Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na specjalną okazję / na przyjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na specjalną okazję / na przyjęcia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 września 2018

bakłażany w pomidorach / Melitzanes Imam Baildi




Melitzanes Imam Baildi, czyli bakłażany w pomidorach, to grecka przystawka podawana zazwyczaj na zimno. Tego pysznego dania spróbowałam po raz pierwszy, siedząc z rodziną w maleńkiej knajpce u podnóży Akropolu. Z resztą właśnie wizyta w Atenach wywarła na mnie największe kulinarne wrażenie ostatnich lat. Prosto, domowo, świeżo i pysznie. Tak można by w kilku słowach scharakteryzować kuchnię grecką. Kilka greckich dań już znajdziecie na blogu, a to dopiero początek.

Wracając do bakłażanów. To świetne danie na imprezę z przyjaciółmi. Najlepiej smakuje dzień później po przygotowaniu, gdy wszystkie smaki dobrze się połączą. Można podawać je na ciepło, ale uwierzcie mi, na zimno to już petarda. Z chlebem albo greckimi chlebkami pita (przepis tutaj) sprawia, że nie potrzeba niczego więcej. No może oprócz kieliszka czerwonego wina i najlepszego towarzystwa :)

Oryginalnie bakłażany z pomidorami podane były bez pokruszonej fety. To już mój pomysł. Ale chyba pasuje, bo, gdy powiedziałam koleżance, że to danie jest bez fety, odpowiedziała, że nie, feta musi być!


Składniki (na duże naczynie żaroodporne):
  • 3 ładne, lśniące bakłażany
  • olej rzepakowy do smażenia
  • sól 
  • opakowanie fety
sos pomidorowy:
  • 2 duże cebule, pokrojone w kostkę
  • 3 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
  • 3 puszki pomidorów, krojonych
  • około 150 ml czerwonego, wytrawnego wina
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • szczypta suszonego chilli
  • szczypta cukru

Przygotowanie:

1. Bakłażany kroimy na plastry (około 1 cm). Układamy na ręczniku papierowym, jeden obok drugiego. Posypujemy obficie solą i zostawiamy na około 15 minut. W tym czasie bakłażany puszczą sok, a my będziemy mieć pewność, że pozbędziemy się ich gorzkiego, naprawdę nieprzyjemnego smaku. Po 15 - 20 minutach wszystkie dokładnie wycieramy, obracamy na drugą stronę i czynność powtarzamy.

2. Po tym czasie patelnię grillową (lub zwykłą) porządnie rozgrzewamy. Smażymy plastry bakłażana partiami, z dwóch stron po kilka minut, jeden po drugim, wcześniej smarując je lekko olejem.

Uwaga! Bakłażany "piją" tłuszcz jak szalone, a usmażone bez tłuszczu są właściwie niejadalne, dlatego należy znaleźć złoty środek. Ja każdy plater smaruję z jednej strony (tej, którą kładę go na patelni), a drugą stronę smaruję tuż przed obróceniem. 

3. Usmażone plastry układamy na ręczniku papierowym, by odsączyć nadmiar tłuszczu. 

4. W międzyczasie przygotowujemy sos. W głębokiej patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy. Wrzucamy liść laurowy, cebulę i czosnek i smażymy wszystko do miękkości. Gdy zmiękną wlewamy wino i czekamy aż odparuje.

5. Po chwili wlewamy na patelnię pomidory. Przykrywamy, zwiększamy ogień i dusimy wszystko przez około 15 - 20 minut, do czasu aż sos zgęstnieje. Mieszamy, co jakiś czas, by nic nie przywarło. Na koniec doprawiamy wszystko solą, pieprzem, szczyptą chilli (do smaku) i odrobiną cukru, jeśli jest taka potrzeba.

6. Zgrillowane plastry bakłażana, odsączone z tłuszczu, układamy w naczyniu żaroodpornym. Na nie wylewamy sos pomidorowy. 




7. Pieczemy wszystko około 30 minut w temperaturze 180 st. C. Gotowe wyciągamy z piekarnika i pozostawiamy do całkowitego przestygnięcia.

