Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegańskie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 października 2018

ekspresowa zupa ze świeżych grzybów


 
Z czym kojarzy wam się jesień? Dla mnie to bezsprzecznie czas na dynie, śliwki, jabłka i grzyby. Te trzy pierwsze pojawiły się w tym roku wcześniej, Pan z warzywniaka mówi, że jak wszystko, nawet trzy - cztery tygodnie. Co z grzybami? Susza. W okolicach Wrocławia grzybów nie ma, może kilka kurek (ale tych nie umiem zbierać, bo ich normalnie nie widzę). Gdzieś na Podlasiu, na Kujawach i Mazurach grzyby się pojawiają, nawet w okolicach Poznania wraca się z grzybobrania z jakimiś pojedynczymi kapeluszami. U mnie ni ma! Nawet w sklepach!

Jakże się ucieszyłam dziś rano, gdy zobaczyłam w warzywniaku podgrzybki. Piękne, małe i jędrne. Nie takie "podeszwy", idealne! Normalnie podskoczyłam z radości i już widziałam te gary zupy grzybowej i sosów. Trochę mnie zmroziło, gdy zobaczyłam ich cenę, więc ograniczyłam zakupy do takiej ilości, pozwalającej na zrobienie mojej ulubionej, pysznej i przede wszystkim ekspresowej zupy ze świeżych grzybów. Tym razem z podgrzybków, ale już marzę o prawdziwkach...


Składniki:
  • około 1/2 kg świeżych podgrzybków, oczyszczonych i pokrojonych w plasterki
  • 1 duża cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 2 ząbki czosnku, w całości, lekko zgniecione
  • czubata łyżka masła (w wersji wegańskiej - oleju rzepakowego)
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • świeży koperek lub pietruszka
+ opcjonalnie do podania: makaron lub ziemniaki pokrojone w kostkę, ugotowane

bulion:
  • 2 marchewki
  • 2 korzenie pietruszki
  • 1 bulwa selera
  • 1 por
  • 1 cebula
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • pół łyżeczki pieprzu w ziarnach
  • sól
  • 2 gałązki świeżego (lub mrożonego) lubczyku (można go pominąć, ale dodaje fantastycznego "rosołowego" aromatu)

Przygotowanie:

bulion:

1. Warzywa korzeniowe i pora obieramy i kroimy w małe kawałki. Dzięki temu bulion szybciej się ugotuje. Cebulę opalamy nad ogniem lub opiekamy w piekarniku rozgrzanym do maksymalnej temperatury.
 
2. Warzywa zalewamy około 1,5 litrem zimnej wody i dodajemy liść laurowy, ziele angielskie, lubczyk i pieprz. Bulion posolimy na końcu. Gotujemy na małym ogniu, pod przykryciem przez około godzinę, półtorej. Na koniec doprawiamy solą.


zupa grzybowa:

1. Cebulę podsmażamy do miękkości na rozgrzanym maśle (lub oleju). Pod koniec dodajemy ząbki czosnku. Specjalnie pozostawiamy je w całości, bo im mniejsze kawałki czosnku, tym jego smak jest ostrzejszy. A my chcemy tylko lekkiego "czosnkowego" aromatu.

2. Do podsmażonej cebuli wrzucamy grzyby i na dość dużym ogniu podsmażamy przez około 5 minut, często mieszając. Grzyby powinny ładnie się podsmażyć. 

3. Gdy mamy już pewność, że grzyby nie są już surowe, wlewamy bulion. Gotujemy pod przykryciem około 15 - 20 minut. Grzyby powinny oddać swój smak i aromat.

4. Na koniec zupę doprawiamy solą i świeżo mielonym pieprzem.

Podajemy z makaronem (świetny jest łazankowy) lub z ziemniakami i dużą ilością zieleniny.

Smacznego!

wtorek, 4 września 2018

botwinka z mlekiem kokosowym



Dziś dwie kwestie. Po pierwsze, gdy powiedziałam koleżance, że robię botwinkę, zapytała, gdzie do diabła kupiłam ją we wrześniu. Nie miałam z tym żadnego problemu, ale postanowiłam przygotować mały research w osiedlowych sklepach, a jest ich trzy na krzyż. Otóż w obu osiedlowych warzywniakach świeża botwinka była dostępna. 

Po drugie. Skąd się wziął sam pomysł na zupę. Miałam ochotę na coś innego, na coś "orientalnego". Jadłam kiedyś krem z buraka z mlekiem kokosowym, więc postanowiłam poeksperymentować. Takie składniki jak mleko kokosowe, chilli i mielony kumin mam zawsze w spiżarni, więc od razu zabrałam się do gotowania.

PS. Już od dawna żaden przepis nie wzbudził tylu emocji. Dostałam kilkanaście wiadomości zarówno na Facebooku, jak i na Instagramie, z pytaniami, kiedy przepis będzie dostępny na blogu. Jednocześnie w ankiecie przeprowadzonej na IG, na pytanie, czy spróbowalibyście takiej zupy, aż 33 % odpowiedzi było negatywnych.

Ja sama podchodziłam do tej zupy sceptycznie. Efekty przebiły moje oczekiwania. Zupa jest słodka, kwaśna i pikantna. Wyraźnie czuć charakterystyczny smak botwinki i delikatne mleko kokosowe. Rzadko używam tego określenia, ale to naprawdę PETARDA!


