Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekspresowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekspresowo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 października 2018

ekspresowa zupa ze świeżych grzybów


 
Z czym kojarzy wam się jesień? Dla mnie to bezsprzecznie czas na dynie, śliwki, jabłka i grzyby. Te trzy pierwsze pojawiły się w tym roku wcześniej, Pan z warzywniaka mówi, że jak wszystko, nawet trzy - cztery tygodnie. Co z grzybami? Susza. W okolicach Wrocławia grzybów nie ma, może kilka kurek (ale tych nie umiem zbierać, bo ich normalnie nie widzę). Gdzieś na Podlasiu, na Kujawach i Mazurach grzyby się pojawiają, nawet w okolicach Poznania wraca się z grzybobrania z jakimiś pojedynczymi kapeluszami. U mnie ni ma! Nawet w sklepach!

Jakże się ucieszyłam dziś rano, gdy zobaczyłam w warzywniaku podgrzybki. Piękne, małe i jędrne. Nie takie "podeszwy", idealne! Normalnie podskoczyłam z radości i już widziałam te gary zupy grzybowej i sosów. Trochę mnie zmroziło, gdy zobaczyłam ich cenę, więc ograniczyłam zakupy do takiej ilości, pozwalającej na zrobienie mojej ulubionej, pysznej i przede wszystkim ekspresowej zupy ze świeżych grzybów. Tym razem z podgrzybków, ale już marzę o prawdziwkach...


Składniki:
  • około 1/2 kg świeżych podgrzybków, oczyszczonych i pokrojonych w plasterki
  • 1 duża cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 2 ząbki czosnku, w całości, lekko zgniecione
  • czubata łyżka masła (w wersji wegańskiej - oleju rzepakowego)
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • świeży koperek lub pietruszka
+ opcjonalnie do podania: makaron lub ziemniaki pokrojone w kostkę, ugotowane

bulion:
  • 2 marchewki
  • 2 korzenie pietruszki
  • 1 bulwa selera
  • 1 por
  • 1 cebula
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • pół łyżeczki pieprzu w ziarnach
  • sól
  • 2 gałązki świeżego (lub mrożonego) lubczyku (można go pominąć, ale dodaje fantastycznego "rosołowego" aromatu)

Przygotowanie:

bulion:

1. Warzywa korzeniowe i pora obieramy i kroimy w małe kawałki. Dzięki temu bulion szybciej się ugotuje. Cebulę opalamy nad ogniem lub opiekamy w piekarniku rozgrzanym do maksymalnej temperatury.
 
2. Warzywa zalewamy około 1,5 litrem zimnej wody i dodajemy liść laurowy, ziele angielskie, lubczyk i pieprz. Bulion posolimy na końcu. Gotujemy na małym ogniu, pod przykryciem przez około godzinę, półtorej. Na koniec doprawiamy solą.


zupa grzybowa:

1. Cebulę podsmażamy do miękkości na rozgrzanym maśle (lub oleju). Pod koniec dodajemy ząbki czosnku. Specjalnie pozostawiamy je w całości, bo im mniejsze kawałki czosnku, tym jego smak jest ostrzejszy. A my chcemy tylko lekkiego "czosnkowego" aromatu.

2. Do podsmażonej cebuli wrzucamy grzyby i na dość dużym ogniu podsmażamy przez około 5 minut, często mieszając. Grzyby powinny ładnie się podsmażyć. 

3. Gdy mamy już pewność, że grzyby nie są już surowe, wlewamy bulion. Gotujemy pod przykryciem około 15 - 20 minut. Grzyby powinny oddać swój smak i aromat.

4. Na koniec zupę doprawiamy solą i świeżo mielonym pieprzem.

Podajemy z makaronem (świetny jest łazankowy) lub z ziemniakami i dużą ilością zieleniny.

Smacznego!

wtorek, 17 lipca 2018

makaron z bobem i boczkiem



Dziś wariacja na temat klasycznej, włoskiej carbonary. Chyba jednego z najpopularniejszych dań z Półwyspu Apenińskiego. Z dodatkiem bobu, moich ukochanych sezonowych strączków. Ciekawa jestem, jak zareagowali by na to danie Włosi, chociaż wiem, że sami przygotowują podobną pastę z bobem i żółtkami (i z dodatkiem kwiatów cukinii ♡ ).

Jego przygotowanie zajmuje właściwie chwilę, ale koniecznie - z resztą jak większość włoskich past - trzeba to robić tuż przed podaniem. Odgrzewana carbonara jest praktycznie niejadalna! Jednak w przypadku dzisiejszego dania, można część składników przygotować wcześniej, a potem, np. po powrocie z pracy, ugotować tylko makaron i "złożyć" danie. Wystarczy wcześniej ugotować bób i podsmażyć boczek, a tuż przed wrzuceniem do makaronu, porządnie go podgrzać. Dodawany do makaronu musi być gorący!