8. Tuż przed podaniem posypujemy wszystko pokruszoną fetą.

Smacznego!

sobota, 12 maja 2018

biszkopt z bitą śmietaną i truskawkami



Długo "chodził" za mną taki tort: biszkopt z bitą śmietaną, truskawkami i galaretką. Dla mnie to wspomnienie z dzieciństwa, bo gdy byłam mała, takie "torty" były wyjątkowo popularne. Dziś wciąż możecie znaleźć takie ciasta w cukierniach, ale zazwyczaj mam z nimi jeden kłopot. Wyjątkowo często do bitej śmietany dodawane są jakieś ulepszacze, jakieś fixy. A to po prostu chemia, która wcale smaku nie ulepsza.

Długo zabierałam się za przygotowanie takiego tortu. Wiecie, jak to jest. Zawsze coś. A to nie mam czasu, a to zapomniałam czegoś kupić. Ale nadeszła ta chwila i powiem wam szczerze, to może być mój hit tegorocznego lata. A wyobrażacie sobie ten tort ze świeżymi malinami? O matko, już nie mogę się doczekać!


Składniki:
  • truskawki (około 0,5 kg)
  • opakowanie galaretki truskawkowej
  • kubek mocnej, przestudzonej herbaty (do nasączenia biszkoptu, ja użyłam herbaty Earl Grey)
biszkopt (wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej)*:
  • 7 jaj (białka i żółtka oddzielnie)
  • 1 szklanka cukru 
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
krem:
  • pół litra śmietanki kremówki (minimum 30 %)
  • cukier puder (do smaku)

Przygotowanie: 

Zaczynamy od przygotowania biszkoptu. Ja piekę biszkopt dzień wcześniej, wieczorem.

1. Dno formy o średnicy ok. 25-26 cm wykładamy papierem do pieczenia, boków niczym nie smarujemy. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C (góra i dół bez termoobiegu).
2. Białka ubijamy na sztywno, a następnie ciągle ubijając stopniowo dodajemy po łyżce cukru. Ubijamy jeszcze około 10 minut, aż masa będzie bardzo gęsta i puszysta.
3. W trzech partiach dodajemy przesianą mąkę pszenną razem z mąką ziemniaczaną, za każdym razem miksując krótko na małych obrotach miksera tylko do połączenia się składników.
4. Masę przekładamy do formy i pieczemy 30 minut.
5. Gotowy biszkopt zostawiamy do ostudzenia w tortownicy na około 30 minut. Po tym czasie obkrajamy go przy obręczy i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia. Potem kroimy biszkopt na 2 krążki.


Galaretka:

Tak naprawdę, przygotowanie ciasta, kiedy mamy już upieczony biszkopt, powinniśmy zacząć od przygotowania galaretki. Galaretkę zalewamy wodą (około 2/3 ilości podanej na opakowaniu) i zostawiamy do przestygnięcia. Truskawki warto zalewać już mocno schłodzoną i już lekko stężałą galaretką. Dzięki temu galaretka nie spływa po bokach ciasta.


Krem:

Śmietankę kremówkę ubijamy na sztywno. Pod koniec dodajemy po łyżce cukier puder. 

Dodajcie cukru tyle, ile uważacie. Ja nie lubię zbyt słodkich kremów, ale każdy ma inne upodobania.


Składanie tortu:

1. Na dno tortownicy wykładamy pierwszy krążek biszkoptu. Nasączamy go kilkoma łyżkami przestudzonej herbaty. Na biszkopt wykładamy krem. 

2. Na kremie układamy kolejny biszkopt i lekko go dociskamy. Drugi biszkopt również nasączamy.

3. Na drugim biszkopcie układamy pokrojone w plastry truskawki. Na nie wylewamy (łyżką!) cienką warstwę galaretki i wstawiamy do lodówki. 

Ta pierwsza, cienka warstwa galaretki zapobiegnie przeciekaniu reszty galaretki po bokach tortu.

4. Gdy pierwsza warstwa galaretki stężeje, wylewamy na wierzch resztę i odstawiamy do lodówki. Tort powinien "odpoczywać" w lodówce kilka godzin, może nawet całą noc.

Gotowy tort wyciągamy z tortownicy tuż przed podaniem. 

Smacznego!

* Przepis na biszkopt pochodzi ze strony: kwestia.smaku.com.


piątek, 4 maja 2018

klasyczne tiramisu


Cześć po majówce! Nie wiem, czy macie podobne spostrzeżenia, ale wydaje mi się, że podczas długich weekendów Polska, a właściwie Polacy dzielą się na pół - na remontujących i grillujących. Ja w tym roku poświęciłam majówkę na remont, a wy jak? Do którego teamu należycie? 