Składniki:
  • 2 pęczki botwinki 
  • około 1,5 litra bulionu warzywnego (przepis na bulion poniżej)
  • puszka mleka kokosowego
  • 1 duża cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 2 ząbki czosnku, drobno posiekane
  • około 1,5 - centymetrowy kawałek świeżego imbiru (obrany i starty na tarce)
  • 1/2 ostrej papryczki (lub więcej, jeśli wolicie ostrzejsze smaki. Pamiętajcie jednak, że papryczki mają różne stopnie ostrości)
  • szczypta mielonego kminu rzymskiego
  • sok z około 1/2 limonki lub cytryny
  • łyżka oleju rzepakowego
  • sól

Przygotowanie:

1. W ganku rozgrzewamy olej. Wrzucamy kmin i prażymy go kilkadziesiąt sekund, po czym dodajemy cebulę i podsmażamy wszystko na minimalnym ogniu przez kilka minut do czasu, aż cebula zeszkli się i zmięknie. 

2. Do cebuli dodajemy czosnek, imbir i ostrą papryczkę i podsmażamy jeszcze chwilę. Dolewamy bulion i doprowadzamy do wrzenia.

3. W międzyczasie botwinkę dokładnie myjemy, łodygi kroimy, a buraczki obieramy i także kroimy na mniejsze kawałki. Ja usuwam na początku także liście, które pokrojone dodaję do zupy później. Dzięki temu nie rozgotowują się zupełnie.

4. Do gotującego się bulionu wrzucamy pokrojone buraczki i łodygi botwinki. Gotujemy na niewielkim ogniu przez około 15 minut. Po tym czasie dodajemy liście i gotujemy jeszcze kolejne 10. Gdy wszystko będzie już miękkie, wlewamy do zupy kilka kropel soku z limonki lub cytryny. To sprawi, że zupa będzie miała piękny różowy kolor.

5. Do zupy dodajemy mleko kokosowe i podgrzewamy.

6. Na koniec doprawiamy zupę już według własnego smaku solą i - jeśli jest taka potrzeba - sokiem z cytryny i jeszcze odrobiną ostrej papryczki, a nawet szczyptą cukru.

Zupę podajemy na gorąco posypaną natką pietruszki!

Smacznego!


Bulion warzywny:
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 1/2 bulwy selera lub kilka gałązek selera naciowego
  • 1 por
  • 1 cebula (opalona nad gazem lub upieczona w piekarniku aż będzie prawie czarna)
  • 1 - 2 gałązki lubczyku
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • 1/2 łyżeczki pieprzu w ziarnach
  • sól do smaku

Wszystkie warzywa obieramy, myjemy i kroimy na mniejsze kawałki. Dodajemy liść laurowy, dwa ziarenka ziela angielskiego, 1/2 łyżeczki pieprzu w ziarnach i gałązki lubczyku (jeśli nie uda wam się kupić świeżego, można użyć 1/2 łyżeczki lubczyku suszonego). Wszystko zalewamy około 1,5 l zimnej wody, wstawiamy na gaz i gotujemy pod przykryciem, na małym ogniu przez około godzinę, półtorej. Na koniec wszystko doprawiamy solą.

piątek, 6 lipca 2018

dwa moje ulubione koktajle z truskawkami


Lato w pełni. Uwielbiam, gdy jest ciepło i wcale nie narzekam, gdy już o poranku termometr wskazuje 26 stopni. Jednak przy takiej pogodzie mam problem ze zjedzeniem normalnego śniadania. Mój organizm odmawia przyjęcia jakichkolwiek pokarmów stałych przynajmniej do południa. A że wstaję zazwyczaj około 7.30 i nauczyłam się jeść śniadania, dla zdrowia i urody, muszę znajdować zamienniki tradycyjnego posiłku. Potrzebuję czegoś, co wypełni mój żołądek, jednocześnie nie powodując "przeciążenia". Zbawieniem są koktajle i smoothie. 

Wiem, że zrobienie koktajlu to żadna sztuka i odkrywcą Ameryki nie jestem. Chcę wam jednak pokazać przepisy na dwa moje ulubione koktajle z truskawkami, które o tej porze roku smakują najlepiej. Oba są wegańskie, przygotowane na mleku roślinnym, ale jeśli zamienicie je na krowie, świat się nie zawali. Do dzieła!


1. KOKTAJL BANANOWO - TRUSKAWKOWY Z SIEMIENIEM LNIANYM





Dlaczego siemię lniane? Bo jest cholernie bogate w wartości odżywcze, które mają zbawienny wpływ na nasze zdrowie. W skrócie: obniża poziom cholesterolu i cukru we krwi i świetnie wpływa na działanie układu pokarmowego. dzięki swoim właściwościom może redukować ryzyko zachorowania na raka piersi i pomagać kobietom z zaburzeniami hormonalnymi. Przekonałam was?

Składniki:
  • 1/2 bardzo dojrzałego banana
  • garść świeżych truskawek
  • łyżeczka siemienia lnianego
  • około szklanki mleka roślinnego
Wszystkie składniki dokładnie blendujemy i gotowe!


2. KOKTAJL TRUSKAWKOWO - BRZOSKWINIOWY





Składniki:
  • garść świeżych truskawek
  • 2 dojrzałe brzoskwinie (kupiłam polskie, a one są mniejsze)
  • łyżeczka siemienia (dla zdrowa!)
  • około szklanki mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
I znów wystarczy zmiksować wszystkie składniki.

