Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie gotowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 lipca 2018

kotlety ziemniaczane z serem



Kotlety ziemniaczane, żadne odkrycie. Ale to dobre, tanie danie może być świetnym pomysłem na zużycie ziemniaków z poprzedniego obiadu albo takich, których po prostu ugotowaliśmy za dużo. Oczywiście można przygotować te kotlety specjalnie gotując ziemniaki, ale warto ugotować je godzinę lub dwie wcześniej. Do ciasta możecie dodać posiekaną natkę pietruszki lub koperek. A w wersji mięsnej, możecie do ciasta ziemniaczanego wkroić kilka plasterków dobrej szynki, drobno posiekanej. Do dzieła!


Składniki:
  • ugotowane w mundurkach i ostudzone ziemniaki 
  • 1 nieduża cebula (na około 1/2 kg ziemniaków) 
  • mąka pszenna (około 2 - 3 łyżek na pół kilograma ziemniaków - ilość mąki zależy tak naprawdę od gatunku ziemniaków) 
  • jajko (1 jajko na pół kilograma ziemniaków) 
  • kulki mozzarelli (ja wykorzystałam jedną, a miałam około 0,5 kg ziemniaków) 
  • sól i pieprz
  •  bułka tarta 
  • łyżka masła 
  • olej rzepakowy do smażenia

Przygotowanie:

1. Ziemniaki przeciskamy przez praskę.

2. Cebulę kroimy w bardzo drobną kostkę i podsmażamy na łyżce masła, aż będzie miękka i złocista.

3. Do ziemniaków dodajemy podsmażoną cebulę, wbijamy jajka i dodajemy mąkę. Doprawiamy solą i pieprzem (kotlety należy doprawić dosyć intensywnie, ponieważ same ziemniaki są dość mdłe). Wszystko dokładnie mieszamy.

4. Z masy ziemniaczanej formujemy kulki wielkości mniejszych piłek tenisowych. Rozpłaszczamy w dłoni, na środku układamy kawałek mozzarelli (około 1 x 2 cm) i formujemy kotlety, pilnując przy tym, by ser był dokładnie przykryty przez ziemniaki.

5. Kotlety obtaczamy w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym oleju (na niedużym ogniu) z dwóch stron do momentu, aż staną się złocisto – brązowe.

6. Kotlety podajemy na gorąco, bo tylko wtedy ser idealnie wylewa się ze środka.


Smacznego!

sobota, 23 czerwca 2018

bigos z młodej kapusty



Bigosik z młodej kapusty ma niewiele wspólnego z zimowym, ciężkim bigosem na wędzonych śliwkach. Jest wiosna, jemy lżej. Ale młoda kapusta z odrobiną "mięsiwa" także świetnie smakuje i ja przygotowuję ją dość często. Podaję zazwyczaj z chlebem lub ziemniakami.

Ja do mojej kapusty dodałam wędzony boczek i kiełbasę, ale spokojnie, jeśli macie kawałek wieprzowiny (łopatkę albo np. żeberka), możecie je dodać. Wystarczy je tylko porządnie podsmażyć i wrzucić do garnka.  Ponieważ bigos z młodej kapusty przygotowuje się dość szybko, a sam gotuje się dużo krócej od tego zimowego, nie dodawałabym wołowiny. Bałabym się, że mięso może nie zmięknąć w tak krótkim czasie.


Potrzebujemy (na dość duży garnek):
  • duża główka kapusty, posiekanej
  • 2 duże cebule, pokrojone w półplasterki
  • około 400 g wędzonego boczku, pokrojonego w kostkę
  • 2 - 3 kiełbasy, najlepszej jakości, pokrojone w kostkę 
  • około 4 łyżek koncentratu pomidorowego
  • łyżka oleju rzepakowego lub np. smalcu
  •  sól i świeżo mielony pieprz
  • sok z około 1/2 cytryny
  • pół pęczka świeżego koperku

Przygotowanie:

1. Do garnka wlewamy łyżkę oleju (chyba że macie bardzo tłusty boczek, wtedy smażymy go na suchej patelni - mój prawie nie miał tłuszczu) i, gdy się porządnie rozgrzeje, wrzucamy boczek i kiełbasę. Podsmażamy kilka minut, aż pięknie się zarumienią.

