Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 czerwca 2018

makaron z pulpetami rybnymi i zielonymi warzywami



Upał jakby zelżał. Dziś od rana leje i grzmi. Temperatura także nie rozpieszcza. To ten moment w lecie, kiedy muszę porzucić chłodniki i sałaty i zjeść coś ciepłego. Tak mam, tak działa mój organizm, że kiedy robi się chłodniej, muszę na czczo wypić gorącą herbatę, a na obiad muszę zjeść coś ciepłego.

Tak więc dziś znowu makaron. Jakoś tak wyszło. Tym razem inny, z pulpetami rybnymi, zielonymi warzywami i sosem na bazie czosnku i białego wina. Wyobrażacie sobie, jak to pachnie? Naprawdę dobrze. Jak każde danie z makaronem powinniśmy przygotować je tuż przed podaniem. Ale tutaj wystarczy usmażyć kulki rybne i ugotować zielone warzywa wcześniej, a tuż przed podaniem ugotować makaron i przygotować sos. To dobra opcja dla zapracowanych, bo ja np. często kulki rybne smażę dzień wcześniej, późnym wieczorem i przechowuję je w lodówce.


Składniki:
  • ulubiony makaron (ja kupiłam bucatini, ale możecie wykorzystać każdy inny)
  • zielone warzywa (u mnie zielone szparagi, cukinia, groszek cukrowy i brokuł)
  • 2 ząbki czosnku, pokrojonego w cienkie plasterki
  • 100 ml białego wytrawnego wina
  • około 350 ml śmietanki kremówki
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • łyżka oliwy
  • parmezan do posypania

kulki rybne:
  • 350 - 400 g filetów rybnych bez skóry (u mnie dorsz, ale możecie użyć innych ryb morskich)
  • 1/2 dużej cebuli, posiekanej w bardzo drobną kostkę
  • 2 łyżki zmiksowanych bezglutenowych płatków owsianych (zmiksowanych jak bułka tarta) lub bułki tartej
  • 1 jajko
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • olej rzepakowy do smażenia

Przygotowanie:

1. Zaczynamy od przygotowania kulek rybnych. Cebulę podsmażamy na małym ogniu, do miękkości na odrobinie oleju. Odstawiamy do przestygnięcia.

2. Filety rybne siekamy w malakserze na niezbyt gładką masę. Dodajemy przestudzoną cebulę, jajko i mieszamy. Na koniec wsypujemy zmiksowane płatki owsiane lub bułkę tartą, doprawiamy wszystko solą i pieprzem, ponownie mieszamy i odstawiamy na kilka minut, by masa zgęstniała.

3. Z masy rybnej formujemy nieduże kulki i obsmażamy je na rozgrzanym oleju rzepakowym z każdej strony na złoto - brązowy kolor.

4. Gotowe kulki rybne wykładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, by odsączyć je z nadmiaru tłuszczu.
 
5. W międzyczasie gotujemy warzywa w dużej ilości osolonej wody, tak żeby pozostały al dente, a nawet lekko chrupiące. Ugotowane odcedzamy i przelewamy bardzo zimną wodą, dzięki czemu zachowamy ich piękny kolor i chrupkość.
 
Uwaga! By zachować piękny kolor zielonych warzyw zawsze wrzucamy je na wrzątek i gotujemy bez przykrycia! Dodatkowo po ugotowaniu przelewamy je bardzo zimną wodą albo zanurzamy w misce z wodą z kostkami lodu. To naprawdę działa!
 
6. Gdy pulpety rybne są gotowe, a warzywa ugotowane, możemy wstawić wodę i ugotować makaron, a w międzyczasie przygotowujemy sos

7. W głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę. Wrzucamy czosnek i smażymy chwilę. Po 2 - 3 minutach wlewamy na patelnię wino i odparowujemy alkohol (powinno zostać około 1/2 wlanego płynu). Po chwili wlewamy śmietankę i gotujemy tak długo, aż sos zgęstnieje. Mieszamy co jakiś czas. Na koniec doprawiamy solą, pieprzem i odrobiną świeżo startej gałki. 

8. Do sosu przekładamy kulki rybne i zielone warzywa, wrzucamy odcedzony, gorący makaron, delikatnie mieszamy i gotowe!

Makaron podajemy od razu, posypany odrobiną parmezanu i ewentualnie posiekaną natką pietruszki.

Smacznego!

wtorek, 19 czerwca 2018

moja ulubiona zupa kalafiorowa


 

Długo szukałam idealnego smaku zupy kalafiorowej, której jako dziecko i jeszcze później nie mogłam przełknąć. Co tu dużo ukrywać, rozgotowany kalafior do dziś uznaję za niejadalny. Wszystkie kalafiorowe kremy są raczej nie dla mnie (chyba, że z ostrym serem stilton, na który przepis znajdziecie tutaj). Ostatnio po wizycie u fryzjera, odwiedziłam bar mleczny, tuż obok. Zamówiłam zupę dnia - ach jakie ryzyko - kalafiorową. Ku memu zaskoczeniu była pyszna! Był to właściwie rosół z kalafiorem (może odrobinę zbyt rozgotowanym), ziemniakami i koprem. Trochę brakowało jej lubczyku i pieprzu, ale naprawdę była smaczna. Postanowiłam powtórzyć ją w domu, ale tak według moich upodobań. 