Składniki (na około 4 porcje):
  • ulubiony makaron
  • 250 g bobu (poza sezonem można użyć mrożonego)
  • około 100 g surowego, wędzonego boczku, pokrojonego w kostkę
  • 2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 3 - 4 łyżki świeżo startego parmezanu lub sera grana padano
  • 4 żółtka
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz

Przygotowanie:

1. Bób gotujemy do miękkości w dużej ilości osolonej wody. Ugotowany, jeszcze gorący przelewamy dużą ilością zimnej wody. Dzięki temu po pierwsze - szybciej go schłodzimy, a po drugie - bób zachowa piękny zielony kolor. Ugotowany, przestudzony bób obieramy z łupinek. 

2. Na patelnię wrzucamy boczek i podsmażamy tak długo, aż wytopi się z niego tłuszcz, a sam pięknie się zarumieni. W tym momencie wrzucamy na patelnię czosnek i podsmażamy jeszcze minutę.

3. W międzyczasie gotujemy makaron al dente w dużej ilości osolonej wody.

4. Gdy makaron będzie idealnie ugotowany, odlewamy pół szklanki wody z jego gotowania. To trik włoskich szefów kuchni, by sos był bardziej aksamitny. Woda z gotującego się makaronu ma w sobie skrobię, która dodatkowo zagęści sos. Wystarczy pół szklanki :)

5. Makaron odcedzamy i szybko przerzucamy z powrotem do gorącego garnka. Dodajemy do niego podsmażony boczek z czosnkiem (bez tłuszczu). 

6. Żółtka szybko mieszamy w miseczce i przelewamy do makaronu. Pamiętajcie, by podczas tej operacji cały czas mieszać makaron. Dzięki temu żółtka nie zamienią się w jajecznicę :) Od razu dodajemy wodę z makaronu i parmezan. Szybko mieszamy.

7. Na koniec dodajemy bób i doprawiamy wszystko solą i pieprzem

Uwaga! Punkty 5 - 7 musimy wykonać naprawdę szybko. Tylko tak powstanie pyszny sos i nic się od siebie nie rozdzieli.

8. Makaron jest właściwie gotowy. Możemy posypać go natką pietruszki albo jeszcze odrobiną parmezanu.

Gotowe!

Buon appetito! 

czwartek, 12 lipca 2018

kotlety ziemniaczane z serem



Kotlety ziemniaczane, żadne odkrycie. Ale to dobre, tanie danie może być świetnym pomysłem na zużycie ziemniaków z poprzedniego obiadu albo takich, których po prostu ugotowaliśmy za dużo. Oczywiście można przygotować te kotlety specjalnie gotując ziemniaki, ale warto ugotować je godzinę lub dwie wcześniej. Do ciasta możecie dodać posiekaną natkę pietruszki lub koperek. A w wersji mięsnej, możecie do ciasta ziemniaczanego wkroić kilka plasterków dobrej szynki, drobno posiekanej. Do dzieła!


Składniki:
  • ugotowane w mundurkach i ostudzone ziemniaki 
  • 1 nieduża cebula (na około 1/2 kg ziemniaków) 
  • mąka pszenna (około 2 - 3 łyżek na pół kilograma ziemniaków - ilość mąki zależy tak naprawdę od gatunku ziemniaków) 
  • jajko (1 jajko na pół kilograma ziemniaków) 
  • kulki mozzarelli (ja wykorzystałam jedną, a miałam około 0,5 kg ziemniaków) 
  • sól i pieprz
  •  bułka tarta 
  • łyżka masła 
  • olej rzepakowy do smażenia

Przygotowanie:

1. Ziemniaki przeciskamy przez praskę.

2. Cebulę kroimy w bardzo drobną kostkę i podsmażamy na łyżce masła, aż będzie miękka i złocista.

3. Do ziemniaków dodajemy podsmażoną cebulę, wbijamy jajka i dodajemy mąkę. Doprawiamy solą i pieprzem (kotlety należy doprawić dosyć intensywnie, ponieważ same ziemniaki są dość mdłe). Wszystko dokładnie mieszamy.

4. Z masy ziemniaczanej formujemy kulki wielkości mniejszych piłek tenisowych. Rozpłaszczamy w dłoni, na środku układamy kawałek mozzarelli (około 1 x 2 cm) i formujemy kotlety, pilnując przy tym, by ser był dokładnie przykryty przez ziemniaki.