2. Do boczku i kiełbasy wrzucamy cebulę i smażymy jeszcze kilka minut. Na niezbyt dużym ogniu, by zdążyła zmięknąć i się nie spaliła.

3. Gdy cebula zmięknie i ładnie się zarumieni, dodajemy do garnka kapustę. Lekko ją solimy (sól wyciąga z kapusty wodę, dzięki czemu szybciej mięknie), wlewamy około pół szklanki wody, dodajemy koncentrat i dusimy, co jakiś czas mieszając, do czasu aż kapusta zmięknie, a woda odparuje.

Uwaga! Jeśli jest taka potrzeba, bo kapusta ciągle twarda, ale zaczyna przywierać, dolejcie jeszcze trochę wody.

4. Na koniec doprawiamy wszystko solą, pieprzem i - jeśli jest taka potrzeba - sokiem z cytryny. Wrzucamy posiekany koperek, mieszamy i gotowe!

Smacznego!

poniedziałek, 18 czerwca 2018

truskawki zapiekane pod koglem moglem


Niech podniesie rękę ten, kto w dzieciństwie nie oblizywał się na samą myśl o koglu moglu. Ja dobrze pamiętam, jak leciałam do kuchni po usłyszeniu dźwięku ubijanego żółtka. Potem wiele lat kogla mogla nie jadłam, bo był to deser całkiem zapomniany i dziś - tego z żółtek ubijanych na surowo - na pewno bym nie zjadła. Ale by zabezpieczyć się przed salmonellą i innymi świństwami z surowych jajek, możemy zastosować dwa triki. Po pierwsze możemy żółtka z cukrem ubić w misce nad garnkiem z gotującą się wodą albo kogel mogel upiec. Dziś wersja nr 2. Z dodatkiem owoców (truskawek, malin, borówek albo brzoskwiń) smakuje świetnie. Przygotowanie takiego deseru zajmuje maksymalnie 15 minut, rewelacyjnie się prezentuje i naprawdę cieszy podniebienie. Dzisiaj wersja z truskawkami, bo sezon w pełni.


Potrzebujemy (na 2 porcje):
  • 2 żółtka od kur z wolnego wybiegu
  • 2 łyżki cukru
  • truskawki (po około 2 - 3 na porcję)

Przygotowanie:

1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C bez termoobiegu.

2. Truskawki myjemy, osuszamy i te większe przekrajamy na połówki. Układamy w naczyniach żaroodpornych.

3. Żółtka ubijamy z cukrem na gęstą, prawie białą masę. Możemy ręcznie, możemy mikserem. Nie ma to żadnego znaczenia.

4. Masę przelewamy do foremek z truskawkami i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy około 10 minut do czasu, aż skorupka lekko się zarumieni.

Podajemy po lekkim przestygnięciu, ale wciąż na ciepło!

Smacznego!

wtorek, 12 czerwca 2018

łazanki z młodej kapusty z boczkiem


Łazanki. Danie z przeszłości. Choć w moim domu ich nie było, pamiętam je ze szkolnej stołówki i wcale nie kojarzą mi się najlepiej. Nie wiem dlaczego, ale kilkuletnim dzieciom dawali łazanki z kiszonej kapusty z pieczarkami (o nie najprzyjemniejszym kolorze) i "kulkami" twardego mielonego. Nie było to najsmaczniejsze, chociaż w porównaniu do "schabowych" z mortadeli, zjadliwe. Ale pamiętam też pyszne łazanki w domu mojego sąsiada i pewnie dlatego nie jestem do nich zrażona na zawsze (tak jak do smażonej mortadeli).

Dziś rano, weszłam do mojego ulubionego warzywniaka, zobaczyłam główki pięknej młodej kapusty i tak mnie na łazanki naszło. Dodałam do moich łazanek wędzonego boczku, bo lubię, ale możecie ten składnik pominąć albo zastąpić go odrobiną dobrej jakości kiełbasy. Zaczynamy?