Najlepsza kalafiorowa będzie na najlepszym, domowym bulionie. To on nadaje zupie smak, więc warto poświecić mu najwięcej uwagi. I tak zrobimy.

Potrzebujemy:

bulion:
  • kawałek jakiegoś mięsa (może być wołowina, kurczak lub indyk - u mnie skrzydło indycze obrane ze skóry, żeby nie było tak tłusto) 
  • włoszczyzna (bulwa selera + nać, 2 - 3 pietruszki, 2 - 3 marchewki, por, cebula)
  • 2 liście laurowe + 2 ziarna ziela angielskiego
  • kilka gałązek świeżego lubczyku (można pominąć, ale dodaje super smaku, to naturalne maggi) 
  • sól i pieprz w ziarenkach (około łyżeczki) 
  • około 2 litrów zimnej wody
pozostałe składniki: 
  • około 6-7 ziemniaków (młode najlepsze) 
  • około pół główki kalafiora (jeśli mniejszy, to więcej) 
  • garść posiekanego świeżego koperku 
  • opcjonalnie - śmietana lub jogurt naturalny

Przygotowanie:

1. Zaczynamy od przygotowania bulionu. Ja robię to wieczorem, dzień wcześniej. Kawałek mięsa, dobrze opłukany, zalewamy około litrem zimnej wody. Przykrywamy i gotujemy na małym ogniu przez około godzinę (wołowinę trochę dłużej). Mięso gotujemy najpierw samo po to, by nie rozgotować warzyw.

2. Gdy mięso zacznie mięknąć wrzucamy warzywa, umyte i pokrojone na mniejsze kawałki, kulki pieprzu, ziele i liście, lubczyk. Dolewamy zimnej wody (zawsze zimnej, dzięki czemu rosół pozostaje klarowny) i gotujemy na minimalnym ogniu, pod przykryciem jeszcze godzinę, półtorej. Jeśli zauważymy, że za mocno bulgocze, warto wlać trochę zimnej wody.

3. Każdy rosół (w ogóle zupę) solimy na samym końcu. Dzięki temu na pewno jej nie przesolimy (płyn odparowuje), s dodatkowo mięso szybciej zmięknie (bez soli).

4. Gotowy bulion odcedzamy. Warzywa (marchewkę, seler i pietruszkę) możemy pokroić i dodać na sam koniec do zupy. Ja nie dodaję, bo nie lubię, ale nie ma sprawy.

5. Czas na kalafiorową. Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę. Wrzucamy do gorącego bulionu. Gotujemy około 5 minut, a następnie dodajemy podzielony na różyczki kalafior. Gotujemy do miękkości.

6. Na samym końcu, gdy warzywa zmiękną dodajemy dużą garść posiekanego koperku.

7. Zupę możemy zabielić śmietaną (12-18%) lub jogurtem naturalnym (to moja wersja niskotłuszczowa).

Smacznego!

czwartek, 10 maja 2018

kilka słów o bobie oraz o tym, jak bób gotowała babcia Uta



Już jest! Mój ukochany, świeży, najlepszy. Bób. W sezonie mogę jeść go w nieskończoność, ale czy bób jest zdrowy? Podobnie jak inne rośliny strączkowe, bób ma mnóstwo wartości odżywczych. Ma niską zawartość sodu, jest bogaty w potas oraz rozpuszczalny błonnik, który obniża poziom cholesterolu oraz reguluje ciśnienie krwi.

Gotowany bób nie jest niskokaloryczny. 100 gramów bobu zawiera 110 kcal, jednak dzięki niskiej zawartości tłuszczu i sporej ilości rozpuszczalnego błonnika jest pożądanym składnikiem diety odchudzającej. Bób spowalnia proces trawienia i na długo pozostawia uczucie sytości, dlatego może pomóc kontrolować wagę.

Poza tym bób jest bardzo bogaty w kwas foliowy, który niezbędny jest kobietom w ciąży, jednak nie tylko. Niedobór kwasu foliowego u osób dorosłych może doprowadzić do problemów ze snem, a nawet do depresji. Poza tym kwas foliowy świetnie wpływa na zdrowie skóry, włosów i paznokci.

Acha, jeszcze jedno. Spożywanie bobu może wspierać walkę z anemią.*

Wiem, że ugotowanie bobu nie jest specjalnie skomplikowany, ale chciałam się tu z wami podzielić sposobem mojej babci Uty, któremu od lat wierna jest cała moja rodzina. Czy pomyśleliście kiedyś, by do wody, oprócz soli, dodać mały pęczek świeżego koperku? Jeśli nie, spróbujcie koniecznie. Myślę, że Uta bobu bez kopru nawet by nie tknęła :)




Pamiętajcie również, że młody bób jest pyszny również na surowo (jak zielony groszek), np. w pysznej paście z czosnkiem, oliwą i miętą.