Smacznego i na zdrowie!

wtorek, 3 lipca 2018

limonkowy pudding chia


Dziś taki dzień, że na blogu pojawia się już drugi przepis na deser, na dodatek pudding. Choć zupełnie inny od tego czekoladowego, to także zdrowy i wegański. Idealny na ciepłe dni. 

Ja przygotowałam ten pudding na deser, po obiedzie z przyjaciółką, na który podałam pikantne żółte curry. Po takim daniu, deser z chia sprawdza się świetnie, także dlatego, że bardzo odświeża i łagodzi. 


Składniki (na dwie porcje):
  • 250 ml mleka kokosowego 
  • 4 - 5 łyżek nasion chia 
  • kilka kropel syropu z agawy do smaku (lub wersji nie-wegańskiej miodu)
  • sok i skórka otarta z 1/2 limonki
+ ulubione owoce (u mnie zblendowane mago i marakuja)


Przygotowanie:

Nasiona chia mieszamy z mlekiem kokosowym, sokiem i skórką z limonki i odrobiną syropu z agawy (lub innym "słodzikiem"). Przekładamy do szklanek i odstawiamy na około 2 godziny do lodówki.

Po tym czasie, gdy pudding zgęstnieje, dekorujemy pudding owocami i gotowe! Tak przygotowany pudding spokojnie może czekać w lodówce na przybycie gości :)

Smacznego!

czekoladowy pudding z awokado


O zrobieniu puddingu z awokado myślałam od dawna. Ale zawsze coś, a to awokado za twarde, a to brak kakao w spiżarni. Bo to dwa najważniejsze składniki, bez których puddingu nie zrobimy. Awokado, którego używamy, musi być naprawdę dojrzałe. Tak miękkie, żeby dosłownie rozpływało się pod naciskiem widelca. Potrzebujemy także najlepszego gorzkiego kakao, jakie uda nam się kupić. Im więcej kakao w kakao, tym lepiej.

Pozostałe składniki możemy "miksować'. Możemy słodzić pudding syropem z agawy, syropem klonowym albo nawet bardzo dojrzałym bananem. Do puddingu musimy także dodać trochę mleka, u mnie roślinnego - migdałowego, ale równie dobrze w wersji niewegańskiej, możemy użyć mleka krowiego. Nie ma to większego znaczenia. 

Na koniec dodatek owoców. U mnie borówki i porzeczki, ale myślę, że tutaj śmiało można rozwinąć wyobraźnię. Albo po prostu dostosować się do pory roku i owoców, które są akurat dostępne.

Tym, co mi bardzo odpowiada w tym deserze, oprócz obłędnego smaku, jest to, że przygotowuje się go błyskawicznie, z surowych składników, a jeśli przygotowujecie go na przyjęcie, można spokojnie przygotować go dużo wcześniej.

I jeszcze jedno, dla niedowiarków albo tych, którzy za awokado nie przepadają, informacja najważniejsza. W tym puddingu naprawdę nie czuć smaku awokado! Jestem przekonana, że, jeśli ktoś nie zobaczy procesu jego powstawania, na pewno się nie zorientuje.


Składniki (na 2 porcje):
  • 1 bardzo dojrzałe awokado
  • 3 czubate łyżki gorzkiego kakao
  • syrop klonowy lub z agawy (do smaku - około 2 - 3 łyżek)
  • mała szczypta soli (zabije gorzki smak awokado)
  • kilka łyżek mleka roślinnego (ja dodawałam stopniowo, do uzyskania odpowiedniej konsystencji)
  •  owoce

Przygotowanie:

1. Awokado blendujemy z kakao, solą, syropem i mlekiem. Słodzimy pudding według własnego smaku. Mleka dodajemy tyle, by uzyskać odpowiednią konsystencję - przypominającą gęsty budyń.

2. Gotowy pudding przekładamy do szklanek/kieliszków, dodajemy owoce i już!

Smacznego!

czwartek, 10 maja 2018

kilka słów o bobie oraz o tym, jak bób gotowała babcia Uta



Już jest! Mój ukochany, świeży, najlepszy. Bób. W sezonie mogę jeść go w nieskończoność, ale czy bób jest zdrowy? Podobnie jak inne rośliny strączkowe, bób ma mnóstwo wartości odżywczych. Ma niską zawartość sodu, jest bogaty w potas oraz rozpuszczalny błonnik, który obniża poziom cholesterolu oraz reguluje ciśnienie krwi.

Gotowany bób nie jest niskokaloryczny. 100 gramów bobu zawiera 110 kcal, jednak dzięki niskiej zawartości tłuszczu i sporej ilości rozpuszczalnego błonnika jest pożądanym składnikiem diety odchudzającej. Bób spowalnia proces trawienia i na długo pozostawia uczucie sytości, dlatego może pomóc kontrolować wagę.

Poza tym bób jest bardzo bogaty w kwas foliowy, który niezbędny jest kobietom w ciąży, jednak nie tylko. Niedobór kwasu foliowego u osób dorosłych może doprowadzić do problemów ze snem, a nawet do depresji. Poza tym kwas foliowy świetnie wpływa na zdrowie skóry, włosów i paznokci.