Potrzebujemy (na duży garnek łazanek):
  • duża główka kapusty, posiekanej
  • 2 duże cebule, pokrojone w półplasterki
  • około 400 g wędzonego boczku, pokrojonego w kostkę
  • łyżka oleju rzepakowego lub np. smalcu
  •  sól i świeżo mielony pieprz
  • sok z około 1/2 cytryny
  • opakowanie makaronu do łazanek

Przygotowanie:

1. Do garnka wlewamy łyżkę oleju (chyba że macie bardzo tłusty boczek, wtedy smażymy go na suchej patelni - mój prawie nie miał tłuszczu) i, gdy się porządnie rozgrzeje, wrzucamy boczek. Podsmażamy kilka minut, aż pięknie się zarumieni.

2. Do boczku wrzucamy cebulę i smażymy jeszcze kilka minut. Na niezbyt dużym ogniu, by zdążyła zmięknąć i się nie spaliła.

3. Gdy cebula zmięknie i ładnie się zarumieni, dodajemy do garnka kapustę. Lekko ją solimy (sól wyciąga z kapusty wodę, dzięki czemu szybciej mięknie), wlewamy około pół szklanki wody i dusimy, co jakiś czas mieszając, do czasu aż kapusta zmięknie, a woda odparuje.

Uwaga! Jeśli jest taka potrzeba, bo kapusta ciągle twarda, ale zaczyna przywierać, dolejcie jeszcze trochę wody.

4. W międzyczasie gotujemy makaron do łazanek, w dużej ilości osolonej wody, al dente. Ugotowany makaron odcedzamy.

5. Gdy kapusta jest już miękka, a płyny odparowały, doprawiamy ją solą, dużą szczyptą pieprzu i sokiem z cytryny do smaku. 

6. Kapustę mieszamy z makaronem i gotowe!

Smacznego!

czwartek, 7 czerwca 2018

drożdżówki z ricottą i truskawkami

 



Pieczenie drożdżówek i ciasta drożdżowego to ostatnio moja pasja. Wymyślam nowe nadzienia i dodatki. Pewnie z resztą zauważyliście to na blogu :) Ma to związek głównie z tym, że znalazłam - nie boję się użyć tego słowa - idealny przepis na ciasto. Zagniata się je łatwo (szczególnie, jeśli robi to za mnie robot), rośnie szybko, a bułeczki piecze się maksymalnie 13 minut.

Dziś wykorzystałam ricottę, czyli włoski twaróg, ponieważ miałam go w lodówce. Myślę, że równie dobrze możecie zrobić bułeczki z klasycznym, polskim twarogiem, zmielonym minimalnie dwukrotnie. Nie dodawajcie jednak wtedy do niego mąki ziemniaczanej. Dodaje się ją do ricotty, ponieważ jest ona dużo rzadsza od polskiego twarogu.


Składniki:
  • szklanka truskawek, opłukanych i pokrojonych na mniejsze kawałki
  • około 500 g ricotty
  • kropla pasty waniliowej lub odrobina naturalnego aromatu waniliowego
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej

ciasto:
  • około 650 g mąki pszennej tortowej 
  • 2 łyżeczki suszonych drożdży (14 g) 
  • 5 czubatych łyżek cukru 
  • 250 ml ciepłego mleka 
  • 4 duże jajka 
  • 100 g roztopionego masła

Przygotowanie:

1. Zaczynamy od ciasta. Do dużej miski wsypujemy mąkę, cukier, drożdże. Dodajemy jajka i mleko. Mieszamy.

2. Gdy wszystkie składniki się połączą, rozpoczynamy wyrabiać ciasto ręcznie. Dodajemy stopniowo pozostałą mąkę i wyrabiamy. Gdy ciasto przestanie się kleić do rąk i będzie elastyczne, dodajemy roztopione masło. Wyrabiamy jeszcze około 10 minut ręcznie lub około 6 minut robotem.

3. Gotowe ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na około 40 minut.

4. Pięknie wyrośnięte ciasto wałkujemy na podsypanej mąką stolnicy na duży prostokąt o grubości około 1 cm. 

5. Ricottę mieszamy z żółtkami, cukrem pudrem, wanilią i mąką ziemniaczaną. 

6. Masę serową rozsmarowujemy na rozwałkowanym cieście i posypujemy pokrojonymi truskawkami.

7. Ciasto wszystko zwijamy jak klasyczną roladę (zwijamy od dłuższego boku). Kroimy "roladę" na kawałki o grubości około 1,5 cm i układamy płasko na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Wszystko znów przykrywamy i odstawiamy na jeszcze 20 minut. 