To co? Ugotujemy trochę bobu?

Potrzebujemy:
  • 0,5 kg świeżego bobu lub dużo dużo więcej
  • mały pęczek koperku
  • około łyżeczki soli

Gotowanie:

Bób razem z solą i koprem zalewamy dużą ilością zimnej wody. Nie przykrywamy! Przykrywanie gotujących się zielonych warzyw (brokułów, groszku, fasolki) sprawia, że tracą swój piękny zielony kolor.

Gotujemy bób do miękkości lub - tak jak ja lubię najbardziej - al dente. Po ugotowaniu koper wyrzucamy. Ja jem bób prosto z durszlaka, bo tak smakuje mi najbardziej :)

Smacznego i na zdrowie!

Źródło informacji: www.poradnikzdrowie.pl; www.lokalnyrolnik.pl
jednak dzięki niewielkiej zawartości tłuszczu i sporej ilości rozpuszczalnego błonnika jest jednym z pożądanych składników diety odchudzającej

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-bob-jest-zdrowy-wlasciwosci-odzywcze-i-lecznicze-bobu_41741.html
Bób, podobnie jak inne rośliny strączkowe, jest skarbnicą wartości odżywczych. Ceni się go ze względu na liczne właściwości lecznicze. Bób m.in. wiąże kwasy żółciowe w jelicie grubym, a tym samym obniża stężenie cholesterolu LDL we krwi. Z kolei dzięki dużej zawartości kwasu foliowego może zapobiec wystąpieniu wad rozwojowych u płodu i wspomóc proces leczenia niedokrwistości

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-bob-jest-zdrowy-wlasciwosci-odzywcze-i-lecznicze-bobu_41741.html
Bób, podobnie jak inne rośliny strączkowe, jest skarbnicą wartości odżywczych. Ceni się go ze względu na liczne właściwości lecznicze. Bób m.in. wiąże kwasy żółciowe w jelicie grubym, a tym samym obniża stężenie cholesterolu LDL we krwi. Z kolei dzięki dużej zawartości kwasu foliowego może zapobiec wystąpieniu wad rozwojowych u płodu i wspomóc proces leczenia niedokrwistości

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-bob-jest-zdrowy-wlasciwosci-odzywcze-i-lecznicze-bobu_41741.html

wtorek, 23 stycznia 2018

okra w pomidorach





fot. asukumagazine.com


Okra. Warzywo o wyjątkowej urodzie i niepowtarzalnym smaku, przypominającym trochę połączenie papryki, cukinii i fasolki szparagowej. Bardzo popularne w Azji, szczególnie w Indiach, w Ameryce Środkowej i na południu USA, gdzie nazywane jest gumbo i gości w menu wielu restauracji. W pobliżu mojego domu znajduje się restauracja kubańska, a właścicielka, rodowita Kubanka o imieniu Alba, podaje okrę, tak jak jadła w rodzinnym domu, z ryżem.

Niełatwo w Polsce to warzywo kupić, ale mi się udało ostatnio w jednym z supermarketów, na dziale z owocami i warzywami egzotycznymi. Cena 200 gramów (to dwie duże garście, bo okra jest dość lekka) kosztowało około 8 zł, więc nie ma dramatu.

Ja z okry przygotowałam warzywny gulasz, podobny do tego, jaki jadłam kiedyś w jednym z krajów arabskich. Zaskoczyłam smakiem przyjaciółki, które wpadły na późny obiad i plotki.

 Jeśli uda wam się okrę gdzie znaleźć, kupcie koniecznie, bo to naprawdę pyszne warzywo.


Składniki:
  • około 200 g okry
  • 2 puszki pomidorów
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • około 100 ml białego wytrawnego wina (można pominąć, ale po co?)
  • pół łyżeczki mielonego kuminu
  • 1/4 łyżeczki mielonej kolendry
  • szczypta suszonego chilli
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz
  • olej rzepakowy (2 - 3 łyżki)
  • ewentualnie szczypta cukru

Przygotowanie:

1. Okrę opłukujemy, osuszamy, odkrajamy "ogonek" i kroimy na mniejsze kawałki (na pół będzie w porządku).

2. Łyżkę oleju rozgrzewamy w głębokiej patelni lub garnku. Gdy będzie gorący, wrzucamy okrę i podsmażamy kilka minut, co jakiś czas mieszając.

3. W międzyczasie cebulę kroimy w kostkę. 

4. Podsmażoną okrę wyciągamy na talerz, a na patelnię wlewamy jeszcze odrobinę oleju. Wsypujemy kolendrę, kumin oraz chilli. Podsmażamy kilka sekund, dzięki czemu "wyciągniemy" z przypraw jeszcze więcej aromatów. Dodajemy cebulę i czosnek przeciśnięty przez praskę i podsmażamy, co jakiś czas mieszając, aż zmiękną.