5. Kotlety obtaczamy w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym oleju (na niedużym ogniu) z dwóch stron do momentu, aż staną się złocisto – brązowe.

6. Kotlety podajemy na gorąco, bo tylko wtedy ser idealnie wylewa się ze środka.


Smacznego!

poniedziałek, 25 czerwca 2018

makaron z suszonymi pomidorami i anchois na obiad w 20 minut



Są takie dni, kiedy mam tyle pracy, że, gdy wracam do domu, muszę przygotować obiad dosłownie w 20 - 25 minut. A że tak bywa dość często, zazwyczaj jestem na taką sytuację przygotowana. Jak? Moja spiżarnia pęka w szwach od puszek i makaronów. Bo nie da się ukryć, że makaron jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem na obiad, gdy czasu po prostu brakuje. 

Co zatem zawsze mam w spiżarni?
- najlepszą oliwę z oliwek i różnego rodzaju octy
- pomidory w puszce (zazwyczaj kupuję te włoskie, bo są słodsze i smaczniejsze)
- tuńczyka i anchois (bo z nich naprawdę można wyczarować cuda)
- oliwki, kapary i suszone pomidory
- różne makarony, które kupuję jak szalona (chyba jestem od tego uzależniona)
- i dużo, dużo czosnku.

Z tych składników naprawdę można wyczarować cuda na obiad w 20 minut. Poza tym zawsze w lodówce mam duży kawałek parmezanu, który tylko czeka, gotowy do akcji, aż będę go potrzebować.

Przygotowanie obiadu w 20 minut nie jest oczywiście najprostsze, ale - gdy poznamy tajniki - wszystko idzie jak z płatka. Po pierwsze zaczynamy od wstawienia wody na makaron (a gdy się bardzo spieszę, zagotowuję wodę w czajniku). Dopiero, gdy wstawimy wodę, zaczynamy przygotowywać sos. To co, gotowi?

Uwaga! Znam bardzo wiele osób, które wprost nienawidzą anchois. Jestem w stanie to zrozumieć, bo ma specyficzny smak i nie jest on pewnie dla każdego. Ale! W przypadku tego sosu, anchois już na początku się rozgotuje w sosie i nie poczujecie jego charakterystycznego smaku. Poczujecie tylko fajny, słony aromat i naprawdę nie zrażajcie się jego obecnością w sosie.


Składniki (na 4 osoby):
  • ulubiony makaron
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 4 - 5 filecików anchois
  • pół słoiczka suszonych pomidorów (odsączonych z oliwy, której nie wylewamy!)
  • 2 puszki pomidorów
  • 2 -3 łyżki oliwy, w której marynowane były pomidory
  • garść listków bazylii (można zastąpić ją suszoną bazylią, ale smak będzie już inny)
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • opcjonalnie - odrobina suszonego chilli lub cukru (jeśli sos jest zbyt kwaśny)
+ parmezan do posypania


Przygotowanie:

1. Zaczynamy od wstawienia wody na makaron. To najważniejsze, by przygotować szybki obiad. Gdy zacznie wrzeć porządnie ją solimy (kiedyś mój włoski idol - Gennaro Contaldo - powiedział, że woda na makron musi być tak słona, jak Morze Śródziemne). Makaron gotujemy al dente.

2. Do misy blendera wrzucamy czosnek, pomidory suszone i anchois. Blendujemy na gładką pastę.

3. W głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy przygotowaną pastę. Smażymy 2 - 3 minuty, często mieszając. Po chwili wrzucamy pomidory. Dusimy wszystko na dość dużym ogniu, często mieszając, by sos szybko odparował. Na koniec, gdy sos zgęstnieje, doprawiamy go solą (uwaga, anchois są słone), pieprzem i ewentualnie odrobiną chilli i cukru.

4. Makaron odcedzamy, wrzucamy do sosu, dodajemy porwane listki bazylii i wszystko mieszamy.

Podajemy od razu, z odrobiną świeżo startego parmezanu.

Smacznego!

sobota, 23 czerwca 2018

bigos z młodej kapusty



Bigosik z młodej kapusty ma niewiele wspólnego z zimowym, ciężkim bigosem na wędzonych śliwkach. Jest wiosna, jemy lżej. Ale młoda kapusta z odrobiną "mięsiwa" także świetnie smakuje i ja przygotowuję ją dość często. Podaję zazwyczaj z chlebem lub ziemniakami.