Acha, jeszcze jedno. Spożywanie bobu może wspierać walkę z anemią.*

Wiem, że ugotowanie bobu nie jest specjalnie skomplikowany, ale chciałam się tu z wami podzielić sposobem mojej babci Uty, któremu od lat wierna jest cała moja rodzina. Czy pomyśleliście kiedyś, by do wody, oprócz soli, dodać mały pęczek świeżego koperku? Jeśli nie, spróbujcie koniecznie. Myślę, że Uta bobu bez kopru nawet by nie tknęła :)




Pamiętajcie również, że młody bób jest pyszny również na surowo (jak zielony groszek), np. w pysznej paście z czosnkiem, oliwą i miętą.

To co? Ugotujemy trochę bobu?

Potrzebujemy:
  • 0,5 kg świeżego bobu lub dużo dużo więcej
  • mały pęczek koperku
  • około łyżeczki soli

Gotowanie:

Bób razem z solą i koprem zalewamy dużą ilością zimnej wody. Nie przykrywamy! Przykrywanie gotujących się zielonych warzyw (brokułów, groszku, fasolki) sprawia, że tracą swój piękny zielony kolor.

Gotujemy bób do miękkości lub - tak jak ja lubię najbardziej - al dente. Po ugotowaniu koper wyrzucamy. Ja jem bób prosto z durszlaka, bo tak smakuje mi najbardziej :)

Smacznego i na zdrowie!

Źródło informacji: www.poradnikzdrowie.pl; www.lokalnyrolnik.pl
jednak dzięki niewielkiej zawartości tłuszczu i sporej ilości rozpuszczalnego błonnika jest jednym z pożądanych składników diety odchudzającej

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-bob-jest-zdrowy-wlasciwosci-odzywcze-i-lecznicze-bobu_41741.html
Bób, podobnie jak inne rośliny strączkowe, jest skarbnicą wartości odżywczych. Ceni się go ze względu na liczne właściwości lecznicze. Bób m.in. wiąże kwasy żółciowe w jelicie grubym, a tym samym obniża stężenie cholesterolu LDL we krwi. Z kolei dzięki dużej zawartości kwasu foliowego może zapobiec wystąpieniu wad rozwojowych u płodu i wspomóc proces leczenia niedokrwistości

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-bob-jest-zdrowy-wlasciwosci-odzywcze-i-lecznicze-bobu_41741.html
Bób, podobnie jak inne rośliny strączkowe, jest skarbnicą wartości odżywczych. Ceni się go ze względu na liczne właściwości lecznicze. Bób m.in. wiąże kwasy żółciowe w jelicie grubym, a tym samym obniża stężenie cholesterolu LDL we krwi. Z kolei dzięki dużej zawartości kwasu foliowego może zapobiec wystąpieniu wad rozwojowych u płodu i wspomóc proces leczenia niedokrwistości

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-bob-jest-zdrowy-wlasciwosci-odzywcze-i-lecznicze-bobu_41741.html

wtorek, 13 marca 2018

flaczki z boczniaków



Lubię zupy. Na blogu znajdziecie już ponad 50 przepisów, zarówno na te klasyczne, polskie, takie jak rosół, żurek czy barszcz zabielany, jak i pochodzące z innych części świata - węgierska zupa gulaszowa i włoska zupa straciatella. Gotuję zupy często i zazwyczaj zastępuję nimi cały obiad. Moje zupy są gęste i spokojnie można się nimi najeść. Gotuję zupy vege i takie z porządną wkładką mięsną. 

Pamiętam jak kilka lat temu, moja koleżanka, zatwardziała weganka, poprosiła, by ugotowała jej flaczki. Zbaraniałam, bo wtedy o flaczkach innych, jak z wieprzowymi wnętrznościami, nie słyszałam. Minęło sporo czasu, zanim faktycznie postanowiłam owe vege flaczki przygotować. Trwało to tyle, bo nie mogłam sobie wyobrazić, jak taka zupa ma smakować. Skoro "flaczki", to nie powinny przypominać klasycznej grzybowej. Problem polegał również na tym, że nie wiem, jak smakują flaki klasyczne. Przepraszam, nie jestem w stanie ich spróbować. To chyba jedyna potrawa, jakiej nigdy nie próbowałam. Nie mogę, odrzuca mnie. Jak więc ugotować zupę, która powinna smakować podobnie do flaczków, ale nie być flaczkami, w dodatku nie wiedząc jak te flaczki powinny smakować! Postanowiłam rozwinąć wyobraźnię i ugotować zupę, inną niż grzybowa, która po prostu będzie mi smakować. I udało się, wyszła. Chociaż nie wiem, czy smakuje jak flaczki... :P


Składniki:
  • około 400 g boczniaków, umytych i osuszonych, pokrojonych w paski
  • duża cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 liście laurowe
  • 3 ziarenka ziela angielskiego
  • pół łyżeczki mielonej słodkiej papryki
  • 2 goździki
  • 1/4 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1 łyżeczka suszonego majeranku
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • łyżka oleju rzepakowego
  • około 1,5 litra bulionu warzywnego* (w wersji mięsnej - bulionu drobiowego)
 * ja przygotowuję buliony wcześniej i zamrażam. Warzywny gotuję z kilku marchewek, pietruszek, selera (zarówno bulwy, jak i naciowego), pora i przypraw i ziół, także lubczyku.


Przygotowanie:

1. W garnku rozgrzewamy olej. Wrzucamy cebulę i czosnek, przeciśnięty przez praskę, dodajemy liście laurowe i ziele angielskie i podsmażamy wszystko około 5 minut. 