5. Gdy cebula zacznie się rumienić, wlewamy na patelnię wino i czekamy chwilę, aż odparuje. Teraz wlewamy 2 puszki pomidorów. Dusimy, co jakiś czas mieszając, aż pomidory się lekko rozpadną, a sos odparuje i zgęstnieje.

6. Gdy sos będzie już dość gęsty, wrzucamy z powrotem okrę, doprawiamy wszystko solą, świeżo mielonym czarnym pieprzem i jeśli jest taka potrzeba szczyptą cukru i ewentualnie jeszcze odrobiną chilli. Dusimy jeszcze kilka minut.

Gotowy "gulasz" podajemy z ulubionymi dodatkami, kaszą, ryżem albo kawałkiem chrupiącej bagietki.

Smacznego!


piątek, 15 grudnia 2017

ryba po grecku

 

Ryba po grecku ma pewnie tyle samo wspólnego z Grecją, co śledź po japońsku z Japonią, a ruskie pierogi z Rosją. Nie przeszkadza jej to jednak być moim ulubionym - no może obok pierogów z kapustą i prawdziwkami - wigilijnym daniem. Przyznam wam się do tego, że nie jest to tradycyjne danie na moim rodzinnym świątecznym stole, a pojawiło się na nim niedawno za sprawą Marianny - teściowej mojej kuzynki, która jest dla mnie mistrzem w rybie po grecku. Jaka powinna być idealna ryba po grecku? Słodko - kwaśna z wyczuwalnym aromatem liści laurowych i ziela angielskiego, dość pieprzna z najlepszej jakości rybą. Poniżej przedstawiam wam przepis na rybę po grecku, którą powinniście doprawić według własnego uznania. Po co w tym wszystkim białe wino? Dodaje kwasowości i rewelacyjnego aromatu. Nie powinniście martwić się tym, jeśli podajecie rybę dzieciom. Alkohol podczas duszenia i gotowania wyparowuje, a pozostaje tylko rewelacyjny smak!


Potrzebujemy:
  • około 800 g filetów rybnych (np. dorsza lub morszczuka - jeśli używacie Państwo ryb mrożonych, należy je wcześniej rozmrozić przez noc w lodówce, a potem dokładnie odsączyć z wody przed smażeniem)
  • 3 średnie marchewki
  • 2 korzenie pietruszki
  • około 1/3 bulwy selera
  • 1 duża cebula
  • około 100 ml białego wytrawnego wina (można zastąpić wodą, ale po co?)
  • około 3 łyżek koncentratu pomidorowego
  • 2 liście laurowe
  • 3 ziarenka ziela angielskiego
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • mąka pszenna do obtoczenia ryby
  • masło klarowane do smażenia
  • natka pietruszki


Przygotowanie:

1. Cebulę kroimy w grubą kostkę. Marchewki, pietruszki i seler ścieramy na tarce o grubych oczkach. W głębokiej patelni rozgrzewamy około 2 łyżek masła klarowanego. Do tłuszczu wrzucamy liście laurowe i ziele angielskie (dzięki wysokiej temperaturze szybciej oddadzą aromaty), a po chwili posiekane warzywa. Smażymy chwilę, co jakiś czas mieszając, po czym wlewamy na patelnię wino. Dusimy wszystko na małym ogniu do czasu, aż warzywa zmiękną. Na koniec doprawiamy warzywa koncentratem pomidorowym, solą i pieprzem do smaku.

2. Osuszoną rybę kroimy na kawałki, doprawiamy solą i pieprzem i obtaczamy lekko w mące. Smażymy na rozgrzanym maśle klarowanym, aż się ładnie zarumienią.

3. Gotowe warzywa przekładamy warstwami z kawałkami ryby w ładnym naczyniu i odstawiamy do wystygnięcia.

Oczywiście, można jeść rybę po grecku od razu po przygotowaniu, ale nie oszukujmy się - najlepsza będzie następnego dnia, po spędzeniu całej nocy w lodówce, gdzie wszystkie składniki zdążą się przegryźć. Wtedy będzie idealna!

Smacznego!


wtorek, 7 listopada 2017

frytki idealne



Kilka tygodni temu przypadkiem trafiłam na odcinek polskiej edycji Master Chefa, w którym uczestnicy musieli przygotować idealne "fish and chips", czyli klasyczne w kuchni angielskiej danie, składające się z kawałków smażonej w głębokim tłuszczu ryby i frytek. Pomyślałam wtedy, czy naprawdę usmażenie frytek jest tak proste i każdy to potrafi. Guzik prawda! Do zrobienia frytek idealnych, miękkich w środku, a złotych i chrupiących na zewnątrz potrzeba trzech składników - najlepszych ziemniaków, najlepszego oleju i najlepszej soli. Oczywiście technika smażenia też jest bardzo ważna, ale o tym później.