Ja do mojej kapusty dodałam wędzony boczek i kiełbasę, ale spokojnie, jeśli macie kawałek wieprzowiny (łopatkę albo np. żeberka), możecie je dodać. Wystarczy je tylko porządnie podsmażyć i wrzucić do garnka.  Ponieważ bigos z młodej kapusty przygotowuje się dość szybko, a sam gotuje się dużo krócej od tego zimowego, nie dodawałabym wołowiny. Bałabym się, że mięso może nie zmięknąć w tak krótkim czasie.


Potrzebujemy (na dość duży garnek):
  • duża główka kapusty, posiekanej
  • 2 duże cebule, pokrojone w półplasterki
  • około 400 g wędzonego boczku, pokrojonego w kostkę
  • 2 - 3 kiełbasy, najlepszej jakości, pokrojone w kostkę 
  • około 4 łyżek koncentratu pomidorowego
  • łyżka oleju rzepakowego lub np. smalcu
  •  sól i świeżo mielony pieprz
  • sok z około 1/2 cytryny
  • pół pęczka świeżego koperku

Przygotowanie:

1. Do garnka wlewamy łyżkę oleju (chyba że macie bardzo tłusty boczek, wtedy smażymy go na suchej patelni - mój prawie nie miał tłuszczu) i, gdy się porządnie rozgrzeje, wrzucamy boczek i kiełbasę. Podsmażamy kilka minut, aż pięknie się zarumienią.

2. Do boczku i kiełbasy wrzucamy cebulę i smażymy jeszcze kilka minut. Na niezbyt dużym ogniu, by zdążyła zmięknąć i się nie spaliła.

3. Gdy cebula zmięknie i ładnie się zarumieni, dodajemy do garnka kapustę. Lekko ją solimy (sól wyciąga z kapusty wodę, dzięki czemu szybciej mięknie), wlewamy około pół szklanki wody, dodajemy koncentrat i dusimy, co jakiś czas mieszając, do czasu aż kapusta zmięknie, a woda odparuje.

Uwaga! Jeśli jest taka potrzeba, bo kapusta ciągle twarda, ale zaczyna przywierać, dolejcie jeszcze trochę wody.

4. Na koniec doprawiamy wszystko solą, pieprzem i - jeśli jest taka potrzeba - sokiem z cytryny. Wrzucamy posiekany koperek, mieszamy i gotowe!

Smacznego!

piątek, 22 czerwca 2018

najprostsze ciasto kokosowe


Dziś przepis na naprawdę dziwne, ale pyszne i ekspresowe ciasto kokosowe. Chodzi o to, że pieczemy taki a'la "biszkopt", a zaraz po wyciągnięciu zalewamy go polewą i czekamy, aż całkowicie ją wchłonie. Takie ciasto po ostygnięciu jest rozpływające się w ustach. Naprawdę dobre. Poza tym, jego przygotowanie trwa około 30 minut, więc jest to także przepis dla zapracowanych albo takich, którzy właśnie sobie przypomnieli, że za pół godziny mają gości. 

Przyznam, że nie wiem, jak to ciasto będzie smakowało następnego dnia, tzn. czy dalej będzie takie delikatne i aksamitne. Nie zdążyłam sprawdzić. Moi goście zjedli wszystko od razu, a większość prosiła o dokładkę.

Przepis na to ciasto zobaczyłam jakiś czas temu na Facebooku, w jakimś linku sponsorowanym, nie pamiętam jakim. Spisałam podstawowe składniki, ale ilość cukru wydawała mi się dość przerażająca. Bo i cukier w cieście i w mleku skondensowanym. Zmniejszyłam proporcje o połowę, ale i tak jest to ciasto dla fanów naprawdę słodkiego.


Składniki:

ciasto:
  • 200 g mąki pszennej
  • niepełna szklanka cukru
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200 ml mleka kokosowego 
  • 100 ml mleka
  • 4 duże jajka z chowu na wolnym wybiegu
  • 100 g roztopionego masła
polewa:
  • 200 ml mleka kokosowego
  • 200 ml mleka skondensowanego słodzonego
  • 50 ml mleka
+ wiórki kokosowe do posypania ciasta


Przygotowanie:

1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C bez termoobiegu.

2. W dużej misce ubijamy razem (można mikserem albo trzepaczką) żółtka z cukrem. Dodajemy mleko kokosowe, mleko, proszek do pieczenia i mąkę. Mieszamy do połączenia składników. Na koniec wlewamy do ciasta przestudzone, roztopione masło i jeszcze raz mieszamy.

3. Białka ubijamy na sztywną pianę. Partiami, po dużej łyżce dodajemy do ciasta i delikatnie mieszamy. Ciasto wylewamy na blaszkę, wyłożoną papierem do pieczenia.