8. W międzyczasie piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C bez termoobiegu.

9. Wyrośnięte drożdżówki pieczemy partiami około 12 - 13 minut, aż lekko się zarumienią.

Gorące odstawiamy do lekkiego przestygnięcia i choć mówią, by nie jeść gorącego ciasta drożdżowego, nie da się ukryć, że właśnie takie jest najsmaczniejsze!

Smacznego!
 

czwartek, 31 maja 2018

drożdżówki z truskawkami i kruszonką



Uff, upał nie odpuszcza. Dziś we Wrocławiu było ponad 30 stopni w cieniu! I chociaż rano planowałam kuchenną absencję, to już koło południa kolejne pomysły przyciągnęły mnie do kuchni. Jutro wcześnie rano wyjeżdżam na weekend, a w lodówce pełna kobiałka pysznych truskawek. Nie chciałam, żeby się zmarnowały, więc postanowiłam przygotować drożdżówki, które zawsze się udają. Jutro w podróży każdy na pewno z wielką chęcią zje pyszną, domową drożdżówkę! Pieczenie ciasta drożdżowego przy takiej temperaturze ma wiele korzyści. Po pierwsze ciasto w upale rośnie błyskawicznie, a po drugie bułeczki pieką się maksymalnie 15 minut, więc włączenie piekarnika nie jest aż tak uciążliwe.

Oczywiście nie zużyłam wszystkich truskawek, do przygotowania około 16 – 17 drożdżówek z tego przepisu potrzebujemy około szklanki, resztę więc zamroziłam.


Składniki (na około 16 – 17 bułeczek):
  • szklanka truskawek, oczyszczonych i pokrojonych na połówki
ciasto:
  • około 650 g mąki pszennej tortowej 
  • 2 łyżeczki suszonych drożdży (14 g) 
  • 5 czubatych łyżek cukru 
  • 250 ml ciepłego mleka 
  • 4 duże jajka 
  • 100 g roztopionego masła
kruszonka:
  • 100 g zimnego masła 
  • 100 g cukru 
  • 160 g mąki pszennej

Przygotowanie:

1. Do dużej miski wsypujemy mąkę, cukier, drożdże. Dodajemy jajka i mleko. Mieszamy.

2. Gdy wszystkie składniki się połączą, rozpoczynamy wyrabiać ciasto ręcznie. Dodajemy stopniowo pozostałą mąkę i wyrabiamy. Gdy ciasto przestanie się kleić do rąk i będzie elastyczne, dodajemy roztopione masło. Wyrabiamy jeszcze około 10 minut ręcznie lub około 6 minut robotem.

3. Gotowe ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na około 40 minut.

4. Pięknie wyrośnięte ciasto wałkujemy na podsypanej mąką stolnicy na grubość około 1 cm. Wycinamy okrągłe placki o wielkości około 10 cm. Gotowe układamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Uwaga, krążki urosną, więc układamy je w dość dużej odległości od siebie. W każdym placku robimy okrągłe wgłębienie (najlepiej dnem jakiejś szklanki), a w nim układamy kawałki truskawek. Wszystko znów przykrywamy i odstawiamy na jeszcze 15 minut.

5. Teraz rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C bez termoobiegu i przygotowujemy kruszonkę. Wszystkie składniki lekko ugniatamy dłońmi, aż powstaną okruchy.

6. Wyrośnięte drożdżówki posypujemy obficie kruszonką i pieczemy około 12 - 15 minut, aż ładnie wyrosną i się zarumienią.


Choć mówią, by nie jeść gorącego ciasta drożdżowego, nie da się ukryć, że właśnie takie jest najsmaczniejsze!