Ziemniaki. Kartofle. Pyry. Polska jest największym ich eksporterem w Europie. Mamy ponad 120 odmian, jednak tak naprawdę, na rynku dostępnych jest tylko kilka. Na dodatek - niestety - kupując ziemniaki na ryneczku nie mamy pewności, jaki naprawdę gatunek ziemniaków dostajemy. Cytując artykuł z magazynu Kuchnia. "Według Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa powszechne tutaj Irga i Irys stanowią zaledwie 1 proc. ziemniaków, które rosną na polach, tzw. sadzeniaków. Na bazarach jednak tego nie widać.

- To na pewno Irys? - pytam sprzedawczynię na bazarku na warszawskich Szmulkach. - Na pewno! - słyszę. - A da się sprawdzić, że to Irys, a nie Irga? - drążę. - Oczywiście! Irys ma jasną skórkę, a Irga jest bardziej różowa - przekonuje kobieta. 

Kolejna handlarka przy rondzie stołecznym Wiatraczna również zapewnia, że ma tylko Irgi i Irysy. 

- Irga jest okrągła, a Irys bardziej półdługi i skórkę ma białą - zapewnia.

Inny sprzedawca, który handluje ziemniakami od 15 lat, jest bardziej szczery. - Ja sam mam Lordy. Irgę kupuję na giełdzie, ale to jest loteria. Nie sposób ich odróżnić od innych ziemniaków i trzeba wierzyć plantatorowi na słowo." 


Dlatego ja kupuję ziemniaki w marketach, w paczkach. Według polskiego prawa producent musi podpisać produkt, jaki sprzedaje. 

Jeśli już wiemy, gdzie kupić ziemniaki, czas wybrać ich gatunek do przygotowania frytek. Najlepsze będą ziemniaki o zawartości skrobi od 15 do 18 %, które "mają dużo mąki". Sprawdzą się tu odmiany takie jak: Fresco, Augusta, Etola, Etiuda, Finezja, Legenda, Jelly i Syrena. 

Jak już kupimy ziemniaki idealne, czas wybrać olej. Tak tak, olej, nie żadną oliwę. Chodzi o to, by tłuszcz miał jak najwyższą temperaturę spalania. Ja osobiście smażę frytki na oleju słonecznikowym, ale jadłam kiedyś frytki smażone na łoju wołowym i wyrwały z butów!

Teraz sól. Tutaj mogą zacząć się kontrowersje, bo przecież sól to sól. I tu znowu guzik prawda! W sklepach dostępne są sól kuchenna, zwana solą warzoną, sól kamienna (taka jak z Wieliczki), sól morska, a także te bardziej egzotyczne jak himalajska, peruwiańska czy sól Maldon. Ja najbardziej lubię różową sól himalajską, już dość popularną i dostępną nawet w małych sklepach oraz sól Maldon, ale ją trudniej kupić. To sól morska, naturalnie odparowywana w hrabstwie Essex, bardzo bogata w magnez i wapń. Te dwie sole są delikatniejsze np. od soli kamiennej.

Jeśli mamy już przygotowane najlepsze składniki możemy przygotować frytki idealne!


Potrzebujemy:

  • 1 kg ziemniaków
  • około 1,5 litra oleju 
  • sól
+ ewentualnie dodatki - w moim przypadku odrobina świeżego rozmarynu i szczypta świeżo zmielonego pieprzu



Przygotowanie:

Ziemniaki obieramy (lub nie), kroimy na frytki, myjemy i dokładnie osuszamy. Wrzucanie mokrych ziemniaków do rozgrzanego oleju jest niebezpieczne, dlatego warto się postarać, by później nie płakać po poparzeniach.

Do dużego garnka wlewamy olej. Nie więcej niż do połowy wysokości (to też kwestia bezpieczeństwa). Rozgrzewamy go do 140 st. C (jeśli nie macie termometru, olej będzie gotowy do smażenia, jeśli zacznie skwierczeć, gdy wrzucicie surową frytkę).

Delikatnie, najlepiej za pomocą łyżki cedzakowej wrzucamy ziemniaki do oleju. Smażymy na średnim ogniu około 7 - 8 minut, aż ziemniaki zmiękną, ale się nie zarumienią. Po tym czasie wyciągamy je z garnka i zostawiamy do przestygnięcia.

W tym czasie, gdy ziemniaki stygną, rozgrzewamy olej mocniej, do 180 st. C. Jak to sprawdzić? Wrzućcie jedną frytkę i zobaczcie, co się dzieje. Jeśli olej mocno skwierczy, a ziemniak mocno się rumieni, to czas wrzucić resztę. Jeśli nie, rozgrzewamy olej bardziej.

Do bardzo gorącego oleju wrzucamy lekko przestudzone frytki. Najlepiej w dwóch partiach, żeby zbyt mocno nie obniżać temperatury oleju. Smażymy aż pięknie się zarumienią.