4. Pieczemy 20 - 30 minut (czas zależy od wielkości blaszki i grubości ciasta). Najlepiej po 20 minutach sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest upieczone. Jeśli wyciągniemy suchy patyczek, ciasto jest gotowe. Jeśli będzie oblepiony przez ciasto, pieczemy jeszcze kilka minut.

5. Gotowe ciasto wyciągamy z piekarnika.

6. Możemy przygotować polewę. Wszystkie składniki mieszamy i wylewamy na gorące ciasto. Drewnianym patyczkiem nakłuwamy ciasto jak najgęściej, żeby wchłonęło polewę. Na koniec posypujemy ciasto wiórkami kokosowymi. Tak przygotowane ciasto pozostawiamy do przestygnięcia.

Smacznego!

poniedziałek, 18 czerwca 2018

truskawki zapiekane pod koglem moglem


Niech podniesie rękę ten, kto w dzieciństwie nie oblizywał się na samą myśl o koglu moglu. Ja dobrze pamiętam, jak leciałam do kuchni po usłyszeniu dźwięku ubijanego żółtka. Potem wiele lat kogla mogla nie jadłam, bo był to deser całkiem zapomniany i dziś - tego z żółtek ubijanych na surowo - na pewno bym nie zjadła. Ale by zabezpieczyć się przed salmonellą i innymi świństwami z surowych jajek, możemy zastosować dwa triki. Po pierwsze możemy żółtka z cukrem ubić w misce nad garnkiem z gotującą się wodą albo kogel mogel upiec. Dziś wersja nr 2. Z dodatkiem owoców (truskawek, malin, borówek albo brzoskwiń) smakuje świetnie. Przygotowanie takiego deseru zajmuje maksymalnie 15 minut, rewelacyjnie się prezentuje i naprawdę cieszy podniebienie. Dzisiaj wersja z truskawkami, bo sezon w pełni.


Potrzebujemy (na 2 porcje):
  • 2 żółtka od kur z wolnego wybiegu
  • 2 łyżki cukru
  • truskawki (po około 2 - 3 na porcję)

Przygotowanie:

1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C bez termoobiegu.

2. Truskawki myjemy, osuszamy i te większe przekrajamy na połówki. Układamy w naczyniach żaroodpornych.

3. Żółtka ubijamy z cukrem na gęstą, prawie białą masę. Możemy ręcznie, możemy mikserem. Nie ma to żadnego znaczenia.

4. Masę przelewamy do foremek z truskawkami i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy około 10 minut do czasu, aż skorupka lekko się zarumieni.

Podajemy po lekkim przestygnięciu, ale wciąż na ciepło!

Smacznego!

wtorek, 12 czerwca 2018

łazanki z młodej kapusty z boczkiem


Łazanki. Danie z przeszłości. Choć w moim domu ich nie było, pamiętam je ze szkolnej stołówki i wcale nie kojarzą mi się najlepiej. Nie wiem dlaczego, ale kilkuletnim dzieciom dawali łazanki z kiszonej kapusty z pieczarkami (o nie najprzyjemniejszym kolorze) i "kulkami" twardego mielonego. Nie było to najsmaczniejsze, chociaż w porównaniu do "schabowych" z mortadeli, zjadliwe. Ale pamiętam też pyszne łazanki w domu mojego sąsiada i pewnie dlatego nie jestem do nich zrażona na zawsze (tak jak do smażonej mortadeli).

Dziś rano, weszłam do mojego ulubionego warzywniaka, zobaczyłam główki pięknej młodej kapusty i tak mnie na łazanki naszło. Dodałam do moich łazanek wędzonego boczku, bo lubię, ale możecie ten składnik pominąć albo zastąpić go odrobiną dobrej jakości kiełbasy. Zaczynamy?

Potrzebujemy (na duży garnek łazanek):
  • duża główka kapusty, posiekanej
  • 2 duże cebule, pokrojone w półplasterki
  • około 400 g wędzonego boczku, pokrojonego w kostkę
  • łyżka oleju rzepakowego lub np. smalcu
  •  sól i świeżo mielony pieprz
  • sok z około 1/2 cytryny
  • opakowanie makaronu do łazanek

Przygotowanie:

1. Do garnka wlewamy łyżkę oleju (chyba że macie bardzo tłusty boczek, wtedy smażymy go na suchej patelni - mój prawie nie miał tłuszczu) i, gdy się porządnie rozgrzeje, wrzucamy boczek. Podsmażamy kilka minut, aż pięknie się zarumieni.

2. Do boczku wrzucamy cebulę i smażymy jeszcze kilka minut. Na niezbyt dużym ogniu, by zdążyła zmięknąć i się nie spaliła.