2. Do podsmażonej cebuli dodajemy boczniaki i smażymy wszystko razem jeszcze kilka minut.

3. Następnie wlewamy bulion i dodajemy pozostałe przyprawy. Solą doprawimy zupę pod koniec. Gotujemy wszystko pod przykryciem około 20 minut, a na koniec doprawiamy solą.

Gotowe!

Smacznego!

wtorek, 23 stycznia 2018

okra w pomidorach





fot. asukumagazine.com


Okra. Warzywo o wyjątkowej urodzie i niepowtarzalnym smaku, przypominającym trochę połączenie papryki, cukinii i fasolki szparagowej. Bardzo popularne w Azji, szczególnie w Indiach, w Ameryce Środkowej i na południu USA, gdzie nazywane jest gumbo i gości w menu wielu restauracji. W pobliżu mojego domu znajduje się restauracja kubańska, a właścicielka, rodowita Kubanka o imieniu Alba, podaje okrę, tak jak jadła w rodzinnym domu, z ryżem.

Niełatwo w Polsce to warzywo kupić, ale mi się udało ostatnio w jednym z supermarketów, na dziale z owocami i warzywami egzotycznymi. Cena 200 gramów (to dwie duże garście, bo okra jest dość lekka) kosztowało około 8 zł, więc nie ma dramatu.

Ja z okry przygotowałam warzywny gulasz, podobny do tego, jaki jadłam kiedyś w jednym z krajów arabskich. Zaskoczyłam smakiem przyjaciółki, które wpadły na późny obiad i plotki.

 Jeśli uda wam się okrę gdzie znaleźć, kupcie koniecznie, bo to naprawdę pyszne warzywo.


Składniki:
  • około 200 g okry
  • 2 puszki pomidorów
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • około 100 ml białego wytrawnego wina (można pominąć, ale po co?)
  • pół łyżeczki mielonego kuminu
  • 1/4 łyżeczki mielonej kolendry
  • szczypta suszonego chilli
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz
  • olej rzepakowy (2 - 3 łyżki)
  • ewentualnie szczypta cukru

Przygotowanie:

1. Okrę opłukujemy, osuszamy, odkrajamy "ogonek" i kroimy na mniejsze kawałki (na pół będzie w porządku).

2. Łyżkę oleju rozgrzewamy w głębokiej patelni lub garnku. Gdy będzie gorący, wrzucamy okrę i podsmażamy kilka minut, co jakiś czas mieszając.

3. W międzyczasie cebulę kroimy w kostkę. 

4. Podsmażoną okrę wyciągamy na talerz, a na patelnię wlewamy jeszcze odrobinę oleju. Wsypujemy kolendrę, kumin oraz chilli. Podsmażamy kilka sekund, dzięki czemu "wyciągniemy" z przypraw jeszcze więcej aromatów. Dodajemy cebulę i czosnek przeciśnięty przez praskę i podsmażamy, co jakiś czas mieszając, aż zmiękną.

5. Gdy cebula zacznie się rumienić, wlewamy na patelnię wino i czekamy chwilę, aż odparuje. Teraz wlewamy 2 puszki pomidorów. Dusimy, co jakiś czas mieszając, aż pomidory się lekko rozpadną, a sos odparuje i zgęstnieje.

6. Gdy sos będzie już dość gęsty, wrzucamy z powrotem okrę, doprawiamy wszystko solą, świeżo mielonym czarnym pieprzem i jeśli jest taka potrzeba szczyptą cukru i ewentualnie jeszcze odrobiną chilli. Dusimy jeszcze kilka minut.

Gotowy "gulasz" podajemy z ulubionymi dodatkami, kaszą, ryżem albo kawałkiem chrupiącej bagietki.

Smacznego!


środa, 10 stycznia 2018

hummus idealny



Dokładnie rok temu, kiedy w Polsce temperatura osiągała -18 st. C, przyleciałam do Tel Avivu. Był piątek po południu, właśnie rozpoczął się szabas. Wszystkie żydowskie sklepy i restauracje pozamykane na trzy kłódki, w oknach pogaszone światła, na ulicach już ciemno i prawie pusto. My głodni, spragnieni, nie znający miasta. Szliśmy kilkanaście minut, w pewnym momencie już naprawdę załamani, do czasu aż zobaczyliśmy światło bijące z małego lokalu na końcu ulicy. 

Bar, jakich w Polsce już chyba nie znajdziemy, trochę obskurny, na stołach obdarte ceraty, za ladą Arab. Głodni, właściwie bez wyboru, zamówiliśmy to, co było. Falafele w picie i hummus. Po około 10 minutach właściciel wszystko przyniósł. Było to chyba jedno z największych zaskoczeń kulinarnych, jakie w życiu przeżyłam i po raz kolejny doświadczenie z cyklu "nie oceniaj książki po okładce". Chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku falafele, przygotowywane ręcznie przez mamę właściciela, która cały czas zerkała przez kotarę, czy wszystko w porządku i czy nam smakuje. Hummus gładki i świetnie doprawiony, chyba najlepszy jaki w życiu jadłam, do tego gorące pity. 