Gotowe frytki wrzucamy na kilkadziesiąt sekund na ręcznik papierowy, by odsączyć nadmiar tłuszczu.

Frytki doprawiamy po swojemu i podajemy! Od razu, natychmiast!

Smacznego!


środa, 20 września 2017

żółte curry z indykiem i warzywami



Jeśli myślicie, że łatwo znaleźć definicję curry i jego pochodzenie, to jesteście w wielkim błędzie. Jeśli myślicie, że curry to głównie danie z Indii i Tajlandii, to także się mylicie. Oprócz curry indyjskiego czy tajskiego, znajdziemy na kulinarnej mapie świata także curry z Pakistanu, Sri Lanki, Malezji, Filipin, Kambodży i Wietnamu, a nawet z Afryki czy Japonii. Ciężko więc sklasyfikować curry jako danie uniwersalne, bo na całym świecie bardzo się różni. Za przykład podam wam to, że zupełnie inne curry zjecie na północy i na południu Indii.


Jakiś czas temu kupiłam wspaniałą książkę pt. "Curry. Fragrant dishes from India, Thailand, Vietnam and Indonesia", która od samej okładki zachęca mnie do gotowania i tym bardziej jedzenia. Stamtąd czerpię wiedzę i pomysły, choć niektóre są dość skomplikowane i wymagają przypraw i składników u nas ciężko dostępnych, lub wcale. 


Składniki:
  • około pół kilograma piersi z indyka, pokrojonej w dużą kostkę (około 1,5 x 1,5 cm) - możecie wykorzystać także filet z kurczaka
  • 1 cebula, pokrojona w kostkę
  • 1 ząbek czosnku, pokrojony w cienkie plasterki
  • 2 marchewki, pokrojone w plasterki o grubości około 1/2 cm
  • garść fasolki szparagowej, pokrojonej na mniejsze kawałki
  • różyczki brokuła (ja wykorzystałam około połowy niewielkiego brokuła)
  • puszka mleka kokosowego
  • oleju rzepakowy
  • 3 - 4 łyżki żółtej pasty curry (ilość pasty zależy od was i od ostrości samej pasty)
  • sos sojowy
+ do podania - ryż jaśminowy


Przygotowanie:

Kilka godzin wcześniej (najlepiej całą noc). Łyżkę pasty curry mieszamy z łyżeczką oleju rzepakowego i łyżeczką sosu sojowego. Taką pastą "nacieramy" mięso, przykrywamy i odstawiamy do lodówki, by się ładnie zamarynowało. 

Uwaga! Jeśli nie macie kilku godzin, bo np. chcecie przygotować ekspresowy obiad, możecie zamarynować mięso i odstawić je na 15 - 20 minut, ale nie do lodówki!

Mięso zamarynowane, możemy zaczynać! Wyciągamy mięso z lodówki. W woku lub w głębokiej patelni rozgrzewamy olej (1 - 2 łyżki). Dodajemy 2 łyżki pasty curry (później dodamy więcej, ważne by nie przesadzić z ostrością na początku). Podsmażamy minutę, dzięki czemu aromaty będą jeszcze bardziej wyraziste. 

Dodajemy cebulę i czosnek i podsmażamy jeszcze 2 - 3 minuty, mieszając od czasu do czasu.

Do garnka/patelni wlewamy mleko kokosowe i doprowadzamy do wrzenia. Gdy zacznie bulgotać, dodajemy indyka i warzywa.

Całość dusimy do momentu, gdy warzywa zmiękną, ale pozostaną "al dente", nie chcemy rozgotowanej papki.

Na sam koniec wszystko jeszcze doprawiamy. Jeśli uważacie, że curry jest zbyt mało wyraziste lub zbyt mało pikantne, dodajemy jeszcze trochę pasty curry. Niestety nie podam wam konkretnych ilości pasty, bo każda pasta jest inna, a poza tym wasze upodobania smakowe mogą się różnić od moich. Na koniec jeszcze odrobina sosu sojowego i gotowe!

Smacznego!

wtorek, 22 sierpnia 2017

kotlety z indyka z warzywami



Po babskim weekendzie w Pradze pełnym alkoholu, śmieciowego żarcia i niedospania, potrzebowałam lekkiego lunchu. Zielona herbata z cytryną i imbirem, liście świeżej sałaty z winegretem i kotlety z indyka z warzywami - tego potrzebowałam!

Dzisiejsze kotlety są lekkie, zdrowe i naprawdę pyszne. Dzięki dodatkowi duszonych warzyw nie są suche jak wióry, co w przypadku kotletów drobiowych bywa dość częste. Możecie podać je z ulubionym sosem, rewelacyjnie zagrają z koperkowym!