Na szczęście remont skończony, można poświecić weekend na przyjemności. Zaczniemy od tych najsłodszych :) 


Mieszkańcy słonecznej Italii kończą większość posiłków owocami, w przeciwieństwie do Polaków, którzy lubią desery w postaci różnych ciast i innych słodkości. Tiramisu, klasyczny i pewnie najbardziej znany włoski deser, we włoskich domach podawany jest podczas specjalnych okazji. Pewnie dlatego, że nie należy do deserów najlżejszych i niskokalorycznych.

Tiramisu oznacza w języku włoskim „obudź mnie”, „poderwij mnie”. Odpowiednia dawka cukru i mocnej kawy faktycznie pobudza, nie tylko większość zmysłów. Dodatkowo dawka czekolady (kakao), znanej jako afrodyzjak, to nie może się nie udać. Jedną z największych fanek klasycznego tiramisu jest Sophia Loren, niekwestionowana królowa włoskiego kina.

Tiramisu to elegancki deser składający się z biszkoptów nasączonych mocną kawą i włoskim likierem Amaretto, przekładanych kremem z serka mascarpone, posypanych na wierzchu startą czekoladą lub kakao.

Klasyczny, włoski przepis mówi o tym, że krem do tiramisu powstaje z mascarpone, ubitych na parze żółtek z cukrem i piany z białek. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy chce lub może jeść częściowo surowe jajka (nawet porządnie sparzone). Chociażby kobiety w ciąży. Dlatego dzisiejszy przepis jest całkowicie bez jajek. Puszystości masie z mascarpone dodaje ubita na sztywno śmietanka kremówka. Jeśli przygotowujecie deser, który mają zjeść także dzieci, zrezygnujcie również z porcji Amaretto.

Ja przygotowałam tiramisu w jednym dużym naczyniu. Jeśli jednak wolicie, by podane było w bardziej elegancki sposób, przygotujcie osobne porcje w szklanych pucharkach.


Potrzebujemy:
  • podłużne biszkopty tzw. ladyfingers (około jednego dużego opakowania)
  • 250 g serka mascarpone  
  • 250 ml śmietanki kremówki 
  • około 2 łyżki cukru pudru  
  • 3 filiżanki mocnego espresso (lub około 1 kubka mocnej kawy rozpuszczalnej) 
  • spory chlust amaretto (jeśli nie masz amaretto, równie fajnie pasuje np. rum)  
  • kilka kropel esencji waniliowej 
  • gorzkie kakao do oprószenia

Przygotowanie:

1. Zaczynamy od zaparzenia mocnej kawy, którą następnie przelewamy do miski. Podczas przygotowywania pozostałych składników, kawa zdąży lekko wystygnąć.

2. Śmietankę ubijamy mikserem na sztywno.

3. Do serka mascarpone dodajemy cukier oraz kilka kropel esencji waniliowej i dokładnie mieszamy (możemy mieszać mikserem).

4. Śmietankę dodajemy do mascarpone i mieszamy. Ważne jest to, by mieszać to już tylko łyżką i to jak najdelikatniej, by nie utracić puszystości.

5. Do kawy wlewamy amaretto i zanurzamy w niej po kolei nie więcej niż 4 biszkopty. Róbmy to szybko, żeby biszkopty nie były zbyt rozmoknięte. Na dno naczynia układamy warstwę biszkoptów.

6. Na biszkopty wykładamy 1/3 masy z mascarpone. Powtarzamy czynność jeszcze 2 razy, żeby otrzymać 3 warstwy biszkoptów i 3 warstwy kremu.

7. Wszystko obsypujemy obficie gorzkim kakao i odstawiamy do lodówki na minimum 3 godziny, a najlepiej na całą noc.


Smacznego!

środa, 25 kwietnia 2018

tort Charlotte z musem z mango



Przygotowanie tortu "z płotkiem", tzw. Charlotty wydaje się trudne i skomplikowane, jednak przy odrobinie wprawy, wydaje się to banalnie proste. To już trzecia Charlotte, która pojawia się na blogu. Wcześniej przygotowywałam już tort z musem z malin i tort jagodowy z białą czekoladą. W przygotowaniu jest już kolejny przepis na tort z kremem kawowo - waniliowym z likierem Baileys.

Tort z musem z mango przygotowałam dla koleżanki na jej 30 - ste urodziny. Biorąc pod uwagę opinie gości i to, że mam już zamówienia na kolejne torty, raczej wszystkim smakował.