Jedyne, czego nam brakowało, to butelki białego wina, by uczcić przyjazd do tego odległego kulturowo kraju i krótkie wakacje. Gdy zapytaliśmy właściciela, czy nie wie, gdzie możemy napić się o tej porze wina, krótko odpowiedział, że wie. W jednej sekundzie poinstruował w swoim języku mamę, mama wybiegła  w kapciach z kuchni, przeszła na drugą stronę ulicy i coś krzyknęła. Po trzech, może czterech minutach ze sklepu naprzeciwko wybiegł, jak się później okazało, brat naszego gospodarza, z butelką białego izraelskiego wina w jednej ręce i korkociągiem w drugiej. Okazało się, że brat prowadzi po drugiej stronie ulicy sklep z alkoholem! W tym maleńkim barze spędziliśmy cały wieczór, rozmawiając z właścicielem, jego bratem, kilkoma kolegami, którzy się zeszli nie wiadomo skąd, z mamą na migi. Nie wiem, ile wypiliśmy wina i ile hummusu zjedliśmy, ale wiem na pewno, że był to jeden z najciekawszych wieczorów, jakie spędziliśmy w Izraelu. 

Do Muhhamada, jego mamy i brata wracaliśmy jeszcze kilka razy, też dlatego, jak się później okazało, bar położony był zaledwie kilka minut od naszego hotelu, a pierwszego dnia po prostu zrobiliśmy wielkie koło.

Ostatniego dnia Muhhamad zdradził mi, jak robi swój hummus, chociaż jestem przekonana, że nie powiedział mi wszystkiego, bo w domu trochę się nakombinowałam, by zrobić hummus idealny. Jaki powinien być według mnie hummus idealny? Gładki, z wyczuwalnym smakiem tahiny, cytryny i czosnku, ale nie za mocno. Nie powinien być zbyt gęsty, polany odrobiną świetnej jakości oliwy z oliwek, posypany natką pietruszki.

Żeby przygotować hummus idealny używamy suszonej ciecierzycy. Tylko dzięki temu będzie idealnie kremowy. Nie oszukujmy się, czasem nie mamy czasu na moczenie ciecierzycy i późniejsze gotowanie. Zdarza mi się, że znajomi wpadają ot tak i nie mam na to czasu, wtedy właśnie wykorzystuję ciecierzycę z puszki. Trudno, jakoś trzeba sobie radzić. Poniżej zaprezentuję wam przepis na hummus z suchej ciecierzycy, ale jeśli pominiecie proces jej gotowania, i tę z puszki przygotujecie z resztą dodatków, też będzie super!


Potrzebujemy:
  • szklanka suchej ciecierzycy (2 puszki ciecierzycy,  odsączone z zalewy)
  • około 1/4 szklanki pasty tahini (lub więcej, jeśli wolicie bardziej sezamowy hummus)
  • sok z 1/2 cytryny (lub więcej do smaku)
  • 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę (moim zdaniem tyle wystarczy, ale pamiętajcie, że gotujecie dla siebie, więc jeśli macie ochotę dołóżcie więcej)
  • sól
  • posiekana natka pietruszki
  • oliwa z oliwek
  • mielona słodka papryka
  • zimna woda (około 1/2 - 1/3 szklanki)

Przygotowanie:

1. Dzień przed przygotowywaniem hummusu, suchą ciecierzycę zalewamy zimną wodą. Wody powinno być co najmniej dwa razy więcej niż ciecierzycy. Pozostawiamy na noc.

2. Następnego dnia ciecierzycę odsączamy, przekładamy do garnka i zalewamy dużą ilością zimnej wody. Gotujemy do miękkości około godzinę.

3. Odsączoną na sitku i przestudzoną ciecierzycę (albo z puszki) blendujemy z pastą tahini, sokiem z cytryny, czosnkiem i odrobiną soli. 

4. Gdy składniki zaczną się łączyć, dolewamy powoli, partiami zimną wodę. Dzięki temu hummus będzie jeszcze bardziej gładki i o lepszej konsystencji. Ucieramy do czasu, aż składniki zamienią się w aksamitną pastę. 

5. Na koniec doprawiamy jeszcze ewentualnie solą lub sokiem z cytryny.

Gotowy hummus podajemy, najlepiej tak jak wszędzie w Izraelu rozsmarowany na płaskim talerzu, posypany słodką papryką, skropiony dobrą oliwą, z natką pietruszki. 

Świetnie smakuje z chlebem, a jeszcze lepiej z oryginalnymi chlebkami pita, których przygotowanie jest banalnie proste, na które przepis znajdziecie tutaj.

Gotowy hummus można przechowywać szczelnie zamknięty przez kilka dni w lodówce.

Smacznego!

czwartek, 21 grudnia 2017

barszcz wigilijny na zakwasie

 


Kiedyś babcia Uta opowiedziała mi historię, kiedy jako młoda mężatka przyjmowała na obiedzie swoich rodziców, a moich pradziadków. Kiedy podała jako zupę barszcz, pradziadek Tomasz zapytał, czy u niej jest aż tak biednie, że musi jeść buraki. Podobno przed wojną buraki były jednym z najtańszych produktów i dla przedwojennego dyrektora szkoły szokujące było to, że jego ukochana córeczka musi jeść buraki. Od tamtej pory babcia Uta w każde święta gardziła barszczem i zawsze dla niej gotowa była zupa grzybowa na prawdziwkach.


Ja jednak należę do tradycjonalistów i w Wigilię jem barszcz, a że zdarza się to tylko raz w roku zależy mi na tym, by był to barszcz jak najlepszy, jak najbardziej naturalny. Dlatego około 10 dni wcześniej przygotowuję zakwas, by na pewno był gotowy na święta.