Smacznego!



wtorek, 29 maja 2018

chłodnik z botwinki

 


Uff jak gorąco. Przed chwilą termometr za moim oknem pokazał 28 st. C, choć usytuowany jest w cieniu (!). A to dopiero końcówka maja! Jak tak dalej pójdzie, to co będzie w lipcu?! Dobra, nie będę narzekać. Jestem zwierzęciem ciepłolubnym i nieodpornym na deszcz i szarugę. Do upału po prostu trzeba się przyzwyczaić. Klimatyzatory domowe nie są już takie drogie, chociaż mam to szczęście, że mieszkam w starym budynku, gdzie ściany zewnętrzne mają po 50 cm i wyjątkowo dobrze utrzymują przyjemny chłód. Do tego odpowiednie zasuwanie rolet zewnętrznych i zamykanie/otwieranie okien w odpowiednich porach dnia. Ubieram należy się lekko, w ciuchy z materiałów naturalnych i piję bardzo dużo wody. A na koniec - często robię chłodniki! 

Na blogu znajdziecie już kilka przepisów na "chłodne" zupy (mi.in. świetny chłodnik z melona; przepis tutaj). Dzisiaj przyszła pora na chłodnik z botwinki. 

Ten chłodnik jest taki, jaki robiła moja babcia. Zawsze ścierała jajko bezpośrednio do garnka. Jeśli jednak macie ochotę zrobić inaczej, połówki jajek dodajcie tuż przed podaniem :)


Składniki:
  • pęczek botwinki
  • około 1,5 litra kefiru
  • 4 duże jajka z wolnego chowu
  • pęczek rzodkiewki
  • 4 - 5 ogórków gruntowych
  • koperek + szczypiorek (według upodobań)
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • szczypta cukru
  • łyżka octu winnego

Przygotowanie:  

1. Zaczynamy od ugotowania botwinki. Buraczki obieramy i kroimy w kostkę. Łodygi i liście kroimy drobno. Do garnka wlewamy około pół litra wody i wrzucamy buraczki (łodygi i liście dodamy później, żeby się nie rozgotowały). Gotujemy do miękkości. Następnie dodajemy łodygi i liście, dolewamy jeszcze trochę wody (nie za dużo, tylko tyle, by przykryć botwinkę) i gotujemy jeszcze kilka minut. Gdy wszystko będzie miękkie dodajemy do botwinki ocet, dzięki czemu będzie miała piękny różowy kolor. Pozostawiamy do ostygnięcia.

2.  W międzyczasie gotujemy jajka na twardo i pozostawiamy do ostygnięcia.

3. Do dużego garnka wlewamy kefir i botwinkę. Rzodkiewki, obrane ogórki i jajka ścieramy na tarce o grubych oczkach. Dodajemy do botwinki.

4. Koperek siekamy drobno i dodajemy do naszego chłodnika. 

Uwaga! Szczypiorek dodajemy bezpośrednio do talerza, tuż przed podaniem. Dzięki temu, chłodnik dłużej zachowa świeżość (dodatek szczypioru czy cebuli do chłodnika powoduje, że szybciej się psuje).

5. Na koniec doprawiamy wszystko solą, pieprzem i ewentualnie odrobiną cukru.

Przed podaniem porządnie schładzamy!

Smacznego!

piątek, 18 maja 2018

sałatka ziemniaczana z boczkiem



Majówka za nami, więc sezon grillowy w pełni. Co podać do mięsa? Jakie sałatki? Na blogu znajdziecie już kilka przepisów na dania na grilla (tutaj), m.in. moją ulubioną, prostą sałatkę z ogórków Lucindy (przepis znajdziecie tutaj). Dzisiaj nadszedł czas na pyszną sałatkę ziemniaczaną i sama się zastanawiam, dlaczego tak późno pojawia się na blogu.

Przygotowuję tę sałatkę zawsze na oko. Ilość wszystkich składników uzależniam od ilości ziemniaków. Szczególnie jeśli chodzi o ogórki, zawsze dodaję je na końcu, kiedy już wiem, ile "kwasu" potrzeba mojej sałatce. Dodaję część, mieszam i jeśli jest taka potrzeba, dodaję więcej. Solą i pieprzem także doprawiam na końcu. Boczek i ogórki są słone, więc szczególnie z solą należy uważać.

Zaczynamy?