Składniki:
  • 1 mała marchewka
  • 1/2 korzenia pietruszki
  • 1/4 bulwy selera
  • 1/2 kalarepy
  • 1/2 niedużej cukinii
  • 1 cebula
  • około 400 g mielonego mięsa z indyka
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • olej rzepakowy do smażenia


Przygotowanie:

1. Cebulę kroimy w piórka, pozostałe warzywa ścieramy na tarce o dużych oczkach. W głębokiej patelni rozgrzewamy łyżkę lub dwie oleju i wrzucamy warzywa. Smażymy na niewielkim ogniu, co jakiś czas mieszając,do czasu aż wszystkie zmiękną. Zostawiamy do przestudzenia.

2. Ostudzone warzywa mieszamy z mielonym mięsem, doprawiamy solą i świeżym pieprzem.

3. Formujemy kotlety i smażymy na rozgrzanej patelni, na odrobinie oleju (w przypadku patelni teflonowej, możecie smażyć bez oleju) po kilka minut z każdej ze stron.

Smacznego!

poniedziałek, 26 czerwca 2017

aromatyczny kurczak z warzywami



Po leniwej niedzieli następuje poniedziałek. Dzisiaj nie mam już czasu na długie przesiadywanie w kuchni, teraz w przerwie między jednym a drugim spotkaniem, potrzebuję szybkiego obiadu. Taki jest ten kurczak, szczególnie, jeśli znajdziecie czas rano albo poprzedniego wieczoru, by zamarynować mięso. Potem idzie już jak z płatka. Zobaczcie, jakie to proste!


Składniki (dla 2 osób):

  • 2 świeże piersi z kurczaka, nieduże (ja kupiłam piersi kurczaka ze skórką, która podczas smażenia pięknie się zarumieniła)

marynata do mięsa:
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • ząbek czosnku, pokrojony w cienkie plasterki
  • 1/2 łyżeczki mielone kminu rzymskiego
  • sól i świeżo mielony czarny pieprz
  • skórka otarta z 1/2 cytryny, wcześniej wyszorowanej i sparzonej

warzywa:
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 nieduża marchewka
  • 1/4 bulwy selera
  • 1/2 bulwy fenkuła (kopru włoskiego)
  • 1/2 średniej cukinii
  • garść groszku cukrowego
  • garść liści świeżej kolendry
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • 1/2 łyżeczki mielonej suszonej kolendry

Przygotowanie:


Minimum 4 godziny wcześniej albo (jeszcze lepiej) wieczorem dnia poprzedniego.

Zaczynamy od zamarynowania mięsa. Najlepiej, by zrobić to na minimum 4 godziny przed rozpoczęciem grillowania. Wszystkie składniki marynaty mieszamy w dużej misce. Mięso nacinamy w kilku miejscach pionowo (należy uważać, by nie przeciąć mięsa na wylot) od najgrubszej strony. Dzięki temu lepiej się zamarynuje, a przede wszystkim równomiernie usmaży. Tak przygotowane kawałki kurczaka nacieramy marynatą, miskę przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy na kilka godzin do lodówki.


Przed podaniem.

1. Kurczaka wyciągamy z lodówki minimum 30 minut przed smażeniem. Tak samo jak w przypadku na przykład steków wołowych czy jagnięciny, mięso tuż przed grillowaniem powinno mieć temperaturę pokojową. Pozwoli mu to zachować soczystość, będzie równomiernie usmażone i po prostu lepsze.

2. Marchewkę, cukinię i seler kroimy w słupki. Cebulę, czosnek i fenkuła kroimy w półplasterki. Groszek cukrowy przekrajamy na połówki. Na patelnię wlewamy łyżkę oleju, dodajemy mieloną kolendrę i po chwili wszystkie warzywa. Podsmażamy na niewielkim ogniu, aż zmiękną, ale wciąż pozostaną jędrne. Na koniec wszystko doprawiamy solą, pieprzem i posiekaną świeżą kolendrą.

3. W międzyczasie, gdy warzywa się duszą, możemy smażyć mięso. Na rozgrzaną suchą patelnię wykładamy piersi kurczaka, które wcześniej oczyściliśmy z kawałków czosnku i skórki cytrynowej (te się przypalają, dlatego nie chcemy ich na patelni). Smażymy po kilka minut z każdej strony, aż mięso pięknie się zezłoci. 

4. Gotowe mięso zostawiamy na kilka minut do odpoczęcia, a następnie podajemy z duszonymi warzywami. Możemy posypać prażonymi pestkami słonecznika.

Smacznego ☺

Szyszkin


piątek, 24 czerwca 2016

burgery rybne i domowy colesław





Znowu chwilę mnie tu nie było. Wybaczcie. Mnóstwo pracy i upał jak diabli spowodowały, że do kuchni miałam ostatnio nie po drodze. Codzienne obiady w postaci szybkich sałat ze wszystkiego, co mam w lodówce nie były na tyle atrakcyjne, by "pokazywać" je na blogu. Poza tym lato to ta pora roku, kiedy na śniadanie wystarcza mi miska truskawek, a na kolację - pyszna, młoda kalarepa. Niewiele mi potrzeba, kiedy tak jak dziś, temperatura na zewnątrz sięga 35 stopni. 