Jaki powinien być barszcz idealny? Intensywny w smaku, słodko - kwaśny z wyraźnym aromatem suszonych grzybów i czosnku. Pikantny i "majerankowy" o pięknym ciemno - czerwonym kolorze.

Idealny barszcz wigilijny powinniśmy przygotować dzień przed Wigilią, by wszystkie smaki miały szansę się przegryźć. To bardzo ważne! Jest jeszcze jedna rzecz, która przy przygotowaniu barszczu jest bardzo istotna. Barszczu nie wolno zagotować! Powinien być bardzo gorący, ale nie może wrzeć. Jeśli się zagotuje straci swój piękny kolor!

Potrzebujemy (na około 2 litry barszczu):
  • zakwas  z buraków, na który przepis znajdziecie tutaj
  • suszony majeranek
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • miód
bulion warzywny:
  • 2 marchewki
  • 2 korzenie pietruszki
  • 1 bulwa selera
  • 1 por
  • 1 cebula, opalona na gazie lub podpieczone w piekarniku
  • 3 - 4 ząbki czosnku
  • liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • około 1,5 litra zimnej wody
wywar grzybowy:
  • garść suszonych prawdziwków lub podgrzybków (około 50 - 60 gramów)
  • około 0,75 litra zimnej wody

Przygotowanie:

1. Wywar grzybowy. Zaczynamy od namoczenia suszonych grzybów zimną wodą. Powinny moczyć się kilka godzin, a najlepiej całą noc. Namoczone razem z wodą doprowadzamy do wrzenia i wyłączamy.

2. Bulion warzywny. Wszystkie warzywa (oprócz cebuli) kroimy na mniejsze kawałki i razem z zielem angielskim i laurem przekładamy do garnka. Zalewamy zimną wodą. Gotujemy pod przykryciem, na jak najmniejszym ogniu, przez około godzinę lub półtorej. Odcedzamy.

3. Barszcz. Wywar grzybowy (razem z grzybami) oraz bulion warzywny wlewamy do dużego garnka. Podgrzewamy. Dolewamy stopniowo zakwas do czasu, aż uzyskamy smak idealny. Dla każdego ten smak jest inny, dlatego nie podaję proporcji. Na koniec możemy dodać odrobinę słodyczy łyżeczką miodu. Do barszczu wsypujemy około łyżeczkę majeranku, może trochę więcej i podgrzewamy. Nie wolno barszczu gotować! Straci swój piękny kolor! Ma się tylko porządnie zagrzać. Taki barszcz doprawiamy do smaku solą i pieprzem, przykrywamy i odstawiamy na noc w chłodne miejsce. Dzięki temu wszystkie składniki się przegryzą.

Podgrzewamy tuż przed kolacją wigilijną.

Smacznego!

wtorek, 12 grudnia 2017

zakwas na barszcz wigilijny



Barszcz wigilijny. Dla mnie bezsprzeczny król świątecznego stołu. Jedyny w swoim rodzaju. Bardzo mocny, słodko - kwaśny, z dużą ilością czosnku i pieprzu. Czy podawany z grzybowymi uszkami, czy w filiżance do picia, powinien smakować świetnie. Ja przygotowuję go tylko raz w roku, dlatego powinien być idealny. 

Żeby zrobić perfekcyjny barszcz wigilijny, musimy zrobić idealny zakwas na barszcz. Bez tego nie ma szans i nikt mnie nie przekona, że kupne koncentraty barszczu go zastąpią. Nie mówię tu, że one są złe i nie warto ich wykorzystywać, bo często to robię przygotowując barszcz ukraiński, ale... Barszcz wigilijny jemy raz w roku (przynajmniej ja) i dlatego staram się przygotować go jak najlepiej potrafię!


Potrzebujemy:
  • 1,5 kg buraków dobrej jakości
  • 1,5 litra przegotowanej wody, ostudzonej
  • 1,5 łyżki soli
  • 3 liście laurowe
  • 4 - 5 ziarenek ziela angielskiego
  • pół łyżeczki pieprzu w ziarnach
  • główka czosnku

Przygotowanie:

Buraki kroimy w cienkie plasterki i układamy warstwami w słoiku lub glinianym naczyniu, przekładając liśćmi laurowymi, ząbkami czosnku (nie trzeba ich obierać), zielem angielskim i pieprzem.

Wszystko zalewamy przestudzoną wodą, wymieszaną z solą.

Słoik przykrywamy gazą i odstawiamy na około 7 dni w miejsce o temperaturze pokojowej. U mnie stoi na blacie kuchennym.

Gotowy zakwas będzie miał smak podobny do soku z kiszonych ogórków. Nie może pojawić się na nim pleśń. Jeśli tak się stanie, zakwas należy wyrzucić! Gotowy zakwas zamykamy i odstawiamy do lodówki. Tam może czekać na święta :)


wtorek, 7 listopada 2017

frytki idealne



Kilka tygodni temu przypadkiem trafiłam na odcinek polskiej edycji Master Chefa, w którym uczestnicy musieli przygotować idealne "fish and chips", czyli klasyczne w kuchni angielskiej danie, składające się z kawałków smażonej w głębokim tłuszczu ryby i frytek. Pomyślałam wtedy, czy naprawdę usmażenie frytek jest tak proste i każdy to potrafi. Guzik prawda! Do zrobienia frytek idealnych, miękkich w środku, a złotych i chrupiących na zewnątrz potrzeba trzech składników - najlepszych ziemniaków, najlepszego oleju i najlepszej soli. Oczywiście technika smażenia też jest bardzo ważna, ale o tym później.