Potrzebujemy:
  • około 2 kg ziemniaków sałatkowych dobrej jakości (typu A, np. Ditta, Denar, Vineta)
  • około 300 g boczku wędzonego, pokrojonego w drobną kostkę
  • około 10 - 12 ogórków kiszonych (nie podaję konkretnej ilości, bo wszystko zależy od ich wielkości i poziomu kwasowości)
  • pęczek szczypiorku lub cebulki dymki
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • łyżka oleju rzepakowego (jeśli boczek jest bardzo tłusty, nie ma potrzeby dodawać oleju)

Przygotowanie: 

1. Zaczynamy od ugotowania ziemniaków w mundurkach. Ugotowane pozostawiamy do lekkiego przestygnięcia (nie warto parzyć sobie dłoni), a następnie obieramy i kroimy w dość dużą kostkę.

2. Gdy ziemniaki stygną, podsmażamy boczek na chrupiąco (jeśli ma niewiele tłuszczu, dodajemy łyżkę oleju), a ogórki i dymkę kroimy (niezbyt drobno).

3. Do pokrojonych ziemniaków dodajemy podsmażony boczek i część wytopionego tłuszczyku. 

To on razem z sokiem z ogórków stworzy nasz dressing. Warto dodać jeszcze gorący boczek do jeszcze lekko ciepłych ziemniaków. Dzięki temu, ziemniaki wchłoną trochę tłuszczu i będą jeszcze smaczniejsze.

4. Do ziemniaków i boczku dodajemy ogórki i dymkę (ogórków tyle, by zrównoważyć smak słonego boczku).

5. Doprawiamy wszystko dużą szczyptą pieprzu, mieszamy i - jeśli jest taka potrzeba - dodajemy jeszcze trochę soli.

Smacznego!

czwartek, 17 maja 2018

zupa botwinkowa (botwinka)



W swojej kuchni staram się jak najczęściej korzystać z produktów sezonowych. Zimą, kiedy trudno o jakiekolwiek polskie, zdrowe warzywa i jesteśmy zmuszeni korzystać z tych importowanych, często bez smaku, kiedy pomidory i ogórki nie mają smaku, tęsknię za wiosną. Kocham wiosnę.
Teraz, kiedy nastała, na bazarach i targowiskach aż roi się od nowalijek! Powinniśmy się nimi cieszyć jak najczęściej i wykorzystywać na miliony sposobów.

Młode, delikatne liście buraków nie mają sobie równych. Mają wiele zastosowań, chociaż w Polsce najczęściej podaje się je w postaci pysznej delikatnej zupy. Botwinka to jedna z tych zup, na które czekam cały rok.

Jak każdą zupę, botwinkę najlepiej przygotowywać na delikatnym wywarze lub bulionie domowej roboty. Jeśli jednak bardzo się spieszycie inie macie czasu, by go przygotować, użyjcie wywaru lub bulionu z kostki lub koncentratu. Pamiętajcie jednak, by były to te najlepszej jakości, ekologiczne i bez glutaminianu sodu. To podstawa.


Składniki (na garnek zupy):
  • 2 - 3 pęczki młodej botwinki 
  • 1,5 - 2 litry wywaru warzywnego lub bulionu drobiowego  
  • mały pęczek świeżego koperku 
  • 3 - 4 łyżki kwaśnej gęstej śmietany 
  • sok z cytryny 
  • sól i świeżo mielony pieprz  
  • szczypta cukru 
 
+ do podania jaja na twardo i posiekany koperek


Przygotowanie:

1. Wywar lub bulion doprowadzamy do wrzenia. Botwinkę siekamy. Do garnka wrzucamy najpierw posiekane buraczki i gotujemy chwilę do miękkości. Następnie wrzucamy posiekane łodyżki, a po kilku minutach liście.

Dzięki stopniowemu wrzucaniu "elementów" botwinki mamy pewność, że mini buraczki będą miękkie, a liście nierozgotowane.

2. Gdy buraczki zmiękną, wszystko doprawiamy solą, pieprzem i szczyptą cukru i zakwaszamy sokiem z cytryny (do smaku).

3. Na koniec dodajemy do zupy śmietanę (zahartowaną odrobiną gorącej zupy) i porządną ilość posiekanego koperku. 
 
Uwaga! Pamiętajcie, by po dodaniu śmietany, nie zagotowywać już zupy!

