedy ostrożnie przelewamy ją do garnka i mieszamy. Od tej pory nie możemy zupy zagotować.

4. Czas na chrzan. Dodajemy stopniowo do momentu, dla nas najsmaczniejszego. Każdy lubi mniej lub bardziej ostro. Wlewamy też śmietankę i ewentualnie odrobinę soku z cytryny. Doprawiamy solą i pieprzem. 

5. Podajemy zupę gorącą z dodatkiem podsmażonej kiełbasy lub boczku i ze świeżymi ziołami.

Smacznego!

biała kiełbasa zapiekana w żurku




W moim rodzinnym domu biała kiełbasa występuje w Święta tylko w jednej postaci. Parzonej na maleńkim ogniu, z odpowiednią dawką chrzanu i ćwikły. Mam ponad 30 lat, ale nie pamiętam, by kiedykolwiek było inaczej. 

Jednak w tym roku postanowiłam zaszaleć i przygotować kiełbasę inaczej. Pierwotnie myślałam, by zapiec ją w sosie chrzanowym, ale postawiłam na żurek. Jego kwasowość, zrównoważona przez śmietankę i chrzan w myślach świetnie połączyła się z białą kiełbasą. 

Aby przygotować to danie, naprawdę niewiele trzeba. Warto jednak poświecić czas i kupić najlepszą kiełbasę, jaką tylko wam się uda. Koniecznie jej spróbujcie, zanim podacie na wielkanocnym stole. Nie ma chyba gorszej sytuacji niż niesmaczny najważniejszy element świątecznego śniadania.


Potrzebujemy:
  • kilka kiełbas białych surowych, najlepszej jakości (możecie wykorzystać białe parzone i pominąć punkt dotyczący parzenia kiełbasy)
  • 1 duża cebula, pokrojona w półplasterki
  • 2 liście laurowe
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • szklanka żurku dobrej jakości
  • około 1-2 szklanki śmietanki kremówki
  • chrzan (do smaku)
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • łyżka oleju rzepakowego
  • natka pietruszki

Przygotowanie:

1. Zaczynamy od sparzenia kiełbasy. W garnku zagotowujemy wodę, wkładamy kiełbasę. Gotujemy na niewielkim ogniu około 30 minut.

2. W międzyczasie na patelni, na łyżce oleju podsmażamy cebulę razem z liśćmi laurowymi i zielem angielskim. Podsmażanie przypraw uwalnia ich aromat, to świetny sposób, by danie było jeszcze smaczniejsze. 

3. Do podsmażonej cebuli wlewamy żurek i doprowadzamy do wrzenia. Teraz doprawiamy wszystko śmietanką. Wlejcie tyle, ile uznacie za słuszne. Wszystko zależy od tego, jak kwaśny jest żurek i jak kwaśne smaki lubicie. Dodajcie też chrzan. Zróbcie podobnie, tyle ile smakuje wam najlepiej. Wszystko doprawiamy solą i pieprzem.

4. Gdy kiełbasy się sparzą, przekładamy je do naczynia żaroodpornego i zalewamy sosem. Pieczemy około 20 - 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C bez termoobiegu.

5. Gotowe danie posypujemy obficie posiekaną natką pietruszki i podajemy na gorąco! Z chlebem lub ziemniakami.

Smacznego!

czwartek, 21 grudnia 2017

na kanapkę - polędwiczka w ziołach



Kiedy potrzebuję szybkiego przepisu na pieczone mięso, które wykorzystam do kanapek sięgam właśnie po ten przepis. Polędwiczki wieprzowe pieką się szybko i - jeśli ich nie nie przesuszymy długością pieczenia - pozostają przyjemnie soczyste. A to, że zdrowsze niż wędliny kupowane w sklepach, mam nadzieje, że to tego nie muszę was przekonywać.


Składniki:
  • polędwiczki wieprzowe
  • zioła prowansalskie lub mieszanka innych suszonych przypraw, na które macie ochotę
  • sól i świeżo mielony pieprz

Przygotowanie:

1. Zioła mieszamy i dokładnie obtaczamy nimi mięso. Tak przygotowane polędwiczki pozostawiamy na minimum godzinę, a najlepiej na całą noc w lodówce. Dzięki temu mięso przejdzie aromatami i będzie smaczniejsze.
2. Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C bez termoobiegu.
3. Mięso wyciągamy z lodówki na minimum pół godziny przed pieczeniem. Dzięki temu, że nabierze temperatury pokojowej, upiecze się bardziej równomiernie i będzie bardziej soczyste.
4. Mięso nacieramy solą i pieprzem.
5. Patelnię rozgrzewamy.Gdy będzie już naprawdę gorąca, obsmażamy mięso z każdej strony, szybko, tak by lekko się przyrumieniło. Gdy obsmażymy je z każdej strony, przekładamy je na blaszkę i wstawiamy do piekarnika.
6. Pieczemy około 30 minut.
7. Po upieczeniu pozostawiamy do całkowitego przestygnięcia.