3. Gdy cebula zmięknie i ładnie się zarumieni, dodajemy do garnka kapustę. Lekko ją solimy (sól wyciąga z kapusty wodę, dzięki czemu szybciej mięknie), wlewamy około pół szklanki wody i dusimy, co jakiś czas mieszając, do czasu aż kapusta zmięknie, a woda odparuje.

Uwaga! Jeśli jest taka potrzeba, bo kapusta ciągle twarda, ale zaczyna przywierać, dolejcie jeszcze trochę wody.

4. W międzyczasie gotujemy makaron do łazanek, w dużej ilości osolonej wody, al dente. Ugotowany makaron odcedzamy.

5. Gdy kapusta jest już miękka, a płyny odparowały, doprawiamy ją solą, dużą szczyptą pieprzu i sokiem z cytryny do smaku. 

6. Kapustę mieszamy z makaronem i gotowe!

Smacznego!

wtorek, 29 maja 2018

chłodnik z botwinki

 


Uff jak gorąco. Przed chwilą termometr za moim oknem pokazał 28 st. C, choć usytuowany jest w cieniu (!). A to dopiero końcówka maja! Jak tak dalej pójdzie, to co będzie w lipcu?! Dobra, nie będę narzekać. Jestem zwierzęciem ciepłolubnym i nieodpornym na deszcz i szarugę. Do upału po prostu trzeba się przyzwyczaić. Klimatyzatory domowe nie są już takie drogie, chociaż mam to szczęście, że mieszkam w starym budynku, gdzie ściany zewnętrzne mają po 50 cm i wyjątkowo dobrze utrzymują przyjemny chłód. Do tego odpowiednie zasuwanie rolet zewnętrznych i zamykanie/otwieranie okien w odpowiednich porach dnia. Ubieram należy się lekko, w ciuchy z materiałów naturalnych i piję bardzo dużo wody. A na koniec - często robię chłodniki! 

Na blogu znajdziecie już kilka przepisów na "chłodne" zupy (mi.in. świetny chłodnik z melona; przepis tutaj). Dzisiaj przyszła pora na chłodnik z botwinki. 

Ten chłodnik jest taki, jaki robiła moja babcia. Zawsze ścierała jajko bezpośrednio do garnka. Jeśli jednak macie ochotę zrobić inaczej, połówki jajek dodajcie tuż przed podaniem :)


Składniki:
  • pęczek botwinki
  • około 1,5 litra kefiru
  • 4 duże jajka z wolnego chowu
  • pęczek rzodkiewki
  • 4 - 5 ogórków gruntowych
  • koperek + szczypiorek (według upodobań)
  • sól, świeżo mielony pieprz
  • szczypta cukru
  • łyżka octu winnego

Przygotowanie:  

1. Zaczynamy od ugotowania botwinki. Buraczki obieramy i kroimy w kostkę. Łodygi i liście kroimy drobno. Do garnka wlewamy około pół litra wody i wrzucamy buraczki (łodygi i liście dodamy później, żeby się nie rozgotowały). Gotujemy do miękkości. Następnie dodajemy łodygi i liście, dolewamy jeszcze trochę wody (nie za dużo, tylko tyle, by przykryć botwinkę) i gotujemy jeszcze kilka minut. Gdy wszystko będzie miękkie dodajemy do botwinki ocet, dzięki czemu będzie miała piękny różowy kolor. Pozostawiamy do ostygnięcia.

2.  W międzyczasie gotujemy jajka na twardo i pozostawiamy do ostygnięcia.

3. Do dużego garnka wlewamy kefir i botwinkę. Rzodkiewki, obrane ogórki i jajka ścieramy na tarce o grubych oczkach. Dodajemy do botwinki.

4. Koperek siekamy drobno i dodajemy do naszego chłodnika. 

Uwaga! Szczypiorek dodajemy bezpośrednio do talerza, tuż przed podaniem. Dzięki temu, chłodnik dłużej zachowa świeżość (dodatek szczypioru czy cebuli do chłodnika powoduje, że szybciej się psuje).

5. Na koniec doprawiamy wszystko solą, pieprzem i ewentualnie odrobiną cukru.

Przed podaniem porządnie schładzamy!

Smacznego!

piątek, 18 maja 2018

sałatka ziemniaczana z boczkiem



Majówka za nami, więc sezon grillowy w pełni. Co podać do mięsa? Jakie sałatki? Na blogu znajdziecie już kilka przepisów na dania na grilla (tutaj), m.in. moją ulubioną, prostą sałatkę z ogórków Lucindy (przepis znajdziecie tutaj). Dzisiaj nadszedł czas na pyszną sałatkę ziemniaczaną i sama się zastanawiam, dlaczego tak późno pojawia się na blogu.