Ja udekorowałam mój tort jadalnymi kwiatami. Jest to efektowny sposób dekorowania tortów, ale powinniście pamiętać o jednym. Kupujcie kwiaty u sprawdzonych dostawców, hodowane bez chemii, z dala od dróg pełnych spalin i dokładnie je myjcie przed podaniem. Ja znalazłam kwiaty w małym eko sklepie, ale w sezonie wiosenno - letnim hoduję kwiaty na balkonie.


Składniki:
  • podłużne biszkopty, tzw. lady fingers

biszkopt:
  • 7 jaj w temperaturze pokojowej
  •  200 g cukru
  • 145 g mąki pszennej
  • 50 g mąki ziemniaczanej

krem mascarpone z musem z mango:
  • 500 g sera mascarpone
  • 250 ml śmietanki kremówki 
  • mus z mango z puszki (około 250 g)

galaretka z mango:
  • około 250 g musu z mango
  • około łyżeczki żelatyny

+ pół szklanki musu z mango i sok z jednej cytryny do nasączenia biszkoptów
+ ewentualnie kwiaty jadalne do ozdoby


Przygotowanie:

biszkopt:

1. Dno formy o średnicy ok. 25-26 cm wykładamy papierem do pieczenia, boków niczym nie smarujemy. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C (góra i dół bez termoobiegu).

2. Białka ubijamy na sztywno, a następnie ciągle ubijając stopniowo dodajemy po łyżce cukru. Ubijamy jeszcze około 10 minut, aż masa będzie bardzo gęsta i puszysta.

3. W trzech partiach dodajemy przesianą mąkę pszenną razem z mąką ziemniaczaną, za każdym razem miksując krótko na małych obrotach miksera tylko do połączenia się składników.

4. Masę przekładamy do formy i pieczemy 30 minut.

5. Gotowy biszkopt zostawiamy do ostudzenia w tortownicy naokoło 30 minut. Po tym czasie obkrajamy go przy obręczy i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia. Potem kroimy biszkopt na 3 krążki.

krem:

1. Śmietankę kremówkę ubijamy na sztywno.

2. Mus z mango miksujemy z mascarpone na gładko. Dodajemy partiami kremówkę i mieszamy, już nie mikserem!

3. Krem odstawiamy na chwilę do lodówki.

galaretka z mango:

1. Żelatynę rozpuszczamy w niewielkiej ilości gorącej (nie wrzącej!) wody.

2. Rozpuszczoną żelatynę miksujemy z musem z mango i odstawiamy na chwilę do lekkiego stężenia. Chodzi o to, by nie była całkiem płynna w momencie wylewania na wierzch tortu.

składanie tortu: 

1. Tort najlepiej "składać" od razu na paterze, na której  go później podamy. Trudno go później przenieść :) Na paterę wykładamy obręcz tortownicy (26 cm). Na środek wykładamy łyżkę kremu (dzięki temu tort nie będzie się przesuwał).

2. Formę przy bokach wykładamy przyciętymi na dole podłużnymi biszkoptami, jeden przy drugim, tak by stworzyły charakterystyczny dla tortu Charlotte "płotek".

3. Krążki biszkoptu przycinamy, by zmieściły się w tortownicy i pierwszy wkładamy między "płotek".

4. Mus mieszamy z sokiem z cytryny i 1/3 ilości nasączamy pierwszy biszkopt.

5. 1/3 ilości kremu wykładamy na nasączony biszkopt.

6. Układamy kolejny biszkopt i powtarzamy czynność z nasączeniem i kremem.

7. Na wierzchu układamy ostatni krążek, nasączamy do i wykładamy kremem. Delikatnie wylewamy lekko już stężoną galaretkę z musu z mango.


Tak przygotowany tort odstawiamy na kilka godzin do lodówki, a najlepiej na całą noc. Wyjmujemy z lodówki około 15 minut przed podaniem, ostrożnie wyjmujemy ściągamy obręcz tortownicy i przewiązujemy wstążeczką.