Ziemniaki. Kartofle. Pyry. Polska jest największym ich eksporterem w Europie. Mamy ponad 120 odmian, jednak tak naprawdę, na rynku dostępnych jest tylko kilka. Na dodatek - niestety - kupując ziemniaki na ryneczku nie mamy pewności, jaki naprawdę gatunek ziemniaków dostajemy. Cytując artykuł z magazynu Kuchnia. "Według Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa powszechne tutaj Irga i Irys stanowią zaledwie 1 proc. ziemniaków, które rosną na polach, tzw. sadzeniaków. Na bazarach jednak tego nie widać.

- To na pewno Irys? - pytam sprzedawczynię na bazarku na warszawskich Szmulkach. - Na pewno! - słyszę. - A da się sprawdzić, że to Irys, a nie Irga? - drążę. - Oczywiście! Irys ma jasną skórkę, a Irga jest bardziej różowa - przekonuje kobieta. 

Kolejna handlarka przy rondzie stołecznym Wiatraczna również zapewnia, że ma tylko Irgi i Irysy. 

- Irga jest okrągła, a Irys bardziej półdługi i skórkę ma białą - zapewnia.

Inny sprzedawca, który handluje ziemniakami od 15 lat, jest bardziej szczery. - Ja sam mam Lordy. Irgę kupuję na giełdzie, ale to jest loteria. Nie sposób ich odróżnić od innych ziemniaków i trzeba wierzyć plantatorowi na słowo." 


Dlatego ja kupuję ziemniaki w marketach, w paczkach. Według polskiego prawa producent musi podpisać produkt, jaki sprzedaje. 

Jeśli już wiemy, gdzie kupić ziemniaki, czas wybrać ich gatunek do przygotowania frytek. Najlepsze będą ziemniaki o zawartości skrobi od 15 do 18 %, które "mają dużo mąki". Sprawdzą się tu odmiany takie jak: Fresco, Augusta, Etola, Etiuda, Finezja, Legenda, Jelly i Syrena. 

Jak już kupimy ziemniaki idealne, czas wybrać olej. Tak tak, olej, nie żadną oliwę. Chodzi o to, by tłuszcz miał jak najwyższą temperaturę spalania. Ja osobiście smażę frytki na oleju słonecznikowym, ale jadłam kiedyś frytki smażone na łoju wołowym i wyrwały z butów!

Teraz sól. Tutaj mogą zacząć się kontrowersje, bo przecież sól to sól. I tu znowu guzik prawda! W sklepach dostępne są sól kuchenna, zwana solą warzoną, sól kamienna (taka jak z Wieliczki), sól morska, a także te bardziej egzotyczne jak himalajska, peruwiańska czy sól Maldon. Ja najbardziej lubię różową sól himalajską, już dość popularną i dostępną nawet w małych sklepach oraz sól Maldon, ale ją trudniej kupić. To sól morska, naturalnie odparowywana w hrabstwie Essex, bardzo bogata w magnez i wapń. Te dwie sole są delikatniejsze np. od soli kamiennej.

Jeśli mamy już przygotowane najlepsze składniki możemy przygotować frytki idealne!


Potrzebujemy:

  • 1 kg ziemniaków
  • około 1,5 litra oleju 
  • sól
+ ewentualnie dodatki - w moim przypadku odrobina świeżego rozmarynu i szczypta świeżo zmielonego pieprzu



Przygotowanie:

Ziemniaki obieramy (lub nie), kroimy na frytki, myjemy i dokładnie osuszamy. Wrzucanie mokrych ziemniaków do rozgrzanego oleju jest niebezpieczne, dlatego warto się postarać, by później nie płakać po poparzeniach.

Do dużego garnka wlewamy olej. Nie więcej niż do połowy wysokości (to też kwestia bezpieczeństwa). Rozgrzewamy go do 140 st. C (jeśli nie macie termometru, olej będzie gotowy do smażenia, jeśli zacznie skwierczeć, gdy wrzucicie surową frytkę).

Delikatnie, najlepiej za pomocą łyżki cedzakowej wrzucamy ziemniaki do oleju. Smażymy na średnim ogniu około 7 - 8 minut, aż ziemniaki zmiękną, ale się nie zarumienią. Po tym czasie wyciągamy je z garnka i zostawiamy do przestygnięcia.

W tym czasie, gdy ziemniaki stygną, rozgrzewamy olej mocniej, do 180 st. C. Jak to sprawdzić? Wrzućcie jedną frytkę i zobaczcie, co się dzieje. Jeśli olej mocno skwierczy, a ziemniak mocno się rumieni, to czas wrzucić resztę. Jeśli nie, rozgrzewamy olej bardziej.

Do bardzo gorącego oleju wrzucamy lekko przestudzone frytki. Najlepiej w dwóch partiach, żeby zbyt mocno nie obniżać temperatury oleju. Smażymy aż pięknie się zarumienią.

Gotowe frytki wrzucamy na kilkadziesiąt sekund na ręcznik papierowy, by odsączyć nadmiar tłuszczu.

Frytki doprawiamy po swojemu i podajemy! Od razu, natychmiast!

Smacznego!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...