Smacznego!

niedziela, 30 lipca 2017

długo pieczony rostbef wołowy na kanapkę



Pieczone mięso świetnie zastępuje gotowe wędliny, kupowane w sklepach. Niestety ostatnio bardzo ciężko kupić te drugie dobrej jakości, przynajmniej mi się to nie udaje. Długo pieczony rostbef to jedna z moich ulubionych "kanapkowych" propozycji. Jego przygotowanie wymaga jednak mnóstwa cierpliwości i czasu, ale warto, naprawdę! Na szczęście ten czas to głównie "leżakowanie" mięsa w lodówce i pieczenie, więc możemy wtedy robić coś zupełnie innego. Do dzieła!


Potrzebujemy:
  • około 1,5 kg wołowiny, świetny będzie rostbef (ważne, by wybrać mięso niezbyt suche, poprzecinane włóknami, bo to właśnie one odpowiadają za najlepszy smak pieczonego mięsa)
  • 2 - 3 łyżki oleju rzepakowego
  • kilka gałązek świeżego rozmarynu
  • sól i świeżo mielony pieprz


Przygotowanie:

Kilka godzin przed pieczeniem, a najlepiej całą noc wcześniej. 

Mięso nacieramy solą, pieprzem, posiekanym rozmarynem i olejem. Zostawiamy do zamarynowania na kilka godzin, a najlepiej na całą noc.

Zamarynowane mięso wyciągamy z lodówki na minimum godzinę przed pieczeniem. Dzięki temu mięso będzie bardziej soczyste i równomiernie upieczone.

Po około godzinie. 

Piekarnik rozgrzewamy do 100 st. C. Blaszkę, której będziemy piec mięso także nagrzewamy.

Mięso obsmażamy na patelni na dużym ogniu z każdej strony na złotobrązowy kolor. Ważne, by nie nakłuwać mięsa widelcem, użyjcie do obracania mięsa - szczypiec. Obsmażone mięso przekładamy do piekarnika, przykrywamy szczelnie folią aluminiową i zostawiamy na 4 godziny.

Upieczone mięso wyciągamy z piekarnika i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia, najlepiej znów na całą noc. 

Rano możemy cieniutko kroić plastry i kłaść je prosto na kanapkę :)




niedziela, 18 grudnia 2016

lekki pasztet drobiowo - cielęcy z warzywami



Coraz bliżej Święta! Dlatego już dziś na blogu kolejny przepis na pasztet. Inne, równie smaczne, znajdziecie już na szyszkin-ciagle-pichci.blogspot.com, np. tutaj lub w wersji wegańskiej tu. Ten dzisiejszy jest nieco inny, mięsny, ale lżejszy i przede wszystki bardziej warzywny. Możecie podać go z gęstym sosem chrzanowym, ćwikłą albo moim ulubionym sosem cumberland.


Składniki:
  • około 1 kg mięsa cielęcego (możecie wykorzystać karkówkę, górkę lub inne kawałki mięsa)
  • około 1 kg udźca indyczego (uwaga, filet z indyka będzie zbyt suchy!)
  • 3 - 4 wątróbki drobiowe (ja wykorzystałam wątróbkę indyczą)
  • 2 cebule
  • 1 marchewka
  • 1/4 selera
  • około 2 łyżek oleju rzepakowego
  • 1 czerstwa bułka
  • 1 jajko
  • 2 listki laurowe
  • szczypta świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • kieliszek jakiegoś mocnego alkoholu (brandy, koniaku lub np. wódki)

Przygotowanie:

1. W dużym garnku rozgrzewamy olej. Wrzucamy mięso, pokrojone na mniejsze kawałki (nie zbyt małe, by za szybko nie wyschły), dodajemy cebulę, pokrojoną w ćwiartki, marchewkę i seler, pokrojone namałe kawałki oraz liście laurowe.
2. Dusimy wszystko pod przykryciem, aż mięso i warzywa zmiękną. Od czasu do czasu obracamy, by smażyło się równomiernie. W pewnym momencie prawdopodobnie będziecie musieli wszystko podlać odrobiną wody. Na koniec dodajemy wątróbkę i dusimy jeszcze jakiś czas, aż nie będzie surowa (zbyt długo duszona wątróbka powoduje, że pasztetbywa gorzki).
3. Gdy mięso i warzywa zmiękną wrzucamy do garnka czerstwą bułkę i czekamy aż nasiąknie.
4. Przestudzone mięso, razem z bułką i warzywami blendujemy lub przeciskamy przez maszynkę do mięsa. Doprawiamy obficie solą, pieprzem i szczyptą gałki muszkatołowej oraz wybranym alkoholem. Na koniec do mięsa dodajemy jajko.
5. Masę przekładamy do keksówek wyłożonych folią aluminiową lub papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 175 st. C bez termoobiegu.
6. Pieczemy około 20 - 30 minut.

Pasztet podajemy schłodzony do temperatury pokojowej.
Smacznego ☺
szyszkin-ciągle-pichci
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...