Na talerzach układamy po połowie jajka, zalewamy gorącą zupą, doprawiamy odrobiną posiekanego koperku i od razu podajemy.

Smacznego!

czwartek, 10 maja 2018

kilka słów o bobie oraz o tym, jak bób gotowała babcia Uta



Już jest! Mój ukochany, świeży, najlepszy. Bób. W sezonie mogę jeść go w nieskończoność, ale czy bób jest zdrowy? Podobnie jak inne rośliny strączkowe, bób ma mnóstwo wartości odżywczych. Ma niską zawartość sodu, jest bogaty w potas oraz rozpuszczalny błonnik, który obniża poziom cholesterolu oraz reguluje ciśnienie krwi.

Gotowany bób nie jest niskokaloryczny. 100 gramów bobu zawiera 110 kcal, jednak dzięki niskiej zawartości tłuszczu i sporej ilości rozpuszczalnego błonnika jest pożądanym składnikiem diety odchudzającej. Bób spowalnia proces trawienia i na długo pozostawia uczucie sytości, dlatego może pomóc kontrolować wagę.

Poza tym bób jest bardzo bogaty w kwas foliowy, który niezbędny jest kobietom w ciąży, jednak nie tylko. Niedobór kwasu foliowego u osób dorosłych może doprowadzić do problemów ze snem, a nawet do depresji. Poza tym kwas foliowy świetnie wpływa na zdrowie skóry, włosów i paznokci.

Acha, jeszcze jedno. Spożywanie bobu może wspierać walkę z anemią.*

Wiem, że ugotowanie bobu nie jest specjalnie skomplikowany, ale chciałam się tu z wami podzielić sposobem mojej babci Uty, któremu od lat wierna jest cała moja rodzina. Czy pomyśleliście kiedyś, by do wody, oprócz soli, dodać mały pęczek świeżego koperku? Jeśli nie, spróbujcie koniecznie. Myślę, że Uta bobu bez kopru nawet by nie tknęła :)




Pamiętajcie również, że młody bób jest pyszny również na surowo (jak zielony groszek), np. w pysznej paście z czosnkiem, oliwą i miętą.

To co? Ugotujemy trochę bobu?

Potrzebujemy:
  • 0,5 kg świeżego bobu lub dużo dużo więcej
  • mały pęczek koperku
  • około łyżeczki soli

Gotowanie:

Bób razem z solą i koprem zalewamy dużą ilością zimnej wody. Nie przykrywamy! Przykrywanie gotujących się zielonych warzyw (brokułów, groszku, fasolki) sprawia, że tracą swój piękny zielony kolor.

Gotujemy bób do miękkości lub - tak jak ja lubię najbardziej - al dente. Po ugotowaniu koper wyrzucamy. Ja jem bób prosto z durszlaka, bo tak smakuje mi najbardziej :)

Smacznego i na zdrowie!

Źródło informacji: www.poradnikzdrowie.pl; www.lokalnyrolnik.pl
jednak dzięki niewielkiej zawartości tłuszczu i sporej ilości rozpuszczalnego błonnika jest jednym z pożądanych składników diety odchudzającej

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-bob-jest-zdrowy-wlasciwosci-odzywcze-i-lecznicze-bobu_41741.html
Bób, podobnie jak inne rośliny strączkowe, jest skarbnicą wartości odżywczych. Ceni się go ze względu na liczne właściwości lecznicze. Bób m.in. wiąże kwasy żółciowe w jelicie grubym, a tym samym obniża stężenie cholesterolu LDL we krwi. Z kolei dzięki dużej zawartości kwasu foliowego może zapobiec wystąpieniu wad rozwojowych u płodu i wspomóc proces leczenia niedokrwistości

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-bob-jest-zdrowy-wlasciwosci-odzywcze-i-lecznicze-bobu_41741.html
Bób, podobnie jak inne rośliny strączkowe, jest skarbnicą wartości odżywczych. Ceni się go ze względu na liczne właściwości lecznicze. Bób m.in. wiąże kwasy żółciowe w jelicie grubym, a tym samym obniża stężenie cholesterolu LDL we krwi. Z kolei dzięki dużej zawartości kwasu foliowego może zapobiec wystąpieniu wad rozwojowych u płodu i wspomóc proces leczenia niedokrwistości