Przygotowuję tę sałatkę zawsze na oko. Ilość wszystkich składników uzależniam od ilości ziemniaków. Szczególnie jeśli chodzi o ogórki, zawsze dodaję je na końcu, kiedy już wiem, ile "kwasu" potrzeba mojej sałatce. Dodaję część, mieszam i jeśli jest taka potrzeba, dodaję więcej. Solą i pieprzem także doprawiam na końcu. Boczek i ogórki są słone, więc szczególnie z solą należy uważać.

Zaczynamy?


Potrzebujemy:
  • około 2 kg ziemniaków sałatkowych dobrej jakości (typu A, np. Ditta, Denar, Vineta)
  • około 300 g boczku wędzonego, pokrojonego w drobną kostkę
  • około 10 - 12 ogórków kiszonych (nie podaję konkretnej ilości, bo wszystko zależy od ich wielkości i poziomu kwasowości)
  • pęczek szczypiorku lub cebulki dymki
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • łyżka oleju rzepakowego (jeśli boczek jest bardzo tłusty, nie ma potrzeby dodawać oleju)

Przygotowanie: 

1. Zaczynamy od ugotowania ziemniaków w mundurkach. Ugotowane pozostawiamy do lekkiego przestygnięcia (nie warto parzyć sobie dłoni), a następnie obieramy i kroimy w dość dużą kostkę.

2. Gdy ziemniaki stygną, podsmażamy boczek na chrupiąco (jeśli ma niewiele tłuszczu, dodajemy łyżkę oleju), a ogórki i dymkę kroimy (niezbyt drobno).

3. Do pokrojonych ziemniaków dodajemy podsmażony boczek i część wytopionego tłuszczyku. 

To on razem z sokiem z ogórków stworzy nasz dressing. Warto dodać jeszcze gorący boczek do jeszcze lekko ciepłych ziemniaków. Dzięki temu, ziemniaki wchłoną trochę tłuszczu i będą jeszcze smaczniejsze.

4. Do ziemniaków i boczku dodajemy ogórki i dymkę (ogórków tyle, by zrównoważyć smak słonego boczku).

5. Doprawiamy wszystko dużą szczyptą pieprzu, mieszamy i - jeśli jest taka potrzeba - dodajemy jeszcze trochę soli.

Smacznego!

czwartek, 17 maja 2018

zupa botwinkowa (botwinka)



W swojej kuchni staram się jak najczęściej korzystać z produktów sezonowych. Zimą, kiedy trudno o jakiekolwiek polskie, zdrowe warzywa i jesteśmy zmuszeni korzystać z tych importowanych, często bez smaku, kiedy pomidory i ogórki nie mają smaku, tęsknię za wiosną. Kocham wiosnę.
Teraz, kiedy nastała, na bazarach i targowiskach aż roi się od nowalijek! Powinniśmy się nimi cieszyć jak najczęściej i wykorzystywać na miliony sposobów.

Młode, delikatne liście buraków nie mają sobie równych. Mają wiele zastosowań, chociaż w Polsce najczęściej podaje się je w postaci pysznej delikatnej zupy. Botwinka to jedna z tych zup, na które czekam cały rok.

Jak każdą zupę, botwinkę najlepiej przygotowywać na delikatnym wywarze lub bulionie domowej roboty. Jeśli jednak bardzo się spieszycie inie macie czasu, by go przygotować, użyjcie wywaru lub bulionu z kostki lub koncentratu. Pamiętajcie jednak, by były to te najlepszej jakości, ekologiczne i bez glutaminianu sodu. To podstawa.


Składniki (na garnek zupy):
  • 2 - 3 pęczki młodej botwinki 
  • 1,5 - 2 litry wywaru warzywnego lub bulionu drobiowego  
  • mały pęczek świeżego koperku 
  • 3 - 4 łyżki kwaśnej gęstej śmietany 
  • sok z cytryny 
  • sól i świeżo mielony pieprz  
  • szczypta cukru 
 
+ do podania jaja na twardo i posiekany koperek


Przygotowanie:

1. Wywar lub bulion doprowadzamy do wrzenia. Botwinkę siekamy. Do garnka wrzucamy najpierw posiekane buraczki i gotujemy chwilę do miękkości. Następnie wrzucamy posiekane łodyżki, a po kilku minutach liście.

Dzięki stopniowemu wrzucaniu "elementów" botwinki mamy pewność, że mini buraczki będą miękkie, a liście nierozgotowane.