Smacznego! 


wtorek, 17 kwietnia 2018

policzki wołowe długo duszone (stifado)



Policzki wołowe, ostatnio bardzo popularne wśród polskich restauratorów, to mięso pyszne i przede wszystkim dość tanie jak na mięso wołowe. Ich kilogram można kupić już za około 20 zł, a smakiem wygrywają z takimi kawałkami jak ligawa czy zrazowa. Odpowiednio przygotowane policzki są pyszne i rozpływające się w ustach. Mają tylko jedną wadę. Jako mięsień są cholernie twarde, więc ich przygotowanie zajmuje zazwyczaj kilka godzin. Chociaż może źle się wyraziłam, ich przygotowanie zajmuje kilkanaście minut, ale muszą dusić się kilka godzin. W tym czasie możemy zająć się czymś zupełnie innym i tylko od czasu do czasu zajrzeć, czy wszystko okej.


Dzisiejszy sposób na przygotowanie policzków zaczerpnęłam z kuchni greckiej. Niewiele osób wie, że oprócz tak charakterystycznych dań jak mousaka, souvlaki, tzatziki czy grecka sałata (gr. horiatiki), Grecy mogą pochwalić się pysznym, długo duszonym "gulaszem" wołowym - stifado. Próbowałam tego dania w Atenach i na długo zostało w mojej pamięci. Rozpływająca się wołowina świetnie komponowała się z sosem winno - pomidorowym, z wyraźnie wyczuwalnymi aromatami cynamonu, goździków i oregano.

Właśnie stifado zainspirowało mnie do dzisiejszego dania i szczerze je wam polecam. Jednak jeśli chcielibyście podać je rodzinie lub przyjaciołom na niedzielny obiad, przygotowania rozpocznijcie już w piątkowy wieczór, by nie martwić się, że mięso nie dojdzie i będzie twarde.


Składniki:
  • około 1,5 kg policzków wołowych, umytych i dokładnie osuszonych
  • 2 duże cebule, pokrojone w kostkę
  • 2 ząbki czosnku, pokrojone w plasterki
  • 4 marchewki, pokrojone na kawałki 
  • 4 łodygi selera naciowego, pokrojone na około centymetrowe kawałki 
  • około 650 ml passaty pomidorowej
  • puszka pomidorów
  • sól i świeżo mielony pieprz
  • olej do smażenia

marynata do mięsa:
  • 150 ml czerwonego wytrawnego wina
  • 4 łyżki octu winnego
  • 4 ząbki czosnku
  • 3 liście laurowe
  • łyżeczka ziela angielskiego
  • 8 goździków
  • 2 kawałki kory cynamonu
  • łyżeczka suszonego oregano
  • łyżka oleju rzepakowego

Przygotowanie:

Zaczynamy od zamarynowania mięsa. 

Wszystkie składniki marynaty mieszamy. Umyte i osuszone kawałki mięsa (3 x 3 cm) przekładamy do marynaty, mieszamy. Miskę przykrywamy szczelnie folią spożywczą i odstawiamy do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc.

Następnego dnia.

1. Kawałki mięsa wykładamy z marynaty i osuszamy na ręczniku papierowym.

2. Kilka łyżek oleju rozgrzewamy w głębokiej patelni lub garnku. Tłuszcz musi być bardzo gorący. Mięso podsmażamy, partiami (po kilka kawałków mięsa na raz), na dużym ogniu, z dwóch stron na brązowy kolor. Podsmażone kawałki odkładamy na talerz i podsmażamy kolejne.

3. Gdy wszystkie kawałki mięsa są już podsmażone, do tej samej patelni lub garnka wrzucamy warzywa i podsmażamy kilka minut, uważając przy tym, by się nie przypaliły. Podsmażone warzywa wyciągamy z patelni (dodamy je później, by się całkiem nie rozgotowały).

4. Na patelnię przekładamy z powrotem mięso, wlewamy marynatę (najlepiej przez sitko), dodajemy passatę pomidorową, puszkę pomidorów i około 2 szklanek wody. Wszystko przykrywamy i dusimy na małym ogniu przez około 3 godziny.

5. Po tym czasie dodajemy do mięsa warzywa i dusimy wszystko przez następną godzinę lub dłużej  (do czasu, gdy mięso będzie całkiem miękkie).

Jeśli płyn będzie odparowywał zbyt szybko, warto dolać odrobinę wody.

6. Gdy mięso będzie już całkiem miękkie, doprawiamy sos solą i dużą szczyptą świeżo mielonego pieprzu. 

Gotowe policzki powinny rozpływać się w ustach. Podajemy je z ziemniakami lub kaszą, chociaż ja najbardziej lubię ze świeżym chlebem lub bagietką.