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-bob-jest-zdrowy-wlasciwosci-odzywcze-i-lecznicze-bobu_41741.html

piątek, 27 kwietnia 2018

muffiny bananowo - czekoladowe



Muffiny to według mnie jeden z najprostszych deserów w formie ciastek, jakie znam. Kilka składników, mokre mieszamy oddzielnie, suche też, pieczemy około 20 minut i gotowe.  Był czas, że piekłam muffiny i babeczki raz na kilka dni. Na blogu znajdziecie blisko 60 przepisów, ale ostatni pojawił się w styczniu, z okazji WOŚP i dla wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wszystkie przepisy na muffiny i babeczki, z najróżniejszymi dodatkami, także wegańskie, znajdziecie tutaj.

Od tamtej pory właściwie trochę o muffinach zapomniałam. Do wczoraj. Zadzwoniła koleżanka, że wpada na kawę, nie miałam nic "słodkiego", a na stole leżały dotknięte już zębem czasu banany. Choć wiem, że takie sczerniałe banany są najlepsze, najsłodsze i najbardziej aromatyczne, to na surowo już ich nie zjem. Szybko wpadłam na pomysł, by upiec muffiny bananowe. A że banan z czekoladą to świetny duet, nie miałam wątpliwości, że właśnie takimi babeczkami poczęstuję koleżankę.

Przygotowując jakiekolwiek muffiny (nie babeczki) powinniśmy pamiętać o dwóch zasadach:
- po pierwsze zawsze oddzielnie mieszamy suche i "mokre" składniki i "mokre" przelewamy do suchych,
- a po drugie mieszamy szybko, najlepiej widelcem, tylko do połączenia składników. Im dłużej będziemy mieszać, tym ciasto będzie bardziej zwarte i mniej puszyste.

Teraz możecie zapytać, dlaczego napisałam, że babeczki (cupcakes) przygotowujemy inaczej. A dlatego, że babeczki są mniejsze, mniej wyrośnięte, o bardziej zwartej strukturze. Tu ciasto możemy mieszać mikserem i zazwyczaj nie dzielimy składników na suche i "mokre".

Przygotowując, a właściwie mieszając ciasto na muffiny warto pamiętać, że im mniej się staramy, tym zazwyczaj lepsze ciastka wychodzą z piekarnika.

Dzisiejszy przepis pochodzi z książki "Nigella Kitchen: Recipes from the Heart of the Home" Nigelli Lawson. Lekko go zmodyfikowałam.

Zaczynamy?


Składniki (na około 14 muffinów):
  • 3 duże, dojrzałe banany
  • 225 g mąki pszennej typ 450 - 550
  • 125 g brązowego cukru (w oryginalnym przepisie jest mniej, według mnie za mało. Śmiało można użyć cukru białego)
  • 3 czubate łyżki kakao
  • 1 łyżeczka sody lub proszku do pieczenia
  • szczypta soli (Nigella jej nie dodaje, ale ja zawsze, gdy przygotowuję ciasta czekoladowe. Sól podbija smak czekolady)
  • 2 duże jajka 
  • 125 ml oleju roślinnego (np. rzepakowego)

Przygotowanie:

1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C bez termoobiegu (góra - dół).

2. Wszystkie składniki suche mieszamy w jednej misce. 

3. Banany rozgniatamy widelcem, niezbyt dokładnie. Przekładamy je do drugiej miski, dodajemy jajka i olej i mieszamy.

4. Mokre składniki przelewamy do suchych i szybko mieszamy widelcem, tylko do połączenia składników.

5. Ciasto przekładamy do formy na muffiny, wyłożonej papierowymi papilotkami, maksymalnie do 3/4 ich wysokości (muffiny mocno rosną).

6. Muffiny pieczemy około 15 - 20 minut, do tzw. suchego patyczka (u mnie było to 17 minut, ale różne są piekarniki, warto to monitorować).

7. Gotowe muffiny wykładamy na kratkę i zostawiamy do przestygnięcia. 

Uwaga, muffiny świetnie smakują na ciepło! 

Smacznego! Cieszcie się smakiem muffinów i żałujcie, że przygotowaliście ich tak mało!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...