2. Gdy buraczki zmiękną, wszystko doprawiamy solą, pieprzem i szczyptą cukru i zakwaszamy sokiem z cytryny (do smaku).

3. Na koniec dodajemy do zupy śmietanę (zahartowaną odrobiną gorącej zupy) i porządną ilość posiekanego koperku. 
 
Uwaga! Pamiętajcie, by po dodaniu śmietany, nie zagotowywać już zupy!

Na talerzach układamy po połowie jajka, zalewamy gorącą zupą, doprawiamy odrobiną posiekanego koperku i od razu podajemy.

Smacznego!

piątek, 27 kwietnia 2018

muffiny bananowo - czekoladowe



Muffiny to według mnie jeden z najprostszych deserów w formie ciastek, jakie znam. Kilka składników, mokre mieszamy oddzielnie, suche też, pieczemy około 20 minut i gotowe.  Był czas, że piekłam muffiny i babeczki raz na kilka dni. Na blogu znajdziecie blisko 60 przepisów, ale ostatni pojawił się w styczniu, z okazji WOŚP i dla wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wszystkie przepisy na muffiny i babeczki, z najróżniejszymi dodatkami, także wegańskie, znajdziecie tutaj.

Od tamtej pory właściwie trochę o muffinach zapomniałam. Do wczoraj. Zadzwoniła koleżanka, że wpada na kawę, nie miałam nic "słodkiego", a na stole leżały dotknięte już zębem czasu banany. Choć wiem, że takie sczerniałe banany są najlepsze, najsłodsze i najbardziej aromatyczne, to na surowo już ich nie zjem. Szybko wpadłam na pomysł, by upiec muffiny bananowe. A że banan z czekoladą to świetny duet, nie miałam wątpliwości, że właśnie takimi babeczkami poczęstuję koleżankę.

Przygotowując jakiekolwiek muffiny (nie babeczki) powinniśmy pamiętać o dwóch zasadach:
- po pierwsze zawsze oddzielnie mieszamy suche i "mokre" składniki i "mokre" przelewamy do suchych,
- a po drugie mieszamy szybko, najlepiej widelcem, tylko do połączenia składników. Im dłużej będziemy mieszać, tym ciasto będzie bardziej zwarte i mniej puszyste.

Teraz możecie zapytać, dlaczego napisałam, że babeczki (cupcakes) przygotowujemy inaczej. A dlatego, że babeczki są mniejsze, mniej wyrośnięte, o bardziej zwartej strukturze. Tu ciasto możemy mieszać mikserem i zazwyczaj nie dzielimy składników na suche i "mokre".

Przygotowując, a właściwie mieszając ciasto na muffiny warto pamiętać, że im mniej się staramy, tym zazwyczaj lepsze ciastka wychodzą z piekarnika.

Dzisiejszy przepis pochodzi z książki "Nigella Kitchen: Recipes from the Heart of the Home" Nigelli Lawson. Lekko go zmodyfikowałam.

Zaczynamy?


Składniki (na około 14 muffinów):
  • 3 duże, dojrzałe banany
  • 225 g mąki pszennej typ 450 - 550
  • 125 g brązowego cukru (w oryginalnym przepisie jest mniej, według mnie za mało. Śmiało można użyć cukru białego)
  • 3 czubate łyżki kakao
  • 1 łyżeczka sody lub proszku do pieczenia
  • szczypta soli (Nigella jej nie dodaje, ale ja zawsze, gdy przygotowuję ciasta czekoladowe. Sól podbija smak czekolady)
  • 2 duże jajka 
  • 125 ml oleju roślinnego (np. rzepakowego)

Przygotowanie:

1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C bez termoobiegu (góra - dół).

2. Wszystkie składniki suche mieszamy w jednej misce. 

3. Banany rozgniatamy widelcem, niezbyt dokładnie. Przekładamy je do drugiej miski, dodajemy jajka i olej i mieszamy.

4. Mokre składniki przelewamy do suchych i szybko mieszamy widelcem, tylko do połączenia składników.

5. Ciasto przekładamy do formy na muffiny, wyłożonej papierowymi papilotkami, maksymalnie do 3/4 ich wysokości (muffiny mocno rosną).

6. Muffiny pieczemy około 15 - 20 minut, do tzw. suchego patyczka (u mnie było to 17 minut, ale różne są piekarniki, warto to monitorować).

7. Gotowe muffiny wykładamy na kratkę i zostawiamy do przestygnięcia. 

Uwaga, muffiny świetnie smakują na ciepło! 

Smacznego! Cieszcie się smakiem muffinów i żałujcie, że przygotowaliście ich tak mało!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...