Ale okej, wracam na bloga, mam nadzieję, że tym razem na dłużej :)

Przygotowanie burgerów zaczynamy od przygotowania najważniejszego dodatku - domowej surówki colesław. Powinna ona odpocząć w lodówce przez około godzinę, by smaki dobrze się przegryzły i by była jeszcze lepsza.


DOMOWY COLESŁAW

Składniki:
  • główka młodej kapusty, bardzo drobno poszatkowana
  • 2 marchewki, starte na tarce o małych oczkach
  • 1/2 pęczka świeżego szczypiorku, drobno posiekanego
  • kilka łyżek jogurtu naturalnego
  • około 1 łyżki majonezu
  • sok z cytryny/limonki lub ocet z białego wina (do smaku)
  • odrobina świeżo startego chrzanu (jeśli nie macie świeżego chrzanu, wykorzystajcie ten ze słoiczka)
  • odrobina cukru pudru
  • sól i świeżo mielony pieprz

Przygotowanie:

1. Jogurt naturalny mieszamy z majonezem, sokiem z cytryny, odrobiną chrzanu, szczyptą cukru pudru, solą i pieprzem. Nie podaję dokładnych proporcji, przygotujcie sos według waszego uznania, waszego smaku. Jeśli trzeba dodać trochę cytryny czy majonezu, zróbcie to!
2. Kapustę mieszamy z marchewką i szczypiorkiem, doprawiamy sosem. Odstawiamy do lodówki na około godzinę.


BURGERY RYBNE

Po około godzinie możemy przygotować burgery i sos.

Składniki:
  • 1/2 kg ulubionej ryby, bez ości i bez skóry (ja kupiłam dorsza, ale możecie wykorzystać inną rybę, na jaką macie ochotę, np. morszczuka)
  • 1/2 cebuli, posiekanej w drobną kostkę
  • 1 łyżka bułki tartej (+ bułka tarta do obtoczenia burgerów przed smażeniem)
  • łodyżki z połowy pęczka kolendry, bardzo drobno posiekane (używam łodyżek, ponieważ nie chcę ich wyrzucać, a poza tym są dużo bardziej aromatyczne niż listki)
  • 2 jajka 
  • 1/2 łyżeczki mielonego kuminu
  • szczypta suszonego chilli
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • olej rzepakowy do smażenia
do podania :
  • bułki

Przygotowanie:

1. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju. Wrzucamy cebulę i podsmażamy do czasu, aż ładnie się zeszkli, ale nie zarumieni. Cebulę przekładamy do miski.
2. Rybę drobno siekamy. Nie blendujemy! Nie chcemy rybnej ciapki! Rybę dodajemy do cebuli.
3. Do miski wrzucamy także chilli, posiekane łodyżki kolendry, kumin i doprawiamy solą i porządną szczyptą świeżo mielonego pieprzu (do smaku, jak lubicie).
4. Do ryby wbijamy 1 jajko (drugiego będziemy potrzebować do panierowania burgerów) i dodajemy łyżkę bułki tartej. Wszystko mieszamy i odstawiamy na kilka minut. Po tym czasie formujemy burgery.
5. Na dużej patelni rozgrzewamy olej. Burgery najpierw obtaczamy w roztrzepanym jajku, a następnie w bułce tartej (nadmiar strzepujemy).
6. Burgery smażymy na porządnie rozgrzanym oleju, na niewielkim ogniu, z dwóch stron aż ładnie się zezłocą (po około 4 - 5 minut z każdej strony).

7. Bułki do burgerów grillujemy na suchej patelni, by lekko się zarumieniły i były przyjemnie chrupiące.

sos jogurtowy z kolendrą
  • kilka łyżek jogurtu naturalnego
  • łyżeczka majonezu
  • sok z cytryny/limonki
  • listki z połowy pęczka świeżej kolendry, drobno posiekane
  • sól i świeżo mielony pieprz
1. Jogurt naturalny mieszamy z odrobiną majonezu, doprawiamy sokiem z limonki lub cytryny oraz garścią posiekanej kolendry. Doprawiamy do smaku solą i świeżo mielonym pieprzem.


TERAZ MOŻEMY SKŁADAĆ BURGERY. NA SPÓD BUŁKI WYKŁADAMY ODROBINĘ SOSU, NA NIEGO BURGERA, POTEM DUŻĄ PORCJĘ COLESŁAWA. PRZYKRYWAMY DRUGĄ POŁOWĄ BUŁKI I PODAJEMY. NATYCHMIAST!!!

Smacznego!

PS. Dzisiaj uczniowie rozpoczynają dwumiesięczną labę i chociaż ja skończyłam szkołę już jakiś czas temu, to nastrój mam równie dobry. W końcu jest piątek!

Już za parę dni, za dni parę, weźmiesz plecak swój i gitarę...




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...