Smacznego!

poniedziałek, 12 marca 2018

sernik z mango



Znowu kilka dni mnie tu nie było. Ale czy uwierzycie, że rozpoczęłam remont łazienki, po czym miałam niewielki zabieg chirurgiczny, a potem jeszcze dopadł mnie jakiś podły wirus i zwalił mnie z nóg na kilka dni. Już jest lepiej, dzisiaj ściągają mi szwy, a łazienka wygląda już całkiem przyjemnie. Pozostało jeszcze kilka drobiazgów, ale wygląda na to, że mogę wrócić do normalnego trybu, zarówno do pracy, jak i do bloga.

Przepis na ten sernik znalazłam kilka lat temu, przeglądając książkę "Lubię. Atlas z przepisami" autorstwa Moniki Mądrej - Pawlak i jej męża Jana, właścicieli kultowych, poznańskich lokali - La Ruiny i Raju. Sernik mango w oryginale na wierzchu miał warstwę kwaśnej śmietany z mango, ale ja nie miałam już śmietany, więc postanowiłam wykorzystać tylko resztę pulpy, której nie chciałam wyrzucać (pamiętacie? zero waste!). Dodałam do niej trochę żelatyny i na wierzchu sernika pojawiła się delikatna galaretka :)

Uwaga! Sernik musi "odpocząć" w lodówce przed podaniem kilka godzin, a najlepiej całą noc, więc jeśli chcecie podać go do niedzielnej kawy, przygotujcie go już w sobotę!

Zaczynamy?


Składniki:

spód:
  • 130 g mąki pszennej
  • 75 g masła
  • 56 g cukru
  • 20 g kakao
  • szczypta soli

masa serowa (uwaga! wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej!):
  • 1 kg twarogu dobrej jakości, zmielonego kilkukrotnie lub twarogu z pudełka (ja kupuję "Mój ulubiony" z Wielunia, po prostu dla mnie jest najlepszy!)
  • 4 duże jajka z chowu ekologicznego
  • 35 g mąki ziemniaczanej
  • szczypta soli
  • 200 g kwaśnej śmietany
  • 270 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 550 g pulpy z mango (ja kupiłam dwie puszki po 400 g, więc resztę wykorzystałam do galaretki)

galaretka z mango:
  • 350 g pulpy z mango
  • 4 listki żelatyny (około 3 - 4 łyżeczki żelatyny w proszku)

Przygotowanie:
 

Zaczynamy od przygotowania spodu. 

1. Masło roztapiamy i dodajemy do wymieszanych suchych składników. Mieszamy widelcem do powstania kruszonki i wysypujemy na dno tortownicy o średnicy 26 cm. Ugniatamy i wstawiamy do lodówki do czasu rozgrzania piekarnika do 200 st. C. Pieczemy 10 minut i pozostawiamy do przestygnięcia.

2. Zmniejszamy temperaturę piekarnika do 160 st. C.

Teraz masa serowa!

1. Twaróg przekładamy do miski i miksujemy powoli dodając po jednym jajku. Miksując na wolnych obrotach dodajemy mąkę ziemniaczaną i szczyptę soli, a następnie śmietanę i mleko skondensowane. Na końcu do masy dodajemy pulpę z mango i jeszcze chwilę miksujemy.

2. Gotową masę serową wylewamy na podpieczony spód (uwaga, będzie bardzo rzadka!) i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy około 55 minut (ja piekłam 65). Po upieczeniu piekarnik wyłączamy i pozostawiamy tak sernik na 10 minut. Następnie uchylamy drzwiczki i pozostawiamy sernik do całkowitego wystygnięcia. Dzięki temu sernik prawie nie opada. 

3. Wystudzony sernik wstawiamy do lodówki.


Możemy przygotować galaretkę.

1. Pozostałą pulpę mieszamy z rozpuszczoną w wodzie żelatyną (łyżeczka żelatyny na łyżkę zimnej wody). Jeśli tak jak ja, używacie żelatyny w listkach, najpierw namoczcie je w zimnej wodzie (kilku łyżkach) i gdy całkiem zmięknie podgrzejcie ją, np w mikrofalówce. Nie może się zagotować! 

2. Galaretkę wylewamy na sernik i odstawiamy na całą noc.


Gotowy sernik wyciągamy z lodówki na kilka minut przed podaniem. Jest tak pyszny, że znika w ciągu kilku chwil!

Smacznego!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...